a

Na Google Maps znaleźli dwa porzucone Ferrari F40 i trochę się zdziwili

klasykami.pl
19 sierpnia, 2026

Na Google Maps wyglądały jak dwa porzucone Ferrari F40, ostatnie Ferrari osobiście zamówione i zatwierdzone przez Enzo Ferrariego. Ktoś, kto trafia na taki kadr, ma prawo poczuć przyspieszone tętno. Hiszpański youtuber Georgesmithgood dwa razy miał powód, żeby uwierzyć, że właśnie trafił na coś wyjątkowego. I dwa razy z rzędu wrócił do domu z tą samą, dość gorzką lekcją: nie każdy kształt, który na mapie przypomina F40, jest Ferrari.

Pierwszy trop: mała miejscowość przy granicy z Portugalią

Georgesmithgood wypatrzył w Google Maps dwa samochody wyglądające jak porzucone F40 i postanowił zweryfikować to osobiście, zamiast poprzestać na zrzutach ekranu.

Pierwszy adres prowadził do niewielkiej miejscowości blisko granicy z Portugalią, do na wpół zawalonej stodoły pełnej starych samochodów. Na miejscu stodoła rzeczywiście istniała, podobnie jak stos wysłużonych karoserii wokół niej. Sylwetka, którą na mapie można było wziąć za F40, po bliższych oględzinach okazała się jednak repliką zbudowaną na bazie Pontiaca Fiero, i to repliką niezbyt udaną.

Drugi trop: okolice Walencji i propozycja za 35 tysięcy dolarów

Drugi trop prowadził w okolice Walencji. Scenariusz powtórzył się niemal jeden do jednego: kolejne domniemane F40 po dotarciu na miejsce zdemaskowało się jako Fiero w przebraniu. Tym razem auto było na sprzedaż, a właściciel zaproponował youtuberowi zakup za 35 tysięcy dolarów. Ten, jak można się domyślić, podziękował.

Dlaczego akurat Fiero

To, że oba auta okazały się Fiero, wcale nie jest przypadkiem. Produkowany dla roczników modelowych 1984 – 1988 Pontiac Fiero miał silnik umieszczony poprzecznie za kabiną kierowcy i napęd na tylne koła, co dla producentów kit-carów oznaczało gotową bazę z centralnym silnikiem, którą stosunkowo łatwo można było przebrać za egzotyczny samochód sportowy, bez konieczności przeprojektowywania całej konstrukcji od podstaw. Powstało ponad 370 tysięcy egzemplarzy, a od 1985 roku oferowano wersję z 2,8-litrowym V6. Niska cena, duża dostępność i układ konstrukcyjny sprawiły, że Fiero przez lata stało się popularną bazą kit-carów, nie tylko udających Ferrari, ale również Lamborghini i inne egzotyczne samochody z silnikiem umieszczonym centralnie.

Istniały nawet gotowe zestawy karoserii, takie jak Xillion F40. Zachował się na przykład dobrze udokumentowany egzemplarz oparty na Fiero z 1985 roku, z 2,8-litrowym V6 i manualną skrzynią, zarejestrowany w Wielkiej Brytanii w maju 1990 roku, w dokumentach figurujący zresztą jako „Xillion Ferrari”.

Sam F40 jest jednak dla replikantów trudnym orzechem do zgryzienia. Oryginał ma bardzo charakterystyczne, szerokie nadwozie, wydłużony tył i specyficzne przeszklenie, których Fiero po prostu wymiarowo nie odda. Dlatego większość takich przeróbek z bliska, a nawet z boku, zdradza się niemal natychmiast.

Dlaczego Google Maps tak łatwo oszukuje oko

Na niewyraźnym zdjęciu wystarczą czerwony lakier, niska sylwetka i duże tylne skrzydło, żeby mózg dopowiedział sobie resztę. Z bliska iluzja szybko znika. Proporcje Fiero są inne, podobnie jak linia szyb, szerokość nadwozia i dziesiątki detali, których nie da się ukryć pod zestawem paneli.

To zresztą nie jest odosobniony przypadek. Fiero, podobnie jak Toyota MR2, od lat należy do popularnych baz kit-carów właśnie ze względu na centralny silnik.

A jeśli gdzieś naprawdę czeka F40?

Prawdziwe F40 byłoby oczywiście znaleziskiem z zupełnie innej ligi. Powstało 1311 egzemplarzy, a ceny najlepszych sztuk liczone są dziś w milionach dolarów. Szansa, że jeden z nich rzeczywiście od lat stoi zapomniany gdzieś na hiszpańskiej prowincji, jest więc niewielka. Ale właśnie ta niewielka szansa sprawia, że ktoś wciąż wpisuje współrzędne w Google Maps, powiększa niewyraźne zdjęcie i zastanawia się: a co, jeśli tym razem naprawdę jest tam Ferrari?

Dołącz do dyskusji

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0 0 votes
Article Rating