Jak Ferrari 250 GTE 2+2 rozprawiało się z przestępcami Rzymu
Włoskie problemy rozwiązuje się z klasąJeśli kiedykolwiek zdarzyło się komuś złamać przepisy drogowe we Włoszech na początku lat 60., lepiej było mieć wtedy pod maską coś naprawdę szybkiego. Bo w tamtym czasie po ulicach Rzymu krążyło… legendarne Ferrari 250 GTE 2+2. Tak, to nie pomyłka. Prawdziwe, rasowe Ferrari, które zamiast toru w Maranello wybrało pościgi za przestępcami ulicami Wiecznego Miasta. I nie, to nie jest hollywoodzka fantazja – to prawdziwa historia o tym, jak marzenie każdego petrolheada stało się narzędziem walki z przestępczością.
Włoskie Problemy Rozwiązuje Się z Klasą
Żeby zrozumieć, jak doszło do tego, że karabinierzy dostali kluczyki do Ferrari, trzeba cofnąć się do przełomu lat 50. i 60. Włochy przeżywały wtedy gospodarczy boom. Na drogach pojawiały się coraz szybsze maszyny, a przestępcy – jak to przestępcy – lubili korzystać z nowych możliwości. Maserati? Jaguar? Takie samochody były kradzione jako idealne wozy „ucieczkowe”, a pościgi stały się codziennością, z którą policyjna Alfa Romeo 1900 i Giulia 1600 po prostu nie dawały sobie już rady. Owszem, to nie były wolne auta, ale na tle złodziejskich zabawek stawały się po prostu zbyt powolne.
A że Włosi zawsze lubili działać z klasą, rozwiązanie mogło być tylko jedno – sięgnąć po najlepsze, co kraj miał do zaoferowania. I tu na scenę wjeżdża Ferrari 250 GTE 2+2.
Warto przy okazji wspomnieć, że Ferrari 250 GT 2+2 to nie tylko ikona stylu, ale również kamień milowy w historii marki. Był to pierwszy czteroosobowy model Ferrari produkowany na większą skalę, co pozwoliło firmie złapać finansowy oddech na początku lat 60. Produkcja trwała od 1960 do końca 1963 roku i zakończyła się na 957 egzemplarzach. Ciekawostką jest, że ostatnie 50 sztuk otrzymało większy, 4-litrowy silnik V12 z modelu 330 America, podczas gdy wcześniejsze egzemplarze napędzało klasyczne 3-litrowe V12.
Jak to Naprawdę Było? Dwie Wersje, Obie Pyszne
Choć dziś trudno stwierdzić, która wersja wydarzeń jest prawdziwa, obie brzmią jak gotowy scenariusz filmowy.
Pierwsza mówi, że zdesperowany szef włoskiej policji, Angelo Vicari, zebrał swoich najlepszych ludzi i zapytał, czego im potrzeba, by skuteczniej walczyć z rosnącą falą przestępczości. Ktoś z tyłu odpowiedział:
– Czego potrzebujemy? Ferrari!
Głos ten należał do brygadiera Armando Spatafory z Mobilnej Jednostki, który miał już wtedy na koncie dziesiątki aresztowań. Do niego jeszcze wrócimy, bo to postać absolutnie wyjątkowa.
Druga wersja jest jeszcze bardziej filmowa. Spatafora i jego koledzy z „latającej eskadry” byli tak skuteczni w walce z przestępczością zorganizowaną, że sam prezydent Włoch, Giovanni Gronchi, podczas specjalnej ceremonii zapytał oficerów, jaką nagrodę chcieliby otrzymać. Kiedy jeden z nich zażartował: „Ferrari!”, prezydent potraktował to jak najbardziej poważnie i zwrócił się bezpośrednio do Enzo Ferrari, prosząc o dostarczenie dwóch modeli 250 GTE dla rzymskiej policji.
Kiedy Enzo Ferrari dostrzegł okazję
Enzo się zgodził. Nie z powodu nagłego napływu patriotycznych uczuć, ale raczej dlatego, że dostrzegł w tym duży potencjał marketingowy.
W efekcie dwa egzemplarze Ferrari 250 GTE trafiły do oddziału „Squadra Volante” – jednostki szybkiego reagowania rzymskiej policji. Jeden z tych samochodów bardzo szybko zakończył służbę po wypadku, ale drugi, bohater naszej opowieści, egzemplarz o numerze podwozia #3999, stał się postrachem rzymskich ulic.
Wyobraź to sobie: rok 1963, Piazza Venezia, wieczorne słońce leniwie odbija się od chromowanych zderzaków, a przez zatłoczone uliczki Rzymu z hukiem przelatuje policyjne Ferrari. Światło migocze na dachu, a w środku dwaj funkcjonariusze wyglądający jakby właśnie zeszli z planu włoskiego filmu sensacyjnego.
Policyjne Ferrari – Zmodyfikowane? Oczywiście!
Choć mówimy o jednym z najbardziej eleganckich GT swoich czasów, policyjna wersja 250 GTE nie była zwykłym salonowym egzemplarzem. Trzeba ją było nieco przystosować do trudów policyjnej roboty, ale to była tylko kosmetyka
Najbardziej charakterystycznym elementem była niebieska lampa zamontowana na dachu – klasyczny policyjny sygnał świetlny z tamtych lat. Do tego doszło kilka bajerów wewnątrz, które były ówczesnymi odpowiednikami dzisiejszych smartfonów. Dodatkowo oznaczenia na drzwiach i rejestracja POLIZIA 29444
A pod maską? 3-litrowe V12 Colombo, wyciskające 240 koni mechanicznych. W latach 60. naprawdę trudno było znaleźć coś szybszego.
Najlepsi z najlepszych
Za kierownicą tej legendy nie mógł siedzieć byle kto. Funkcjonariusze wybrani do prowadzenia Ferrari przeszli specjalistyczne szkolenie w Maranello. Wśród nich był właśnie Armando Spatafora – funkcjonariusz „latającej eskadry”, który na zawsze zapisał się w historii włoskiej policji.
Wraz z trzema kolegami Spatafora odbył kurs prowadzony przez Roberto Lippiego. Według legendy, Enzo Ferrari osobiście obserwował ich jazdy i był tak pod wrażeniem umiejętności Spatafory, że zaproponował mu miejsce w swoim wyścigowym zespole. Spatafora odmówił, żartując, że bycie pogromcą przestępców jest… bezpieczniejsze niż kariera kierowcy wyścigowego.
Latem 1962 roku Spatafora i Ferrari 250 GTE o numerze podwozia #3999 patrolowali już ulice Rzymu. Samochód był czarny, jak wszystkie pojazdy pościgowe Mobilnej Eskadry, a na błotniku dumnie widniał wizerunek skaczącej pantery – symbol tej legendarnej jednostki.
Pościgi, o Których Krążyły Legendy
Choć oficjalne raporty policyjne z tamtych czasów są raczej lakoniczne, miejskie legendy i włoska prasa zadbały o resztę. Mówi się, że policyjne Ferrari brało udział w pościgach za złodziejami biżuterii i przemytnikami.
Jedna z najbardziej znanych historii dotyczy pościgu za Alfą Giuliettą, który zakończył się spektakularnym zatrzymaniem na moście Milvio – oczywiście triumfem policyjnego V12.
Inna legenda mówi o tym, jak w 1964 roku Spatafora zjechał Ferrari po słynnych schodach Trinità dei Monti. Dla rzymskiego półświatka przestępczego stało się jasne – jeśli za plecami usłyszysz ryk dwunastu cylindrów, lepiej od razu się poddać.
Co Stało się z Policyjnym Ferrari?
Spatafora i jego Ferrari służyli w Rzymie do 1967 roku. Później samochód wykorzystywano jako błyskawiczny pojazd kurierski do transportu krwi między miastami. I tutaj również nie obyło się bez legendy – mówi się, że Ferrari potrafiło pokonać trasę 200 kilometrów w niecałą godzinę!
Ostatecznie pojazd wycofano ze służby w 1968 roku, a Spatafora odszedł na emeryturę i wycofał się z życia publicznego.
Samochód sprzedano na aukcji w 1972 roku Alberto Cappelliemu, który przez kolejne cztery dekady je restaurował, ścigał się nim i prezentował na prestiżowych wydarzeniach. Później samochód kilkakrotnie zmieniał właścicieli – ostatni raz był wystawiony na sprzedaż w 2020 roku.
Dziś to prawdziwa gwiazda świata klasyków i jedyny prywatny samochód we Włoszech, który ma pozwolenie na jazdę z syrenami i niebieskimi światłami oraz nosi specjalne oznaczenia „Squadra Mobile”.
Certyfikowany przez Ferrari Classiche w 2014 roku, egzemplarz #3999 nadal posiada oryginalne podwozie, silnik, skrzynię biegów i tylną oś. Drugiego takiego nie znajdziecie – to jedyny w swoim rodzaju policyjny supercar, który zamiast stać w muzeum, wciąż potrafi rozgrzać asfalt.















