Lancia Stratos, czyli samochód, który powstał, żeby wygrywać rajdy, zanim ktokolwiek pomyślał, że to się uda.
1970 rok, salon w Turynie. Bertone wystawia coś, co dziś nazwalibyśmy dziełem sztuki, a wtedy pewnie połowa zwiedzających kręciła głową z niedowierzaniem – Stratos Zero. Płaski jak żyletka, do środka wchodzisz przez przednią szybę, bo klasycznych drzwi tam po prostu nie ma. Miał to być czysty koncept, do pooglądania i zapomnienia.
Tyle że w Lancii ktoś dostrzegł w tym coś więcej. Cesare Fiorio, szef zespołu rajdowego marki, przy wsparciu swojego ojca Sandro przekonał ówczesnego dyrektora zarządzającego Lancii, Piera Ugo Gobbato, że z tej stylistycznej fantazji da się zbudować prawdziwe auto rajdowe. Nad napędem zastanawiano się jeszcze przez jakiś czas, rozważano kilka różnych jednostek, zanim wybór padł na V6 z Ferrari Dino. Decydowały moc i sprawdzona niezawodność silnika, ale znaczenie miała również homologacja. Aby Stratos mógł rywalizować w Grupie 4, trzeba było wyprodukować co najmniej 500 egzemplarzy, a Ferrari musiało zgodzić się na dostarczenie Lancii odpowiednio dużej partii silników. Bez tej zgody cały projekt mógłby się nie udać.
Gandini nie poprzestał na kosmetycznych poprawkach konceptu. Na 1971 rok zaprojektował właściwie nową karoserię, dużo bardziej praktyczną, z myślą o realnej produkcji i pracy w rajdowych warunkach, ale zachował ten sam, klinowaty język stylistyczny, który od razu rozpoznajesz. Niska, krótka, z ogromną panoramiczną szybą dającą kierowcy widok jak z wieży kontrolnej. Do dziś, jak widzę Stratosa, mam wrażenie, że ktoś upchnął bolid F1 w karoserii do jazdy po szutrze. Chyba dokładnie o to chodziło.
Początki nie były usłane różami, 1972 to głównie testy i szukanie formy. Ale 1973 przynosi pierwsze zwycięstwo, a rok później Stratos zaczyna po prostu miażdżyć stawkę. Trzy tytuły mistrzowskie producentów z rzędu, 1974-76. Sandro Munari dokłada w 1977 roku Puchar FIA dla Kierowców Rajdowych, poprzednika pełnoprawnego mistrzostwa świata kierowców, które wprowadzono dwa lata później. A wsparcie fabryczne wcale nie zniknęło z dnia na dzień – Lancia stopniowo przesuwała uwagę na Fiata 131 Abarth, choć Stratos jeszcze przez jakiś czas pojawiał się w wybranych imprezach. W 1979 roku samochód wciąż potrafił wygrywać, tyle że już jako auto prywatnego zespołu Chardonnet, który triumfował w Monte Carlo.
Stratos jest dziś powszechnie uznawany za pierwszy samochód zbudowany od podstaw z myślą o rajdach na najwyższym poziomie, co jest o tyle istotne, że sama formuła WRC powstała dopiero w 1973 roku, już w trakcie rozwoju tego projektu. Według RM Sotheby’s powstały w sumie 492 egzemplarze, choć w różnych źródłach dotyczących produkcji zdarzają się drobne rozbieżności co do tej liczby.
No dobra, teraz do rzeczy, bo taki właśnie egzemplarz pojawił się na aukcji RM Sotheby’s w Woodcote Park. I szczerze mówiąc, rzadko trafia się coś tak dobrze zachowanego. Egzemplarz o numerze podwozia 001843 ukończono w styczniu 1975 roku. Otrzymał lakier Stratos Red, czarne wnętrze wykończone skajem i Alcantarą w odcieniu avana oraz czerwone dywaniki Saval.
Pół roku później trafił do Pistoi, do lokalnego entuzjasty Marcello Del Guerra, który dbał o niego przez dekadę. Wpisy i pieczątki w książeczce gwarancyjnej potwierdzają regularne wizyty u autoryzowanego dealera Lancii.
Potem samochód jeszcze kilka razy zmieniał właściciela, pozostając w okolicach Pistoi aż do 2014 roku, gdy trafił do Wielkiej Brytanii. Dwa lata później kupił go kolekcjoner, który ostatecznie wystawił samochód na aukcji.
I tu jest clou całej sprawy, numery podwozia, silnika i nadwozia są zgodne z dokumentacją fabryczną. Matching numbers, świętość dla każdego, kto choć trochę zna się na kolekcjonowaniu klasyków. Do tego oryginalne panele nadwozia, większość fabrycznego lakieru i charakterystyczne złote felgi Stradale, które wyglądają, jakby nigdy nie przeszły renowacji. W chwili katalogowania licznik wskazywał 68 421 km.
Nie mówimy więc o aucie po trzech renowacjach i dwóch zmianach koloru, tylko o czymś naprawdę rzadkim, egzemplarzu, w którym większość tego, co widzisz, ma już ponad pół wieku. Podczas samej aukcji najwyższa oferta wyniosła 475 tys. funtów i nie osiągnęła ceny minimalnej. Później RM Sotheby’s oznaczyło samochód jako sprzedany, ale ostatecznej ceny transakcji nie ujawniono.
Stratos zawsze był trochę paradoksem. Bolid rajdowy z sercem od GT, kanciasty klin, który mimo to jeździ jak marzenie, projekt zbudowany pod jedno konkretne zadanie, które wykonywał jeszcze długo po tym, jak fabryka przesunęła uwagę gdzie indziej. I chyba dlatego wciąż potrafi zatrzymać człowieka w miejscu, czy to na salonie w Turynie w 1970, czy dziś, na zdjęciach z aukcji.










