a

Ferrari 288 GTO na 250-tysięcznej aukcji Bring a Trailer

Rzadka okazja, żeby przyjrzeć się legendzie z bliska
klasykami.pl
8 lipca, 2026

Kilka godzin temu na Bring a Trailer zakończyła się aukcja, która dla fanów Ferrari z lat 80. była wydarzeniem samym w sobie. Powodem nie był tylko sam samochód, choć to akurat 288 GTO, jeden z pięciu modeli zaliczanych do „Wielkiego Piątk Ferrari” obok F40, F50, Enzo i LaFerrari. Powodem był też numer aukcji. To był jubileuszowy, 250-tysięczny lot w historii platformy, która zaczynała jako blog dla hobbystów, a dziś jest jednym z najważniejszych miejsc handlu autami kolekcjonerskimi na świecie.

Do wyboru samochodu na taką okazję trudno się przyczepić. Natomiast ja wspominam o tej aukcji, bo w końcu każdy ma swój samochód marzeń, Mount Everest motoryzacji, a że 288 GTO dla mnie właśnie czymś takim jest, to zakasam rękawy i trochę o nim napiszę. To pierwszy egzemplarz 288 GTO, jaki w ogóle pojawił się na Bring a Trailer w ciągu dwunastu lat działania serwisu, a licytacja szybko pobiła dotychczasowy rekord platformy pod względem najwyższej pojedynczej oferty w historii, przebijając 6,75 miliona dolarów jeszcze przed ostatnim tygodniem aukcji. Zakończyło się na 6 825 000 dolarów. To pokazuje, jak bardzo zmienił się rynek dla tego modelu. Rok wcześniej egzemplarz w stanie koncertowym wyceniano na około 4 miliony dolarów, dziś takie pieniądze z trudem wystarczają na auto w stanie dobrym, nie koncertowym. Chyba nie ja jeden lubuję się w tym klasyku.

 

Dlaczego akurat ten egzemplarz jest ciekawy

Wystawiony samochód należy do pierwszych 200 wyprodukowanych sztuk, czyli tych, które musiały powstać, żeby Ferrari w ogóle mogło ubiegać się o homologację w Grupie B. Ma certyfikację Ferrari Classiche, co w praktyce oznacza, że fabryka w Maranello potwierdziła zgodność samochodu z oryginalną specyfikacją, od numeru silnika po komponenty nadwozia. Historia tego egzemplarza jest przy tym nietypowa. Sprzedany fabrycznie do kolekcjonera w Meksyku, od razu przemalowany na srebrny i przez lata jeżdżący po zlotach klubowych w Ameryce Północnej i Środkowej. Dopiero w 1988 roku trafił do Stanów Zjednoczonych, gdzie nowy właściciel przywrócił mu fabryczny odcień Rosso Corsa. Na tym jednak przygody się nie kończą. W 1993 roku samochód został podobno skonfiskowany przez władze w Holandii w związku z oskarżeniami o działalność przestępczą stawianymi ówczesnemu właścicielowi i pozostał zajęty aż do końca dekady, zanim wrócił do USA. W 2001 roku trafił do nowego właściciela z Luizjany, który przez kolejne dziewięć lat pokazywał go na Concorso Italiano i Cavallino Classic. To akurat świetny przykład na to, że przy autach z tej półki historia lakieru bywa równie ciekawa jak historia mechaniki, a czasem jeszcze ciekawsza jest historia samych właścicieli.

Zdjęcia i materiały wideo w ogłoszeniu faktycznie są warte przejrzenia, bo dobrze pokazują detale, które w 288 GTO łatwo przeoczyć. Nadkola poszerzone względem bazowego 308, potrójne wyloty powietrza za tylnymi szybami, charakterystyczne wloty NACA na masce i progach, oraz wnętrze w czarnej skórze z klimatyzacją, która w 1985 roku wcale nie była w tym aucie oczywistością. Link do aukcji na końcu artykułu.

Kilka faktów o samym modelu, dla tych, którzy 288 GTO znają tylko z nazwy

288 GTO powstało jako odpowiedź Ferrari na przepisy homologacyjne Grupy B, czyli kategorii wyścigowej FIA, która wymagała zbudowania minimum 200 egzemplarzy drogowych, zanim producent mógł wystawić wersję wyścigową. Ferrari zbudowało ostatecznie 272 sztuki między 1984 a 1987 rokiem, czyli tyle, ile trzeba było, żeby spełnić wymóg, i odrobinę więcej.

Bazą techniczną był 308, ale to określenie mocno myli, bo z seryjnego modelu zostało niewiele. Rozstaw osi wydłużono o kilkanaście centymetrów, żeby zmieścić silnik montowany wzdłużnie, w przeciwieństwie do poprzecznego układu w 308. Pod klapą silnika pracowała jednostka V8 o pojemności 2,8 litra z dwoma turbosprężarkami IHI i intercoolerami Behr, zasilana wtryskiem Weber-Marelli wywodzącym się z doświadczeń Ferrari w Formule 1. Moc deklarowano na poziomie około 400 KM, co w połączeniu z masą poniżej 1200 kilogramów dawało osiągi robiące wrażenie nawet dziś, a w połowie lat 80. dawało tytuł najszybszego samochodu produkcyjnego na świecie, z prędkością maksymalną bliską 305 km/h.

Nadwozie łączyło aluminium, włókno szklane i kevlar, co było jak na tamte czasy rozwiązaniem zaawansowanym i kosztownym. Stylistykę przygotowało Pininfarina pod kierunkiem Leonardo Fioravantiego, zachowując ogólną sylwetkę 308, ale nadając całości znacznie bardziej agresywny, funkcjonalny charakter.

Nazwa GTO, czyli Gran Turismo Omologato, nie była przypadkowa. Do tego momentu jedynym Ferrari noszącym te litery było kultowe 250 GTO z lat 60. Sięgnięcie po to oznaczenie ponownie, dwadzieścia lat później, było jasnym sygnałem, że Ferrari traktuje ten projekt poważnie.

Ironia losu jest taka, że 288 GTO nigdy nie pojechało w wyścigu, dla którego powstało. Grupa B została skasowana przez FIA w 1986 roku po serii tragicznych wypadków, zanim wersja ewolucyjna zdążyła wystartować w jakimkolwiek rajdzie czy wyścigu. Praca włożona w rozwój tej ewolucji nie poszła jednak na marne, bo to właśnie z niej wyrósł F40, ostatni samochód osobiście nadzorowany przez Enzo Ferrari. Można więc powiedzieć, że 288 GTO to model, który przegrał bitwę o tor, ale wygrał wojnę o miejsce na szczycie w historii marki.

Jeśli macie jeszcze chwilę i chcecie poślinić się do około 400 zdjęć tego egzemplarza, poniżej w linku znajdziecie je wszystkie:
https://bringatrailer.com/listing/1985-ferrari-288-gto-2/

Tagi:

Dołącz do dyskusji

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0 0 votes
Article Rating