a

Brytyjska motoryzacja

Brytyjski przemysł motoryzacyjny przez większość XX wieku funkcjonował w sposób fundamentalnie odmienny od modelu przyjętego przez Niemcy czy Włochy – zamiast konsolidacji wokół kilku silnych koncernów, Wielka Brytania utrzymywała dużą liczbę niezależnych producentów, od masowych marek jak Austin czy Morris po niszowe firmy jak Morgan czy TVR. Jaguar i Aston Martin oferowały luksus w przystępniejszej cenie niż Ferrari, a Rolls-Royce i Bentley zdefiniowały samo pojęcie luksusu motoryzacyjnego. Wielka Brytania pozostaje też niekwestionowanym liderem światowego przemysłu wyścigowego dzięki Motorsport Valley. Na tej stronie zbieramy artykuły Klasykami.pl o brytyjskiej motoryzacji.

Aston vel.SHARK Martin DB10

Aston vel.SHARK Martin DB10

[cherry_row]

[cherry_col size_md=”12″]

Na dużym ekranie gości nowy Bond. Świat ponownie zwariował na jego punkcie, wszędzie gdzie nie spojrzycie pojawia się DabulołSewen. Lokowanie produktu na najwyższym poziomie! Dzisiaj o tym najważniejszym…

Bond w swojej historii jeździł różnymi autami – w aktualnym Classicauto jest kilka słów na ten temat – była Toyota, Mustang również BMW. Jednak kiedy w głowie sumujemy „James Bond” i „Samochód” zawsze wychodzi nam Aston Martin. Najsłynniejszy to DB5, przepiękny wóz, który jest w czołówce „zaszufladkowanych” gwiazd filmowych na czterech kółkach. Również w nowym Bondzie jak w poprzednim… i w Casino Royale, pojawia się legenda na ekranie. Jeszcze wrócimy do DB5 ale skupmy się na tym, czym agent jeździ teraz.

DB10 to prototypowy model Aston Martina, który nie trafił jeszcze do produkcji. W sumie nigdy nie trafi. Nowy Aston powstał jedynie na potrzeby filmu – 10 sztuk od razu trafiły na plan. Jestem po seansie i chciałbym zapytać: JAK NA BOGA MOŻNA ZNISZCZYĆ 7 EGZEMPLARZY W SCENIE, KTÓRA TRWA JAKIEŚ 7 MINUT??? I żeby nie było, na ekranie auto zostaje zniszczone tylko raz. Nie to, że dachuje i jedzie dalej. Jest jeden motyw w którym jest Trach Ciach Kaput i koniec DB10. Nie chcę spoilerować ale raz zjeżdżał ze schodów – być może 10 sztuk było skręcone jak ten tutaj:

I po takiej jeździe coś odpadło? To pozostanie zagadką. Samochód jest napędzany silnikiem V8 o pojemności 4,7 litrów. Moc 430 koni, rozpędza się do setki w ciągu 4,7 sekund. Dane jak na Astona przystało. Co się stanie z trójką, która przetrwała? Jeden zamkną w magazynach Astona, drugi pozostanie własnością wytwórni filmowej Eon Productions. Trzeci zostanie opchnięty jakiemuś bogaczowi na aukcji. Jedynym mankamentem jest fakt, braku homologacji. Ktoś go kupi i nie będzie mógł wyjechać na ulicę. Jedynie będzie można usiąść w fotelu przed stojącą DB10, zapalić cygaro i to w sumie wszystko. A jak wam się podoba DB10? Bo mi…

Średnio mi się podoba. Brakuje czegoś co mają wszystkie Astony począwszy od DB7. To zupełnie inne, świeże spojrzenie na design marki ale ja tego nie kupuje. Ze współczesnych Astonów, moim zdaniem, najpiękniejszy jest Vanquish zaprezentowany bodajże w ubiegłym roku. DB10 wydaje się być małym sportowym wozem, któremu gabarytami bardzo blisko do modelu V8 vantage, a nie DB9, którą teoretycznie auto miałoby zastąpić. Bond powinien prowadzić coś większego. Tekst zatytułowałem Aston vel.Shark Martin – nie macie wrażenia, że ten samochód był wzorowany na tej rybce? Chyba właśnie tam projektant znalazł natchnienie i poszedł w kierunku „Szczęki DB10”. Pomijając małe proporcje, których się czepiam, linia nadwozia i jego nowoczesny wygląd jest fantastyczny… ale dalej mi nie pasuje do innych braci Astonów. Za to wnętrze jest czymś kapitalnym, tutaj nie da się do czegoś przyczepić. Spójrzcie:

tumblr_nw821kT4eE1unxb1no3_1280

Kierownica, zegary, deska rozdzielcza. Nie wiem tylko na czym się wzorowano projektując lewarek zmiany biegów. Ale to wnętrze jest czymś niesłychanie pięknym, a zarazem drapieżnym i groźnym. Zdecydowane, kanciaste linie, każdy szczegół jak np. to pokrętło pomiędzy siedzeniami i jego obudowa tworzą spójną całość. Choć myślę, że nawet jeśli wzięlibyśmy jeden, mały element z wnętrza, nawet głupi guzik lub jego obudowę to pomyślimy: wow, to musi być część od jakiejś szalonej maszyny. W poprzednich wnętrzach wszystko się sprowadzało raczej do opływowych kształtów. Tutaj ma się wrażenie, że zasiadając za kierownicą będziemy sterować gwiazdę śmierci lub jeszcze innym kosmicznym cudem.

Sam pościg w ktorym Aston bierze udział nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Problem polega na tym, że te nowe superauta jak właśnie DB10 czy Jaguar, który był czarnym charakterem, nie pasują do tego typu scen. Sztywne zawieszenie i klejenie się do drogi powoduje, że przychodzi mi na myśl wyścig Formuły 1, a nie pełen napięcia pościg samochodowy. Oczywiście oba auta jeżdżą bokiem ale bardziej sztywnym być się nie da jak te fury. Wygląda to tak jakby jechały po lodzie, a nie driftowały na granicy życia i śmierci. Ja chce miękkiego zawieszenia, palenia gumy, gubienia zderzaków po drodze, scen w których mogę pomyśleć: ulala tutaj kaskader sam chyba popuścił. Nie chce jazdy jak po namalowanej linii. Zapewne gość, który prowadził podczas kręcenia, czytał smsa i przewijał kciukiem facebook’a.

264E7AE300000578-2979853-image-a-53_1425502518422

Miałem wrócić do legendy. Początkowo DB5 widzimy w takim stanie, że szkoda słów – taka pozostałość po Skyfall. Później Aston pojawia się na samym końcu filmu. Za ten ostatni, krótki dwuminutowy epizod po głównej potyczce, film dostaje ode mnie dodatkową gwiazdkę, a nawet dwie gwiazdki.

I na koniec! Jay Leno miał okazje poprowadzić DB10 i pogadać z projektantem Markiem Reichman’em, który jest Polakiem 🙂 . Zachęcam do obejrzenia.

[/cherry_col]

[/cherry_row]

Morgan 3 Wheeler: pojazd niezwykły!

Morgan 3 Wheeler: pojazd niezwykły!

[cherry_row]

[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”6″]

Na stronie możecie znaleźć słowa „…poświęcone wszystkiemu, co stare i ma 4 kółka”. Za dwoma kółkami nie przepadam – motory nigdy nie były mi bliskie. A co jeśli mamy 3 kółka? Dobre pytanie…

Pełna galeria: Morgan 3 Wheeler

W sumie do teraz nie wiem jak to nazywać. Samochód? Motocykl? Pojazd? Najlepiej jeśli powiemy Trójkołowiec. Jedno jest pewne – drugiego takiego nie ma! Morgan rozpoczynając produkcję w 2011r. „3 Wheeler’a”, potwierdza, że jest marką z tradycjami, których trzyma się już ponad 100 lat. Skąd się wzięło coś takiego? Trzy koła w roku 2015? W nowym aucie? Morgan to jedyna taka marka na świecie.

W roku 1910r Henry Frederick Stanley Morgan, zakłada firmę zajmującą się produkcją pojazdów trójkołowych. Warto jednak cofnąć się o dwa lata. Wtedy też Henry kupuje silnik V-Twin produkcji Peugeot’a z zamiarem budowy motoru. Na szczęście plan się zmienił i w 1909r. przy dużej pomocy mechanika William’a Stephenson-Peach’a, zbudował prototypowy pojazd, mający trzy koła. Dwa z przodu, jedno z tyłu. Produkcja seryjna rozpoczyna się w 1910r. Czemu pojazdy trójkołowe? Po pierwsze sportowe prowadzenie. Wysokie osiągi przy małej pojemności, choć to się tyczy nieco późniejszych Morganów. Ważniejszą kwestią był fakt, że przepisy podatkowe w Anglii, klasyfikowały trójkołowe pojazdy jako motocykl. Dzięki temu, na taki pojazd, mogło sobie pozwolić również mniej zamożne społeczeństwo. 3 wheeler okazał się dużym sukcesem i jego największa popularność przypada na lata 20. Wtedy też firma zatrudniała około 160 osób i produkowała 50 pojazdów tygodniowo. Całkiem nieźle! Tani oraz ekonomiczny pojazd okazał się strzałem w dziesiątek. Pojawiały się również samochody dostawcze oraz wersje czteroosobowe. Trójkołowce były produkowane aż do 1952 roku. Nie przeszkodziły w tym nawet zmiany w II połowie lat 30 w przepisach podatkowych, przez które sprzedaż znacząco spadła. Wtedy też, w tempie ekspresowym pojawił się Morgan z 4 kółkami ale o tym innym razem.

Morgan 3 Wheeler powrócił do produkcji, po 60 latach. Można powiedzieć, że jego dziadkiem jest model Super Sports, którego produkcja zaczęła się w 1928r i był wytwarzany przez 10 lat. Silnik konstrukcji J.A. Prestwich – V-Twin o pojemności 1,1 litra, rozpędzał się do około 120km/h. Dzisiejszy „3 Wheeler” nie różni się zbyt mocno od swojego poprzednika z 1928 roku. Każdy laik powie, że ten samochód został wyprodukowany jakieś 80 lat temu. Ten wóz jest tradycjonalistom! Z każdej strony nawiązuje do Super Sports. Projektanci się nie napracowali ale w Morganach nie o to chodzi. Kiedy inni prześcigają się w coraz to nowszych, bardziej opływowych lub dzisiaj kanciastych projektach, Morgan ma to wszystko w głębokim poważaniu. 3 Wheeler jest tego najlepszym dowodem. Projekt sprzed prawie 100 lat jest niemal identyczny. Ale nie myślcie, że wszystko jest takie same jak 100 lat temu. Kiedy stoję przy nim, czuję, że to produkt współczesny, solidnie wykonany w perfekcyjny sposób udający pradziadka. Po pierwsze silnik! Zamontowany identycznie jak w 1928 roku, przed chłodnicą ale tutaj mamy do czynienia z silnikiem, amerykańskiej firmy S&S Cycle połączony ze skrzynią biegów z Mazdy MX5, który normalnie montowany jest do nowych motocykli Harley&Davidson. Pojemność 1,9l generuje 120KM. Niby niewiele, ale wszystko się zmienia kiedy dowiemy się, że waga tego trójkołowca to 490kg. Dzięki temu 3 Wheeeler potrafi się rozpędzić do setki w ciągu ok 5 sekund. Znakomity wynik! A jeszcze znakomitszy jest jego rasowy dźwięk. V2 brzmi kapitalnie, ten dźwięk jest nie do podrobienia. Muzyka, która płynie z wydechu nie przypomina samochodu ani Harleya. Wszelkie prawa zastrzeżone dla 3 Wheelera! Środek mamy wyłożony skórą, a wszelkie przełączniki nawiązują do lotnictwa. Żeby wsiąść za kierownicę, musimy ją zdjąć. Inaczej możemy mieć problem.

Tak samo jak Aero Plus, nowy 3 Wheeler jest nieco… powiedzmy, że spartański. Dachu nie ma, radia nie ma, wspomagania nie ma. Promień skrętu jest generalnie słaby i osobiście przy skręcaniu leciałbym ciągle poślizgiem co przy jednym kole z tyłu i takiej mocy nie stanowi problemu. Ale o tych wszystkich wadach zapominamy kiedy wsiądziemy do niego i się nim przejedziemy. Jest to zabawka dla dużych chłopców i jest kapitalnym oderwaniem od szarej rzeczywistości. Jazda czymś takim powyżej 100km/h to niesłychana frajda, a dźwięk, który nam towarzyszy powoduje jedynie myśl: po co by mi było radio?

A już niedługo na stronie powrócimy do marki Morgan ale tym razem przesiądziemy się do 4 kółek. Także nie odchodźcie za daleko.

Parasolka przyda się przy ulewie. Niestety na wyposażeniu brak dachu.

IMG_8458

A to jest bagażnik…

IMG_8841

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[/cherry_row]

Fragmentaryczna struktura przemysłu

Brytyjski przemysł motoryzacyjny przez większość XX wieku funkcjonował w sposób fundamentalnie odmienny od modelu przyjętego przez Niemcy czy Włochy – zamiast konsolidacji wokół kilku silnych, stabilnych koncernów, Wielka Brytania utrzymywała przez wiele dekad zaskakująco dużą liczbę niezależnych, często niewielkich producentów, od masowych marek takich jak Austin czy Morris po niszowe firmy jak Morgan czy TVR, budujące samochody w skali produkcyjnej niewyobrażalnej dla większości europejskich konkurentów. Ta fragmentaryczna struktura, choć sprzyjająca różnorodności stylistycznej i technicznej całego przemysłu, jednocześnie utrudniała osiąganie korzyści skali produkcyjnej, co z czasem stało się jednym z kluczowych czynników osłabiających konkurencyjność brytyjskiego przemysłu wobec bardziej zunifikowanych, lepiej skoordynowanych rywali kontynentalnych.

Filozofia prostoty i autentycznego charakteru

Charakterystyczną cechą brytyjskich samochodów sportowych, konsekwentnie i systematycznie budowaną przez większość klasycznej historii tego segmentu, jest połączenie relatywnie prostej, niedrogiej mechaniki z eleganckim, często ręcznie wykańczanym nadwoziem, oferującym autentyczne doznania z prowadzenia bez konieczności inwestowania w kosztowne, zaawansowane technologicznie rozwiązania. Ta filozofia, widoczna choćby w modelach takich jak MG, Triumph czy wcześniej opisywany Morgan, ukształtowała specyficzny segment przystępnych cenowo roadsterów, eksportowanych masowo na rynek amerykański, gdzie stanowiły dla wielu klientów pierwsze doświadczenie z europejskim samochodem sportowym, wyraźnie różniącym się charakterem od rodzimych, amerykańskich konstrukcji.

Jaguar, Aston Martin i luksus w przystępnej cenie

Jaguar oraz Aston Martin reprezentują z kolei zdecydowanie bardziej luksusowy segment brytyjskiej motoryzacji, oferujący samochody łączące sportowy charakter prowadzenia z wyrafinowaną elegancją oraz wysokim poziomem wykończenia wnętrza, adresowane do klienteli poszukującej alternatywy dla droższych marek kontynentalnych, w tym Ferrari czy Mercedesa. Ta pozycja rynkowa – oferowanie luksusu i osiągów porównywalnych z droższymi rywalami, ale w wyraźnie bardziej przystępnej cenie – przez dekady stanowiła jeden z kluczowych elementów strategii obu tych marek, choć realizowana w nieco odmienny sposób przez każdą z nich.

Rolls-Royce i Bentley jako punkt odniesienia luksusu

Rolls-Royce oraz Bentley zajmują w brytyjskiej motoryzacji zupełnie odrębne, unikalne miejsce, funkcjonując jako punkt odniesienia dla samego pojęcia luksusu motoryzacyjnego w skali globalnej, niezależnie od zmieniających się na przestrzeni dekad trendów stylistycznych czy technologicznych w reszcie branży. Ta pozycja, budowana konsekwentnie i systematycznie przez ponad stulecie, opierała się na filozofii maksymalnego komfortu, ciszy pracy silnika oraz najwyższej jakości wykończenia, a nie na osiągach czy sportowym charakterze prowadzenia, co odróżniało obie te marki od bardziej dynamicznie zorientowanych rywali brytyjskich i kontynentalnych.

Motorsport Valley

Motorsport odegrał absolutnie kluczową rolę w budowaniu brytyjskiej reputacji technicznej, szczególnie w kontekście Formuły 1, gdzie Wielka Brytania stała się domem dla zdecydowanej większości zespołów konstruktorskich tej dyscypliny, funkcjonujących w tak zwanej Motorsport Valley – klastrze wyspecjalizowanych firm inżynieryjnych skoncentrowanych głównie wokół Oksfordu oraz Northampton. Ta koncentracja kompetencji technicznych w zakresie budowy bolidów wyścigowych, obejmująca zarówno duże, dobrze finansowane zespoły fabryczne, jak i niezliczoną liczbę mniejszych firm poddostawczych, sprawiła, że Wielka Brytania, mimo relatywnie skromnej pozycji w produkcji masowych samochodów drogowych w porównaniu z Niemcami czy Japonią, pozostaje dziś niekwestionowanym liderem światowego przemysłu wyścigowego. Warto też przyjrzeć się bliżej roli brytyjskich uniwersytetów technicznych oraz instytucji edukacyjnych w kształceniu kolejnych pokoleń inżynierów motoryzacyjnych, w tym absolwentów takich ośrodków jak Imperial College London czy Cranfield University, którzy przez dekady zasilali zarówno przemysł motoryzacji drogowej, jak i intensywnie rozwijający się sektor motorsportu wyścigowego. Ta silna baza edukacyjna, połączona z długą tradycją inżynierii mechanicznej sięgającą czasów rewolucji przemysłowej, stanowiła istotny, choć rzadko bezpośrednio eksponowany fundament brytyjskiej przewagi technicznej w niektórych niszowych, ale wysoko wyspecjalizowanych segmentach przemysłu motoryzacyjnego.

British Leyland i konsolidacja przemysłu

Warto podkreślić istotną rolę British Leyland, powstałego w 1968 roku koncernu skupiającego większość niezależnych dotąd brytyjskich producentów, w tym Jaguara, Roveru, Triumpha oraz Austin-Morris. Ta fuzja, mająca w pierwotnym założeniu wzmocnić pozycję brytyjskiego przemysłu wobec rosnącej konkurencji z Niemiec i Japonii, w praktyce doprowadziła do rozproszenia zasobów, licznych problemów zarządczych oraz strajków, które przez dekady odbijały się na jakości i terminowości dostaw wielu modeli, znacząco osłabiając międzynarodową reputację brytyjskiej motoryzacji masowej, w przeciwieństwie do wciąż dobrze postrzeganego segmentu luksusowego i sportowego. Land Rover i tożsamość postkolonialna Warto zwrócić uwagę na specyficzną rolę, jaką w brytyjskiej motoryzacji odgrywały samochody terenowe oraz użytkowe, w tym wcześniej opisywany Land Rover, funkcjonujące jako osobny, ważny segment przemysłu, oparty na zupełnie innej filozofii technicznej niż samochody sportowe czy luksusowe. Ten segment, silnie związany z brytyjską tożsamością kolonialną i postkolonialną, przez dekady budował międzynarodową reputację kraju jako producenta pojazdów wyjątkowo niezawodnych w najbardziej wymagających warunkach eksploatacyjnych, niezależnie od jednoczesnej, dobrze znanej reputacji technicznej kaprysowości, jaką cieszyły się niektóre brytyjskie samochody sportowe i luksusowe tamtej epoki wśród szerszej publiczności motoryzacyjnej. Nie sposób pominąć też specyficznej, wieloletniej relacji brytyjskiego przemysłu motoryzacyjnego z rynkiem amerykańskim, gdzie liczne marki, od MG przez Triumph po Jaguara, budowały przez dekady lojalną grupę klientów poszukujących autentycznego, europejskiego doświadczenia motoryzacyjnego, wyraźnie odmiennego od rodzimych produktów amerykańskich. Ten eksport, choć niezwykle istotny dla wielu brytyjskich producentów, jednocześnie eksponował ich modele na surowsze warunki eksploatacyjne oraz bardziej rygorystyczne wymagania regulacyjne, co czasem ujawniało słabości konstrukcyjne niedostrzegane wcześniej na rodzimym, brytyjskim rynku.

Infrastruktura serwisowa i ekscentryczność techniczna

Warto też przyjrzeć się bliżej roli, jaką w brytyjskiej kulturze motoryzacyjnej odgrywają lokalne, niezależne warsztaty specjalizujące się w renowacji oraz modyfikacji klasycznych samochodów, funkcjonujące jako istotny element wspierający długoterminową żywotność rynku brytyjskich klasyków. Ta rozbudowana infrastruktura serwisowa, obejmująca zarówno wyspecjalizowane firmy zajmujące się konkretnymi markami, jak i szerszą sieć dostawców części zamiennych oraz komponentów zamiennych produkowanych na bazie oryginalnej dokumentacji technicznej, znacząco ułatwia dziś utrzymanie w dobrym stanie technicznym nawet najbardziej wiekowych egzemplarzy brytyjskich klasyków. Warto również wspomnieć o specyficznym, brytyjskim podejściu do ekscentryczności technicznej i stylistycznej, widocznym w licznych niszowych producentach kraju, od wspomnianego wcześniej Morgana po mniej znane firmy budujące samochody w bardzo ograniczonych seriach, często dla wąskiego grona entuzjastów poszukujących czegoś wykraczającego poza standardową ofertę większych producentów. Ta tolerancja, a nawet kulturowe docenienie ekscentryczności technicznej, rzadziej spotykane w innych krajach europejskich o bardziej zunifikowanym podejściu przemysłowym, sprawiła, że Wielka Brytania przez dekady pozostawała podatnym gruntem dla powstawania niszowych, ale technicznie interesujących projektów motoryzacyjnych.

Rynek kolekcjonerski

Rynek kolekcjonerski klasycznych brytyjskich samochodów należy dziś do jednych z najbardziej rozwiniętych i zróżnicowanych na całym świecie, obejmując zarówno relatywnie przystępne modele MG czy Triumph, jak i najbardziej ekskluzywne egzemplarze Aston Martina czy Jaguara, wycenianie w milionach funtów. Ta różnorodność, wynikająca bezpośrednio z historycznej, wieloletniej fragmentaryzacji brytyjskiego przemysłu motoryzacyjnego, sprawia, że kolekcjonerzy poszukujący brytyjskich klasyków mają dziś do wyboru wyjątkowo szeroki wachlarz opcji, obejmujący niemal każdy segment rynkowy oraz poziom budżetowy.

Czym interesuje się Klasykami.pl

W tekstach o brytyjskiej motoryzacji na Klasykami.pl staramy się pokazywać ten kraj przez pryzmat jego wyjątkowej, fragmentarycznej struktury przemysłowej oraz specyficznej filozofii budowy samochodów sportowych, łączącej prostotę mechaniczną z autentycznym charakterem prowadzenia. Interesują nas losy poszczególnych, niezależnych producentów funkcjonujących przed erą konsolidacji British Leyland, historia brytyjskiego motorsportu oraz Motorsport Valley, a także sposób, w jaki marki luksusowe i sportowe zdołały zachować swoją międzynarodową reputację mimo poważnych trudności dotykających segment masowej produkcji. Ciekawi nas też to, jak fragmentaryczna, rozproszona struktura brytyjskiego przemysłu motoryzacyjnego, choć osłabiająca konkurencyjność w segmencie masowym, jednocześnie sprzyjała powstawaniu niszowych, ekscentrycznych producentów oraz utrzymywaniu wyjątkowej pozycji Wielkiej Brytanii jako globalnego centrum inżynierii wyścigowej, niezależnie od losów poszczególnych marek działających w segmencie samochodów drogowych przeznaczonych do codziennego użytku. Poniżej znajdziesz artykuły Klasykami.pl poświęcone brytyjskiej motoryzacji oraz klasycznym samochodom brytyjskim.