Mercedes-Benz
Mało która marka ma w świecie klasycznej motoryzacji pozycję porównywalną z Mercedes-Benz. Od pojazdów Gottlieba Daimlera i Carla Benza, przez powojenne „Pontony” i legendarne 300 SL, po W123, W124 czy R107 – to marka, która przez sto kilkadziesiąt lat konsekwentnie łączyła inżynierię z prestiżem. Nazwa marki wywodzi się od imienia córki austriackiego przedsiębiorcy Emila Jellinka, a sama firma powstała z połączenia dwóch niezależnych konstruktorów – Daimlera i Benza. Na tej stronie zbieramy artykuły Klasykami.pl poświęcone klasycznym i youngtimerowym Mercedesom: historii poszczególnych modeli, ich znaczeniu technicznemu, obecności w wyścigach oraz temu, jak dziś wyglądają na rynku kolekcjonerskim.
Zlot zabytkowych Mercedesów w Toruniu
All Time Stars
Mercedes-Benz C114: klasyk z krwi i kości.
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Pamiętacie białego W114? Auto, które pokazywałem podczas remontu ale było już na końcówce. Prace dobiegły końca, mogłem je obejrzeć i sfotografować. Dzisiaj trochę o /8!
Pełną galerię możecie zobaczyć tutaj: https://klasykami.pl/galeria/mercedes-w114-coupe/
Poprzednie spotkanie miało miejsce dokładnie 5 miesięcy temu. Wtedy też Pan Marcin – właściciel auta – pozwolił mi obejrzeć sto czternastkę podczas remontu. Na ten temat nie będę się rozpisywał. Zainteresowanych odsyłam tutaj. Finał, dane mi było obejrzeć jakiś miesiąc temu. Choć pozostało kilka drobnych rzeczy do zrobienia we wnętrzu auta, to nawet laik i osoba nieinteresująca się starą motoryzacją zwróci na niego uwagę. Odnowa? Renowacja? Mało powiedziane. Gdyby przyjechała delegacja ze Sttutgartu, jedynie byliby pod wrażeniem wykonanych prac. Za chwilę wrócimy do tematu tego auta ale na razie, trochę historii.

Model W115/114 pojawił się w roku 1968. Prace nad następcą W110/111, opisanego tutaj, rozpoczęły się w 1963r. Jaki smutek ogarnął ludzi czekających na nowy model, kiedy to w 65r. na tragach we Frankfurcie nie pojawił się nowy model Mercedesa. Może to i dobrze, ponieważ w mojej świadomości, W115 to pierwsze, niezniszczalne auto z gwiazdą na masce.
W porównaniu do oferty oraz poprzedników, nowy model nie był pokaźnych rozmiarów. Wręcz przeciwnie, był mały! Za to ceny już nie. Topowe modele potrafiły kosztować tyle co W116 – czyli klasa S. Samochód okazał się zupełnie nowym projektem, nową erą. To nie był powiew świeżości. To był huragan, który po uderzeniu, zdmuchiwał czapki z głów i wszystkich przewracał. Niektórzy mogą się ze mną nie zgodzić. Czy widziałeś W108? Ok, podobieństwo jest duże ale moim zdaniem 114/115 w umiejętny sposób łączy epokę sto ósemki z nową, nadchodzącą epoką lat 70. A dzisiaj? Gdzieś znalazłem stwierdzenie, że nie ma drugiego Mercedesa do którego tak dobrze pasuje określenie „klasyczny”. Ja bym to trochę zmienił „klasyczny na każdą kieszeń”. W końcu W115 to wciąż, stosunkowo niedrogi klasyk.

Powyżej napisałem, że w czasach produkcji był drogim autem. Głównie tyczyło się to topowej wersji 280. Diesel był względnie tani. Po zakończeniu produkcji auto było dostępne niemal dla każdego. Stąd również ich duża ilość w Polsce, już w latach 80. Niezniszczalny Mercedes szybko zyskał w oczach taksówkarzy oraz innych osób, które potrzebowały woła roboczego. Oczywiście tutaj mowa głównie o modelu W115 w którym montowano niezniszczalne silniki diesla – 200, 220, 240. Wszystkim towarzyszyła literka D. W114 to już te „topowe” modele z silnikami benzynowymi oraz wersje dwudrzwiowe. Kiedy rozpoczęto produkcje dodano do nazewnictwa /8. Skąd to się wzięło? Modele 220D, 240D itd. nakładały się na inne auta marki. Zdecydowano o dodaniu symbolu dla rozróżnienia aut w ofercie. 8 wzięła się z roku produkcji – 1968, a właściwie z rozpoczęcia, ponieważ dalsze roczniki miały to samo oznaczenie. Z tego powodu w Niemczech, auto jest znane również jako „Stricht Acht”
A jak wyglądała innowacyjność, już pomijając projekt auta. Było nowocześnie! Hamulce tarczowe również z tyłu, a była to nie lada nowinka. Nowe, niezależne zawieszenie z tyłu – trójkątne wahacze skośne. Lepsza widoczność w każdą stronę dzięki większym szybom. Z dodatków można było zamówić chociażby klimatyzację, podłokietniki, zagłówki. Nic, tylko brać!
1. Brak słupka B, był wyróżnikiem starych Mercedesów o nadwoziu Coupe. Tworzyło to rewelacyjny efekt po otwarciu wszystkich szyb. 2. Trójkątne okienko to klasa sama w sobie. W sedanach, zniknęło po 73r kiedy /8 przeszła spore modyfikacje. 3. Podwójny zderzak był wyróżnikiem tych „droższych” Mercedesów o oznaczeniu W114. W dieslu nie były stosowane.
Nasz bohater to wersja Coupe. Charakterystyczny element to usunięcie słupka B. Po otwarciu wszystkich szyb mamy kapitalny efekt. Chyba każde, stare coupe Mercedesa może poszczycić się takim rozwiązaniem. Silnik z jakim mamy do czynienia w tym aucie to sześciocylindrowy benzyniak o pojemności 2,5. Oznaczenie M114, wyposażony w D-Jetronic, potrafił rozpędzić się w niecałe 11 sekund do setki. Ciekawostką jest fakt, że W114 250CE to pierwszy Mercedes w którym zastosowano D-Jet. Auto pochodzi z pierwszej serii, czyli z tych „najładniejszych” sto czternastek. Po 73 roku, samochód został zmodyfikowany i dodano np. kierownice, jaka występowała w W116 oraz pierwszych W123. Mi osobiście takie rozwiązanie nie pasuje w tym aucie. Oczywiście zmian było więcej – zniknęła trójramienne okienko w przednich drzwiach, pojawiły się karbonowane światła, również zmiany konstrukcyjne. To wszystko sprawiło, że /8 w moich oczach po prostu zbrzydła. Albo inaczej, to nadal jest fajny klasyk i można się zachwycać, lecz po postawieniu obok I-serii, wybierzemy auto sprzed 73 roku. Wszystkie te zmiany pasują do W116/123, ale 114/115 to auto, któremu bliżej do W110, który był dobrym punktem wyjścia dla następcy – modelu W123.
Zupełnie inne podejście do deski rozdzielczej niż w modelu np. 123. Dużo drewna, mniej plastiku, do tego wklęsła do środka – wyglądała cudownie, podobnie jak zegary.

Białe 114 to istny szok jaki zafundowałem sobie podczas jego oglądania. Myślę, że takie auto trzeba zobaczyć na własne oczy. Żadne zdjęcia nie pokażą ogromu prac i wysiłków jaki włożono w jego odbudowę. Nie sprawią, że serce prawdziwego maniaka starej motoryzacji zacznie bić szybciej. W tym aucie nie ma żadnej starej części, która zostałaby włożona sprzed remontu. Wszystko, dosłownie jest NOWE. Ten samochód wyjechał w takim stanie z fabryki w roku 1971. Nie! Źle napisałem, wyjechał w gorszym stanie. Satysfakcja z wykonanych prac, z zakończenia tak poważnego projektu musi być niesłychanie duża. Ale teraz pojawia się pytanie. Czy tym autem jeździć? Czy ten samochód powinien zrobić więcej niż np. 100 kilometrów po takiej renowacji? Ja osobiście zawsze uważałem, że wszystko powinno jeździć i każde auto, a nawet prototyp powinien się poruszać od czasu do czasu. Ale myślę, że ten punkt widzenia mógłby się zmienić w momencie kiedy taki wóz należałby do mnie. 0 kilometrów na liczniku, 45 letnie, sławne W114. Kurczę, przyjemność z jazdy by była. ALE co 5 minut na ułamek sekundy, przelatywałaby mi myśl o idealnym stanie tego auta, o jego świeżości i nowości, a ja to w tej chwili zabijam. Z drugiej strony, jeździłbym nim chyba tylko w nocy. Wyobrażacie sobie sytuacje, że jedziecie tym autem do wielkiego supermarketu i musicie go zostawić wśród szarych plastikowych podróbek, które są prowadzone przez nierozgarnięte osoby, które się spieszą. Ryska?! Ja tu nic nie widzę proszę Pana, proszę nie robić problemów. O matko. Chodziłbym tylko w nerwach. Nawet na zlocie, gdzie ludzie kręcą się wokół aut. Stefan ja zostanę przy aucie bo jakiś 5 latek z lodem się zbliża. Idźcie, dogonię was. Tak by było.
Dzięki uprzejmości Pana Marcina, poniżej spora dawka zdjęć z renowacji:
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
AMG, inaczej wściekły Mercedes!
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Dwaj pracownicy Daimler-Benz – buntownicy, którzy nie mogli zrozumieć czemu Mercedes robi nudne samochody i nie angażuje się w sport. Mniej więcej taki był początek firmy z siedzibą w starej szopie.
Pełna galeria C124 AMG: https://klasykami.pl/galeria/mercedes-c124-amg/
Aufrecht Melcher Großaspach, powstaje w roku 1967. Zostaje założona przez Hansa Wernera Aufrecht’a i Erhardta Mechler’a. Zapewne już nie muszę pisać, że pierwsze dwa słowa w nazwie firmy to nazwiska założycieli. Großaspach to miejscowość w której firma miała początkowo swoją siedzibę. Małe miasteczko jak każde inne. Obaj panowie byli pracownikami w Mercedesie. Hans – specjalista od zawieszeń, Erhardt – specjalista od silników. W latach 60 Mercedes wycofuje się z wyścigów i oznajmia, że nie będzie się bawił w takie rzeczy. Generalnie Mercedes uznał, że to im się w ogóle nie opłaca i zamierzają robić luksusowe limuzyny. Patrząc także na wersje dwudrzwiowe z tamtych lat można zauważyć, że za wiele ze sportem to wspólnego nie ma. Też nie o to chodziło w tych autach ale nie odbiegajmy od tematu. Wspomniana dwójka jedynie pukała się w głowę i nie mogła zrozumieć strategii Mercedesa. Na szczęście zauważyli w tym dobry pomysł na biznes i wymyślili, że jeśli Mercedes nie chce, to sami zaczną to robić. W końcu odeszli i stworzyli własną firmę, w skrócie AMG.

W momencie założenia, firma angażowała się jedynie w sport. To co dzisiaj znamy pod hasłem AMG, czyli zmodyfikowane seryjne Mercedesy, nie było jeszcze nikomu znane. Początkowo budowano silniki do sportu, które były kupowane przez różnorakie zespoły wyścigowe. Sukces przyszedł bardzo szybko, a największym był pamiętny wyścig w 1971 roku. Do 24 godzinnego, prestiżowego wyścigu w Spa w Belgii stanął Mercedes 300SEL 6.9. Mogło to się wydać trochę śmieszne. Mniejsze auta, wyglądające jak rasowe wyścigówki. Nagle pojawia się duża limuzyna Mercedesa bez zderzaków, nieznanego wtedy AMG. Myślę, że wszystko zmieniło się kiedy samochód ożył i pokazał na co go stać. Silnik był zmodyfikowany i osiągał moc ok 420KM. Prędkość maksymalna oscylowała w granicach 265km/h. Jedynie hamulce były seryjne ale kierowcy chyba ich za często nie używali ponieważ AMG zdobyło wtedy drugie miejsce. Prowadzili na zmianę Hans Hayer oraz Clemens Schicken. Stanięcie na podium było ogromnym sukcesem i firma zdobyła sławę oraz renomę. To był dobry moment na tworzenie drogowych wersji Mercedesa ze sportowym zacięciem, ale AMG i Mercedes jeszcze długo nie będą ze sobą współpracować. Dlatego jeśli ktoś w latach 70 chciał sportowego mercedesa to musiał się udać do AMG. Początkowo na warsztat były brane W114, później W123, które oprócz modyfikacji pod maską otrzymywały zmiany optyczne. Wtedy też pojawiły się pierwsze prospekty AMG. Ale jak tak patrze na zmiany optyczne, a właściwie dodatki „doklejone” do auta… nie wygląda to pięknie. Teraz zapewne wielu osobom to się podoba (Bo to ZABYTKOWE AMG!), ale jakbym to widział na ulicy to bym się chyba tylko krzywił na twarzy. Wolałbym jedynie zmiany pod maską bez tego całego badziewia doklejonego do auta.
W 1978 roku, firma przenosi się do Affalterbach. AMG do dzisiaj ma swoją siedzibę właśnie tam. W szybkim tempie mała firma staję się poważnym graczem na rynku lecz dopiero w 1988, AMG i Mercedes łączą siły w świecie wyścigów. Hans i Erhardt mogli wtedy powiedzieć: I co? Mieliśmy racje kiedy krytykowaliśmy waszą strategie! :). Za to pierwszym seryjnym autem zbudowanym wspólnie przez obie firmy to C36 AMG za którym nie przepadam. Podoba mi się jedynie Kombi, ale ten wóz kojarzy mi się z rozpoczęciem złego okresu w historii Mercedesa.
W 1999 roku Mercedes przejmuje firmę. Wiadomo, że dzisiaj idąc do salonu możemy wybrać wersję AMG. Ciekawe ile osób kupujących takie auto wie, że dawno dawno temu to nie w salonach kupowano taki samochód, a firma AMG powstała z buntu i chęci budowy sportowych aut z gwiazdą na masce.
Auto na zdjęciach to model W124 w wersji coupe, wyprodukowany po 92 roku. Jak widać AMG maczało tutaj palce. Auto miałem dla siebie na godzinę i mogłem trochę się nim nacieszyć. Brakowało mi jedynie ciemnych okularów wraz z żuciem gumy machając szczęką jak głupi. Niestety jestem jednym z tych nielicznych którzy o cudze dbają bardziej niż o swoje także obchodziłem się z tym autem jak z jajkiem. Samochód jest bardzo sztywny co odczujemy na pierwszej nierówności. W zakręcie czujemy się bardzo pewnie i już od pierwszych minut ma się wrażenie, że nie jedzie się zwyczajnym W124. Samochód daje dużo frajdy z jazdy, a otwarcie wszystkich czterech szyb jest rewelacyjnym rozwiązaniem w każdym starym coupe Mercedesa. Niewątpliwie trzeba ciągle pamiętać, że auto jest dosyć niskie i musimy uważać na wszelkie krawężniki, dziury oraz śpiących policjantów. Zaryzykuje stwierdzeniem, że można poruszać się tym autem na co dzień ale po pierwsze, trzeba uważać na naszych, ciągle dziurawych, drogach i po drugie, czasami trzeba posłuchać: o ja p*****e, ale z******y. Miełem kiedyś takiego! I różne takie rozmowy. Niewątpliwie auto zwraca na siebie dużą uwagę przez poszerzane przednie błotniki (ceny takiego błotnika lepiej nie będę podawał) oraz rasowy tył samochodu – zderzak oraz dodatkowy element na klapie bagażnika. Powiem wam, że do tej pory widziałem ten rasowy tył, jedynie na filmikach i zdjęciach. Kiedy go zobaczyłem, w pierwszym momencie pomyślałem: o ja p*****e, ale z******y. Ale nie miałem…
AMG Coupe modelu 124 rozpędzało się do setki w ciągu 7 sekund. Produkcja trwała od 1993 do 96 roku. Wyprodukowano… informacji nie znalazłem ale kosztował jakieś 125 tysięcy marek. Dla porównania zwykłe coupe w salonie kosztowało około 85-90 tysięcy. Czy warto było wydać te dodatkowe pieniądze? Z pewnością tak… i nie należy tutaj porównywać jedynie suchej cyfry informującej o przyspieszeniu do setki.
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Mercedes Benz R129: Roadster doskonały!
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Gdybym szukał youngtimer’a bez dachu w cenie ok 40 tysięcy, model 129 byłby na czele. Reszta się chowa!
Pełną galerię znajdziecie tutaj: https://klasykami.pl/galeria/mercedes-benz-r129/
Nowy R129 był produkowany od 1989 roku. W salonie stoi obok takich aut jak W126, 124 oraz W201. Jako pierwszy roadster miał montowany seryjnie ABS. Choć jak każde luksusowe auto z gwiazdą na masce musiał wnieść coś nowego na rynek. Airbag wszedł z modelem W126, a więc co przypadło 129? Chociażby pałąk antykapotażowy. Przy dużym przechyleniu auta, wysuwał się do góry. Niewątpliwie była to nowinka w kwestiach bezpieczeństwa. Duży lifting pojawia się w roku 95. Do tej pory auto było dwukolorowe, miało pomarańczowe kierunkowskazy. Jak to bywa z drugimi seriami – zmieniło się na gorsze. Auto miało ksenony, białe kierunki. Z tyłu, lampy były czerwone na całej długości. Zwróćcie uwagę, że do końca produkcji, czyli roku 2001, lampa była ciągle karbowana. Jestem pod wrażeniem jak długo ten charakterystyczny element był swego rodzaju wyróżnikiem marki. Warto dodać, że model 129 nie miał swojego odpowiednika z twardym dachem. Za to auto było wyposażone w zdejmowany twardy dach, który mógł się sprawdzić np. zimą.
R129 na początku swojej drogi, poprzeczkę ma postawioną bardzo, bardzo wysoko za sprawką modelu R107, który był produkowany 20lat. Zawsze kiedy patrzę na 129 myślę sobie, że projektanci jedyne co zrobili to wzięli model 107 i wykonali go na nowo ale w stylu W126/124. Ale czy to pójście na łatwiznę? Skądże! Ten samochód jest dopracowany do perfekcji. Przy SL nie można iść po najmniejszej linii oporu. W końcu to luksusowy roadster. Dzisiaj aż dziw bierze, że ten wóz ma bardzo dużo wspólnego z popularną 190 czy też z modelem W124. Widząc te auta obok siebie na ulicy pomyślałbym: ciekawe czy wszyscy wiedzą, że te dwa popularne Mercedesy, łączy tak wiele z tym „kozackim roadsterem”. 129 od W201 otrzymał część podwozia, a od 124 kilka podzespołów oraz chociażby sześciocylindrowy silnik M103, który był montowany także w W126. Od początku R129 pod maską miał silniki sześcio i ośmiocylindrowe. W fotografowanym egzemplarzu mamy jednostkę pięciolitrową. V8 jest kapitalnym wyborem. Rasowe brzmienie jest nie do podrobienia. Samochód momentalnie wkręca się na obroty. W ciągu niecałych 7 sekund mamy setkę na liczniku. Wciśnięcie gazu do oporu przy otwartym dachu powoduje chwilowy paraliż całego ciała. Jesteśmy wciskani w fotel z taką siłą, że możemy zapomnieć o dotknięciu przedniej szyby palcami.
Nie to żebym się EKHM chwalił, ale mogłem usiąść za kierownicą. W tych autach siedzi się zupełnie inaczej jak chociażby w W126/124/123 coupe/ 124 coupe. Niska pozycja za kierownicą, nogi niemal wyprostowane. Taki wysoki człowiek jak ja czuł się bardzo dobrze w prowadzeniu. Auto jest w miarę duże jak na SL ale w środku mogłoby być nieco więcej miejsca. O wykończeniu można wypowiadać się w samych superlatywach. Często jadąc jakimś autem nie czuje się pewnie i rzecz polega wyłącznie na drobiazgach. Czucie kierownicy, to jak wchodzą biegi, nawet głupie wrzucanie kierunkowskazów lub włączanie świateł. Przy każdej tej czynności odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z tandetą i to już taki profesjonalny poziom badziewia. Jakby w fabryce drapali się po głowie, a kierownik mówił: dobra panowie, nie ma co tak stać, składamy. Tutaj tego nie ma. Dopracowanie, wszystko przemyślane ale jak to w mercedesie, stonowane i grzeczne. Spokojnie mógłbym tym autem jeździć codziennie. Gdyby ktoś mnie spytał czy chciałbym jeździć tym autem w momencie oglądania go na ulicy powiedziałbym: eee chyba bym wybrał coś innego. Ale pytając w momencie prowadzenia, bez zająknięcia odpowiedziałbym: za chwilę sprawdzę oferty ogłoszeń. Po minucie czułem się jak ryba w wodzie, a może to tylko takie złudzenie. Jeśli tak to mercedes jest dobrym iluzjonistą. Choć za kółkiem spędziłem mało czasu, wiem, że przy otwartym dachu można nim przejechać tysiące kilometrów nawet jeśli mamy włosy długie do ziemi. W aucie nie ma żadnych zawirowań powietrza itd. A nawet jeśli to model 129 jest pierwszym kabrioletem w którym zamontowano system windshaft – kratka która jest montowana za fotelami. Stawiając ją do pionu chroniła pasażerów przed wiatrem.
Szukacie cabrio w rozsądnej cenie? Ma być stajl i dizajn? To jest jedyny racjonalny wybór. Reszta w tej cenie kojarzy mi się po prostu źle. Albo żyje w jakieś niewiedzy. Niewątpliwie ten samochód jest kapitalnym wyborem na drugi samochód w rodzinie, a nawet ten pierwszy. Mogę się założyć, że jeśli ktoś się zdecyduje na kupno R129 to „pierwszy” samochód będzie stał, a 129 będzie nabijać kilometry. I tak ma być 🙂
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Mercedes-Benz C123: klasyk dla każdego…
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Coupe pojawia się niemal w tym samym czasie co sedan. Różnica to jedynie rok. Pierwsze sedany wyjeżdżają z fabryki w lipcu 1975, a dwudrzwiowe Beczki w październiku 1976. Oficjalna prezentacja odbyła się w 1977 roku podczas targów genewskich.
W porównaniu do W114 – swojego poprzednika – 123 wydaje się być atrakcyjniejsza w wyglądzie. Zawdzięcza to mniejszemu rozstawowi osi w stosunku do sedana. Projektanci obniżyli dach co także przełożyło się na zgrabniejszy wygląd nowego coupe.
Na początku w 77r. oferowano 3 silniki:
230C (C-coupe) – najsłabszy silnik jaki był montowany – jeszcze na gaźniku. Oznaczenie silnika to M115. Jednostka przeniesiona z W114. Był montowany do 1980 roku.
280C – sześciocylindrowa legenda, również silnik gaźnikowy o oznaczeniu M110. Montowany w wielu Mercedesach od 73 do 86 roku.
280CE – to również silnik M110 ale tutaj pojawia się literka E. Oznacza pojawienie się K-Jetronic’a – mechaniczny wtrysk paliwa.
W 1980 następują zmiany pod maską. Silnik M115 zostaje zastąpiony motorem o oznaczeniu M102 z mechanicznym wtryskiem. Właśnie taki silnik znajduje się w fotografowanym egzemplarzu. Na klapie bagażnika zostaje dodana litera E – 230CE. Gaźnik przechodzi do historii ponieważ 280C zostaje usunięty z oferty i pozostaje 280CE. Oba silniki są oferowane do 1985r – końca produkcji. W 1980 roku kiedy zachodzą zmiany pod maską pojawia się również kilka innych modyfikacji przez co możemy powiedzieć, że do 80 roku była produkowana I seria modelu 123. Duże zmiany zachodzą we wnętrzu auta. Do tej pory mieliśmy „szpiczaste” zagłówki, kierownicę jak w W116. W II serii wykorzystywany jest inny materiał do wykończenia foteli i kanapy, z deski rozdzielczej znika orzech, inne są zapięcia pasów, pokrętła na desce rozdzielczej, również lekkie zmiany zachodzą na zegarach. Zmian było trochę więcej ale można powiedzieć, że te wymienione są najważniejszymi. II seria kończy się pod koniec 82 roku lub na początku 83r. ale tak między nami – III seria nie jest za piękna. Są to co prawda zmiany tylko we wnętrzu ale nigdy mi się te zmiany w trzeciej serii nie podobały. Efekt jest taki, że najpiękniejsze beczki to te z I serii. II seria również jest ciekawa w środku ale to już nieco inny klimat.
Model 123 zawsze mi się podobał. Początkowo sedan – było kilka w rodzinie. Myślę, że wtedy zagnieżdżała się w mojej głowie miłość do tych aut, także zabytkowej motoryzacji. W123 240D był pierwszym samochodem, który poprowadziłem o własnych siłach. Również tym samym autem przekroczyłem 100km/h siedząc za kierownicą. Trochę to może być zabawne ponieważ to tylko 2,4 diesel – najpopularniejszy silnik w beczce – od setki na liczniku było już niedaleko do prędkości maksymalnej. Później odkryłem niespotykaną dwudrzwiową wersję. Pamiętam czas kiedy oglądałem oferty sprzedaży gdzie idealne coupe można było dostać za 12 tysięcy, a 14 to już było szaleństwo. I najważniejsze: 230CE ze zdjęć było moim pierwszym samochodem, które kupiłem. Miało to miejsce w nocy także dokładnie nie widziałem co kupuje ale rano nieprzyjemnego zdziwienia uniknąłem. Jak to kiedyś powiedział mi jeden mechanik, albo chcesz mieć taki samochód albo nie – proste. Obojętnie jaki egzemplarz byście nie oglądali zawsze na siłę znajdzie się jakiś minus. Z zabytkami tak już jest. Nie można podchodzić do ich zakupu jak do nowego auta w salonie. Takie jest moje zdanie na ten temat. Ale w nocy aut lepiej nie kupujcie.
Myślę, że ten samochód jest idealnym klasykiem jako ten pierwszy zabytkowy wóz. Prosta konstrukcja silnika oraz wszelkich elementów, rozwiązań. Efekt tego jest taki, że wiele rzeczy można zrobić samemu. Te Mercedesy były i są bardzo popularne w Polsce. Wielu mechaników ma duże doświadczenie w pracy przy tych autach i silnikach. Warto też dodać, że naprawy w porównaniu do innych klasyków czy też nowszych aut nie należą do najdroższych. Części są tanie i dostępne – jeśli mowa o tych częściach, które były monotowane w każdej wersji nadwoziowej. Osobiście mechanika odwiedzałem bardzo rzadko i nie dlatego, że jeżdżę do momentu aż coś zacznie odpadać, wręcz przeciwnie. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że to stare samochody. Oczywiście W123 to trwały wóz, który był największym sukcesem marki ale miejmy na uwadze ich 30 letni wiek. Kupując coupe należy pamiętać o bardzo ważnej rzeczy – kupować auto kompletne. Niestety z częściami które są dedykowane do coupe bywa różnie – z dostępnością ale również cenowo. Wręcz legendarne uszczelki szyb są horrendalnie drogie jak na kawałek gumy. Niektóre elementy wnętrza ciężko dostać ale na szczęście to trwałe rzeczy i często zdarza się czytać w ogłoszeniu: auto do remontu, wnętrze w bardzo dobrym stanie.
Coupe było i jest postrzegane jako bardziej prestiżowe W123. Sedany w naszym kraju jeszcze niedawno miały często łatkę aut pracujących fizycznie. Już jakiś czas temu to się zmieniło i dzisiaj to również pełnoprawny klasyk. Coupe nigdy się nie parało tak ciężką pracą co czterodrzwiowa wersja. Było tak z kilku powodów. Mniejsza produkcja C123, samochód nie był tak praktyczny oraz dwudrzwiowa wersja była droższa. Już w momencie sprzedaży w salonach coupe była droższa o 20% od limuzyny. Dzisiaj znalezienie ładnego coupe na rynku nie stanowi problemu. Jest to podyktowane ceną ale za rozsądne pieniądze można znaleźć naprawdę ładny egzemplarz i cieszyć się nim na co dzień. Jeśli nie masz gromadki dzieci to mogę zaryzykować stwierdzeniem, że jest to praktyczny wóz. Spalanie? Umiarkowane ale jeśli startujesz spod świateł z gazem wciśniętym do oporu to nie zdziw się, że stację odwiedzisz znacznie szybciej niż myślałeś. Również nie radzę przerzucać skrzyni na tryb S – wtedy budzą się do życia demony w zakamarkach pod maską co powoduje zawirowania w baku. Z drugiej strony jazda na trybie sportowym daje dużo radości z jazdy.
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Mercedes-Benz W110: jeździmy „Skrzydlakiem”
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Dzisiaj przenosimy się w czasie dokładnie o 50 lat. Osobiście siedzę w latach 70-80 ale muszę napisać, że ten samochód zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. A dlaczego? O tym czytajcie dalej.
Pełna Galeria Zdjęć: https://klasykami.pl/galeria/mercedes-benz-w110/
Model W110 był samochodem klasy średniej – odpowiednik klasy E. Początek tego auta to rok 1956. Wtedy rozpoczynają się prace nad następcą „Kubusia” zlecone przez F. Nallinger’a – głównego szefa działu konstrukcyjnego. Od początku prac stawiano bardzo duży nacisk na bezpieczeństwo. Nad tą kwestią pracuje Bela Beranyi, arcyciekawa postać – nazywany ojcem bezpieczeństwa. Nazwisko Beranyi było na ok 2500 patentów ale o tej ważnej postaci innym razem. Rok 1957 – Karl Wilfert, Rudolf Uhlenhaut oraz Josef Muller kończą projekt nowego auta. Rozpoczyna się praca nad prototypami co zajmuje kolejny rok. Zamaskowane auta przed Paparazzim (tak, tak już wtedy działy się takie rzeczy) przejeżdżają łącznie około 3 miliony kilometrów. Auta w kolorze zieleni pokonują trasę Sttutgart – Neapol i z powrotem. Towarzyszy im Opel Kapitan, który dla zmylenia również jest zamaskowany. W tamtym okresie Mercedes nie informuje o tym jakoby pracował nad nowym modelem, a nawet zaprzecza pogłoskom o trwających pracach. W maju 1959, rozpoczyna się produkcja modelu W111 z którego wywodzi się W110. Są to przedseryjne sztuki. W sierpniu ma miejsce prezentacja nowego modelu na którą zostają zaproszeni dziennikarze, a miesiąc później samochód zostaje pokazany już oficjalnie na targach IAA we Frankfurcie.
Mercedes w swojej historii jeszcze nigdy nie kładł tak dużego nacisku na bezpieczeństwo jak przy modelu W111/110. To tutaj zastosowano strefy kontrolowanego zgniotu – patent Beranyi’ego z roku 51. Samonośne nadwozie posiadało 3 strefy. Przód oraz tył w momencie uderzenia pochłaniał większość energii. Środkowa część była sztywną klatką. Wykonywano testy zderzeniowe gdzie przy pomocy silników rakietowych auta „pchano” do przodu. Beranyi zbudował specjalną rampę, która miała symulować dachowanie. Również projektując środek pamiętano o bezpieczeństwie, wykorzystano miękkie materiały do wykończeń. W drzwiach zastosowano zamki, których otwarcie nie powinno być problemem po zderzeniu.
Czym się różniły W111 od W110 który jest na zdjęciach? Po pierwsze W111 to segment aut klasy wyższej, odpowiednik dzisiejszej S-ki. Myślę, że to poważny błąd ze strony Mercedesa. Oba auta są zbyt zbliżone do siebie. Klasa wyższa powinna bardziej odstawać od klasy średniej i na szczęście Mercedes do dzisiaj nie popełnił już takiego błędu. Jeśli już krytykujemy – choć dzisiaj pionowe zegary w środku auta są ciekawym i charakterystycznym element, to w czasie kiedy auto trafiło do sprzedaży, takie rozwiązanie spotkało się z głosem krytyki. W kolejnych modelach powrócono do okrągłych zegarów. Kolejna różnica to większe silniki w W111 od tych stosowanych w W110.
Już wtedy idąc do salonu Mercedesa można było wybrać szereg dodatków i było ich naprawdę całkiem sporo. Oczywiście jeśli spojrzymy na listę patrząc przez pryzmat dzisiejszych czasów mogą się wydać trochę śmieszne ale lista była długa. Można było wybrać np. wspomaganie kierownicy, prawe lusterko, szyberdach. Pojawiały się również rzeczy bardziej wypasione jak na tamte lata: barwione szyby, niedzielona przednia kanapa, walizki, bagażnik na dach. To tylko przykłady ale efekt długiej listy dodatków i różnorakich opcji jest taki, że często jest problem z rozszyfrowaniem co dane auto miało w wyposażeniu.
Na początku pisałem, że W110 ze zdjęć zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Samochodem jechałem jako pasażer ale pozwolono mi go poprowadzić, no dobra – tylko kawałek w celu przestawienia auta ale już to pozwoliło mi zauważyć kilka rzeczy. Zawsze myślałem, że skrzydlaki są nieco archaicznymi autami z dalekiej epoki i jazda nimi może być nieco uciążliwa. Po tym jak miałem okazje siedzieć w środku i nim jechać muszę przyznać, że błądziłem myślami. W110 śmiało można jeździć codziennie. Zawieszenie pracuje naprawdę świetnie. Nie ma efektu: łóżka wodnego, a zarazem nie jest to powóz rodem z dzikiego zachodu. Gdzieś wyczytałem, że kwestię zawieszenia nie są mocną stroną ale ja tego nie zauważyłem, może za krótko w nim siedziałem. Jeśli chodzi o moją jazdę to czuć, że to auto z gwiazdą na masce. Co prawda pisze to człowiek, który nawet nie wrzucił dwójki ale… to może inaczej – z ręką na sercu mogę napisać, że na jedynce i wstecznym czuć, że to Mercedes – żadnej ściemy. W aucie jest kilka ciekawych rozwiązań. Jak to w Mercedesach – proste ale dopracowane do perfekcji oraz robiące duże wrażenie. Nawet zwykłe rozwiązanie uchylania trójkątnej szyby przy pomocy pokrętła zwraca uwagę. Przecież mogli pójść na łatwiznę, zwykła blokada na ramce szyby i uchylana ręką ale nie tutaj
W 1965 roku do produkcji wchodzi Kombi. Nie jest to produkt mercedesa tylko firmy IMA. Powstało jakieś 2000 sztuk. W110 doczekał się również różnego rodzaju specjalnych nadwozi, m in. limuzyna zaprojektowana przez firmę Binz ale za to auto robione już przez Mercedesa. Zrobiono 188 sztuk.
W 1968 roku zakończono produkcję – od 67r produkowany był następca, model /8 czyli W114/115
Spis silników, które pojawiły się w W110: Nazwa, Lata produkcji, Produkcja
| 190 c | 04.61 – 08.65 | 129.830 saloons |
| 190 Dc | 04.61/06.61 – 08.65 | 223.820 saloons |
| 200 | 07.65 – 02.68 | 69.789 saloons |
| 200 D | 07.65 – 02.68 | 159.365 saloons |
| 230 | 07.65 – 02.68 | 39.619 saloons |
| 200 D 7 seats | 1967 | not documented separately |
| 190 Dc Universal | 1965 | not documented separately |
| 200 D Universal | 1966 – 1968 | not documented separately |
| 200 Universal | 1966 – 1968 | not documented separately |
| 230 Universal | 1966 – 1968 | not documented separately |
| 190 c chassis for special-purpose bodies | 1961 – 1965 | 724 chassis |
| 190 Dc chassis for special-purpose bodies | 1961 – 1965 | 1.825 chassis |
| 200 chassis for special-purpose bodies | 1965 – 1968 | 418 chassis |
| 200 D chassis for special-purpose bodies | 1965 – 1968 | 1.970 chassis |
| 230 chassis for special-purpose bodies | 1965 – 1968 | 233 chassis |
| 200 D chassis with elongated wheelbase | 1965 – 1968 | 283 chassis with elongated wheelbase |
| 230 chassis with elongated wheelbase | 1965 – 1968 | 406 chassis with elongated wheelbase |
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Mercedes SLC: luksusowy pożeracz autostrad
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Często zdarza mi się usłyszeć, że jest to „amerykański” Mercedes. Podobnie jest w przypadku W116. Prawdą jest, że W107 miał być sprzedawany głównie za wielką wodą. Dziś wpis o „amerykańskim” Mercedesie, którego tak bardzo polubiłem po krótkim spotkaniu.
Pełna galeria dostępna tutaj: https://klasykami.pl/galeria/mercedes-w107-280slc/
Wersja coupe została zaprezentowana kilka miesięcy po kabriolecie, w roku 72. Co prawda znalazłem informacje, że Coupe był już robiony w czerwcu 71 roku z silnikiem 350. Mercedes wypuszczał ten model do roku 81 kiedy na rynku pojawia się C126 – czyli wersja coupe klasy S o której niedawno pisałem. Nowy SL był głównym powodem braku coupe oraz roadstera modelu W116 i to on zapełnił rynek na te auta. Nie było sensu w tamtym czasie na jeszcze jedno coupe czy roadstera, a warto powiedzieć, że wcześniej auta klasy wyższej miały takie wersje nadwozia. Zanim opiszę 107 cofnijmy się trochę w czasie. Do momentu kiedy królował model W113 oraz W111. W 64 kiedy rozpoczęto pracę nad nowym SL-em. Pagoda (W113) robiła się nieco przestarzała i nie należała do bardzo luksusowych aut, tutaj wiódł prym W108 cabrio. Co gorsza, W113 miała bardzo kiepskie wyniki w testach zderzeniowych. Nowy SL/SLC musiał spełnić kilka bardzo ważnych zadań. Być wozem luksusowym, tak aby zapełnić rynek, który do tej pory był podzielony pomiędzy 113 oraz 108. Być autem o wiele bezpieczniejszym – Amerykanie, którzy byli główną klientelą na 107 zaczęli bardzo mocno zwracać uwagę na tę kwestię. I co ważne – nowy model miał być stylistycznie zupełną nowością. Z ręką na sercu można powiedzieć, że to wszystko udało się na szóstkę z plusem.
Za projektem stał zespół, który składał się z takich osób jak Bruno Sacco, Paul Bracq. Ich przełożonym był Friedrich Gieger. Nad ich plecami stał Karl Wilfert, który zarządzał projektem.

Jak już napisałem – Mercedes wypuścił bardzo udany samochód. W końcu lata 70-80 to najlepszy okres tej marki. Kiedy patrzę na C107 zawsze przejdzie mi przez myśl, że karykaturzysta nie miałby problemu z narysowaniem tego auta w sposób prześmiewczy. Niska, prosta linia nadwozia i wysoko poprowadzony dach. To powoduje, że 107 trochę zatraca proporcje. Do tego dochodzi długa maska z przodu i krótka z tyłu. Ale czy to wada? Nie sądzę. Ten samochód jest piękny, może trochę na swój sposób ale jednak. Dzięki wysoko poprowadzonej linii dachu w środku samochód jest… cholernie wygodny. Szczerze wam powiem, że kiedy musiałem już wysiadać to pomyślałem: ale ja nie chcę! Mógłbym w tym aucie nocować. Nie wiem jaki byłby efekt rano jeśli chodzi o kręgosłup ale dalej nie chciałbym z niego wychodzić.
A jak to jeździ? Egzemplarz na zdjęciach był wyposażony w silnik M110, słynne sześć cylindrów pasuje idealnie do tego auta. Początkowo Mercedes planował, że pod maską będą wyłącznie widlaste ósemki ale całe szczęście w pewnym momencie zaczął szaleć kryzys paliwowy i zdecydowano się na mniejszy silnik. Czemu na szczęście? Ponieważ 2,8 radzi sobie naprawdę bardzo dobrze. Gdybym kupował 107 na taki właśnie silnik bym się zdecydował. M110 to prosta, mocna konstrukcja. Gdyby coś się działo, części nie powinny być drogie. Również znalezienie mechanika, który rzeczywiście będzie się znał, nie powinno stanowić problemu.
Dodam, że moją uwagę zwróciła praca automatycznej skrzyni. Człowiek nawet nie wie na jakim biegu jedzie bo nie czujemy żadnych szarpnięć w zmianie, w górę jak i w dół. Ostrzejsza jazda? To jest możliwe! Kickdown, czyli guzik, który znajduje się za pedałem gazu, wciśnięty do podłogi mówi – pokażcie mi ile zostało tych koni pod maską! Skrzynia, która zredukuje na niższy bieg oraz silnik, który momentalnie się obudzi, odpowiadają na te zaczepki setką na liczniku, a i większe prędkości nie będą stanowiły problemu.
Charakterystyczny element dla W107 to żaluzje zastosowane na tylnej szybie. Powodem takiego zastosowania była zbyt długa szyba, która nie mogłaby się schować po jej opuszczeniu.

Jeśli już siedzimy w środku i jedziemy, warto wspomnieć o jeszcze jednej, ogromnej zalecie tego auta. Ale to się tyczy każdego starego mercedesa. Zawieszenie! Opisywane już wielokrotnie ale zachwytów nad tą konstrukcją nigdy za wiele. W momencie wjechania na kocie łby, pomyślałem – gdzie ta kostka? Chyba gdzieś się zgubiła między kołami, a moim tyłkiem. Nie jest to tak, że możemy porównać to zawieszenie do łóżka wodnego. Jest to idealnie wyważone – nierówności zostaną stłumione i nic nie poczujemy ale w zakrętach mamy pewność w prowadzeniu. Napiszę to co pisałem przy W126 – aby to docenić należy się przejechać. Mogę też się założyć, że jeśli ktoś nigdy nie jechał starym mercedesem i nigdy ich nie cenił, to w momencie kiedy do niego wsiądzie, poczuje tą magię – od razu się w nim zakocha. No dobra bez przesady bo leje miód. Na pewno doceni ten samochód za jego prowadzenie, za to kapitalne zawieszenie, za dźwięk sześciu cylindrów.
W107 to bardzo popularny klasyk. Myślę, że dla osoby, która chce mieć klasyczny wóz na co dzień – jest to idealny wybór. 107 w porównaniu do innych klasyków nie jest droga, podobnie jest w utrzymaniu. Szukasz klasyka na co dzień? Bierz człowieku 107. Żona wygoni cię z domu bo go kupiłeś? Masz gdzie spać bo ten samochód jest tak wygodny, że nie chce się wysiadać. Wiem, już o tym pisałem, ale nadal jestem zafascynowany tym autem.
Brak słupka B był wyróżnikiem dla każdego Mercedesa z nadwoziem coupe. Po opuszczeniu szyb Mercedes prezentuje się jeszcze lepiej.
Wieszaki wkomponowane w fotele, ułatwiały zapięcie pasów. Prostota, a zarazem ciekawe rozwiązanie – było dostępne od 75 roku. W kolejnych modelach już po W107, stosowano elektryczne podajniki.

C107 kończy swój żywot na linii produkcyjnej w roku 81. Był produkowany przez 10 lat. Czy zrezygnowano z niego z powodu, że był kiepski czy też słabo się sprzedawał? Nie, nie. Po prostu nastał czas na Coupe modelu 126 – trzeba iść do przodu. Ale roadster 107 był robiony aż do 89 roku. Co jest rekordem ponieważ tylko klasa G jest produkowana dłużej. R107 był produkowany AŻ 18 lat. Pełnoletność pełną gębą! Ale o roadsterze innym razem.
Charakterystyczne dla W107 oraz pierwszych W126 – karbowanie blachy u dołu. Warto zauważyć, że W107 jest pierwszym Mercedesem gdzie umieszczono karbowane tylne światła – zastosowanie, które było wykorzystywane przez kolejne dziesięciolecia.
| 280 SLC | 05.74/08.74 – 09.81 | 10.666 |
| 350 SLC | 06.71/02.72 – 03.80 | 13.925 |
| 450 SLC | 02.72/07.72 – 10.80 | 31.739 |
| 450 SLC 5.0 | 09.77/05.78 – 03.80 | altogether 2.769 (types 450 SLC 5.0 and 500 SLC) |
| 380 SLC | 02.80/05.80 – 09.81 | 3.789 |
| 500 SLC | 03.80 – 09.81 | altogether 2.769 (types 450 SLC 5.0 and 500 SLC) |
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Marka, która wymyśliła punkt odniesienia
Mercedes-Benz zajmuje w historii motoryzacji miejsce szczególne, bo to właśnie z konstrukcji Carla Benza i Gottlieba Daimlera – dwóch niezależnych od siebie inżynierów, których firmy połączyły się dopiero w 1926 roku – wywodzi się sam pomysł samochodu jako pojazdu napędzanego silnikiem spalinowym. Benz Patent-Motorwagen z 1886 roku bywa nazywany pierwszym samochodem świata i to właśnie od tego momentu zaczyna się opowieść, do której marka odwołuje się do dziś. Dla klasyki motoryzacyjnej ma to konkretne znaczenie: Mercedes nie musi budować sobie mitu założycielskiego, bo dosłownie stał u źródeł całej branży, a jego historia biegnie równolegle z historią motoryzacji jako takiej. Sama nazwa „Mercedes” pojawiła się wcześniej niż połączenie obu firm – wywodzi się od imienia córki austriackiego przedsiębiorcy i dyplomaty Emila Jellinka, który na przełomie XIX i XX wieku sprzedawał samochody Daimlera i domagał się, by nowa linia modeli nosiła imię jego córki. Ten epizod, dziś czasem pomijany w skróconych opowieściach o marce, dobrze pokazuje, jak wcześnie Mercedes zaczął funkcjonować jako marka premium budowana wokół klienteli o wysokim statusie społecznym – długo zanim koncepcja marketingu luksusowego została nazwana. W kolejnych dekadach marka konsekwentnie stawiała na jakość wykonania, solidność inżynierską i status. To odróżniało ją od wielu konkurentów budujących wizerunek wokół sportu czy stylu – Mercedes robił jedno i drugie, ale zawsze przy założeniu, że samochód ma być przede wszystkim dobrze zrobiony. Widać to już w okresie międzywojennym, gdy modele serii S, SS, SSK i SSKL, projektowane przez Ferdinanda Porschego (zanim założył własną markę), łączyły ogromne, doładowane silniki z solidnością wykonania nietypową jak na samochody sportowe tamtej epoki.
Okresy, które zdefiniowały klasycznego Mercedesa
Lata 50. i 60. to czas, w którym marka stworzyła modele funkcjonujące dziś jako ikony rynku kolekcjonerskiego. Mercedes 300 SL, znany z charakterystycznych drzwi otwieranych do góry w wersji Gullwing (W198), pokazał, że niemiecka inżynieria potrafi być równie efektowna, co skuteczna na torze – konstrukcja wywodziła się bezpośrednio z wyścigowego 300 SL W194, a drzwi „mewy” były konsekwencją rurowej ramy przestrzennej, która nie pozwalała na konwencjonalne drzwi boczne. Model ten, produkowany od 1954 roku najpierw jako coupe, a od 1957 jako roadster, był w momencie premiery najszybszym samochodem produkcyjnym świata i pierwszym Mercedesem z wtryskiem paliwa. Równolegle rozwijała się linia sedanów – tzw. „Pontony” (W120/W121, W110, W111/W112) – budujących reputację marki jako producenta samochodów przemyślanych od podwozia po wykończenie kabiny. Nazwa „Ponton” odnosi się do samonośnego nadwozia bez wystających błotników, rewolucyjnego w momencie wprowadzenia na początku lat 50. To właśnie w tej rodzinie modeli Mercedes po raz pierwszy zastosował na masową skalę strefy kontrolowanego zgniotu – rozwiązanie opracowane przez inżyniera Bélę Barényiego, które na dekady wyznaczyło standard bezpieczeństwa biernego w całej branży. Lata 70. i 80. przyniosły modele, które dziś zaliczane są do youngtimerów, ale coraz częściej traktowane są też jako pełnoprawni klasycy: W123, uznawany za jeden z najtrwalszych samochodów w historii motoryzacji, oraz W126 klasy S, definiujący pojęcie luksusowej limuzyny na dekady. To właśnie w tym okresie Mercedes ugruntował swoją pozycję jako marka, której samochody „chodzą” setki tysięcy kilometrów bez większych problemów – co dziś przekłada się bezpośrednio na dostępność egzemplarzy w dobrym stanie technicznym, a taksówkarskie zastosowanie wielu egzemplarzy W123 na całym świecie jest dziś traktowane niemal jako element folkloru marki, a nie wada wizerunkowa.
Modele istotne dla świata klasyków
Poza wspomnianym 300 SL, kluczowe miejsce na liście zajmuje R107 – roadster/coupe SL produkowany w latach 1971–1989, jeden z najdłużej budowanych modeli w historii marki i dziś chętnie kupowany zarówno jako klasyk, jak i samochód do codziennego użytku w sezonie letnim. 190 SL bywa traktowany jako „mały brat” 300 SL – bardziej dostępny cenowo, oparty na uproszczonej mechanice, ale wciąż pełnoprawny roadster z tej samej epoki i o zbliżonej stylistyce. Warto wspomnieć również o modelach mniej oczywistych, ale ważnych dla zrozumienia pełnego obrazu marki: W113 „Pagoda” (230/250/280 SL), nazwana tak od charakterystycznego, wklęsłego dachu twardego, łączyła elegancję z nowoczesną jak na swoje czasy koncepcją bezpieczeństwa nadwozia i strefami kontrolowanego zgniotu. Coupe i kabriolety W111/W112 z lat 60. dziś zyskują na wartości jako alternatywa dla droższych roadsterów, oferując podobny klimat epoki w bardziej przystępnej cenie. Wśród youngtimerów coraz mocniejszą pozycję zdobywa W124 – model klasy E z lat 1984–1995, chwalony za solidność konstrukcji i coraz częściej wskazywany jako „ostatni Mercedes zbudowany bez kompromisów kosztowych”, zanim presja na redukcję kosztów produkcji w latach 90. zaczęła wpływać na jakość materiałów. Podobnie rośnie zainteresowanie modelami z linii AMG z lat 90. i wczesnych 2000., w tym takimi jak W124 500E (współtworzony z Porsche) czy wczesne C36 AMG, które zaczynają wchodzić w wiek klasyka i budują sobie osobną, coraz bardziej świadomą grupę kolekcjonerów.
Motorsport i technika
Mercedes nie budował swojej pozycji wyłącznie na komforcie. W latach 30. Silver Arrows – srebrne bolidy startujące w mistrzostwach Europy – należały do najszybszych i najbardziej zaawansowanych konstrukcji wyścigowych swojej epoki, rywalizując intensywnie z Auto Union w tym, co dziś bywa opisywane jako pierwszy prawdziwy „wyścig zbrojeń” technologicznych w motorsporcie. Po wojnie marka wróciła do sportu z modelem 300 SLR, którego historia nierozerwalnie łączy się z tragedią w Le Mans w 1955 roku – jednym z najcięższych wypadków w historii sportów motorowych, w którym zginął kierowca Pierre Levegh oraz ponad osiemdziesięciu widzów. Wydarzenie to na dekady zmieniło podejście do bezpieczeństwa w wyścigach i skłoniło Mercedesa do wycofania się z motorsportu na wiele lat. Pod względem czysto technicznym Mercedes odpowiada też za szereg rozwiązań, które dziś uznajemy za oczywiste – od wczesnych wdrożeń wtrysku paliwa (300 SL w 1954 roku był pierwszym samochodem produkcyjnym z bezpośrednim wtryskiem benzyny) po rozwój systemów bezpieczeństwa biernego, testowanych choćby na modelach z serii W111. To właśnie Mercedes jako pierwszy producent zastosował na masową skalę kolumnę kierownicy zapadającą się przy zderzeniu oraz opisane wcześniej strefy kontrolowanego zgniotu Barényiego, które później licencjonowała cała branża.
Rynek kolekcjonerski
Klasyczne Mercedesy od lat cieszą się stabilną, a często rosnącą wartością na rynku aukcyjnym. 300 SL Gullwing od dawna należy do samochodów, których ceny liczy się w milionach, a egzemplarze w dobrze udokumentowanej historii regularnie pojawiają się na czołowych aukcjach klasyków na świecie – wpływ na wycenę ma tu nie tylko stan techniczny, ale też oryginalność silnika, kompletność dokumentacji fabrycznej i to, czy samochód zachował oryginalny lakier i tapicerkę. Jednocześnie marka oferuje wejście na rynek kolekcjonerski na wielu poziomach cenowych – od relatywnie przystępnych W123 czy W124, przez R107, po topowe modele przedwojenne i wyścigowe. Ta rozpiętość cenowa jest jednym z powodów, dla których Mercedes bywa polecany jako marka „na start” dla osób wchodzących w świat kolekcjonowania klasyków – niska awaryjność i dostępność części zamiennych ograniczają ryzyko związane z pierwszym zakupem klasycznego samochodu. Warto też zwrócić uwagę na rosnące zainteresowanie modelami z lat 80. i wczesnych 90., które jeszcze dekadę temu traktowane były jako zwykłe samochody używane, a dziś systematycznie wchodzą do kategorii youngtimerów cenionych przez kolekcjonerów. Ten mechanizm – przechodzenie kolejnych roczników z kategorii „stary samochód” do „klasyk” – jest widoczny w całej branży, ale w przypadku Mercedesa dodatkowo wzmacniany jest reputacją trwałości, dzięki której wiele egzemplarzy przetrwało w dobrym stanie do dziś.
Mercedes w kulturze motoryzacyjnej
Gwiazda na masce od dekad funkcjonuje jako symbol statusu, wykraczający poza samą motoryzację. Mercedesy pojawiały się w rękach głów państw, w filmach i w kulturze popularnej jako skrót myślowy dla luksusu i solidności jednocześnie – rzadkie połączenie, bo zwykle te cechy bywają sobie przeciwstawiane. W wielu krajach, w tym w Polsce, starsze Mercedesy z lat 80. i 90. (zwłaszcza W123 i W124) zyskały dodatkowo status samochodów niemal niezniszczalnych, co ugruntowało się w lokalnym folklorze motoryzacyjnym jako osobny, rozpoznawalny wątek kulturowy, żywy do dziś w rozmowach kolekcjonerów i mechaników.
Czym interesuje się Klasykami.pl
W materiałach na Klasykami.pl staramy się pokazywać Mercedesa szerzej niż tylko przez pryzmat najbardziej oczywistych modeli. Interesują nas historie konkretnych egzemplarzy trafiających na aukcje, techniczne detale odróżniające poszczególne generacje, a także mniej oczywiste wątki – rozwój marki w kontekście rywalizacji z konkurencją, wpływ decyzji inżynierskich sprzed dekad na dzisiejszą wartość kolekcjonerską czy losy modeli, które przez lata pozostawały w cieniu bardziej rozpoznawalnych ikon marki. Poniżej znajdziesz artykuły poświęcone klasycznym i youngtimerowym Mercedesom, które ukazały się na łamach Klasykami.pl
































































































































































































































