Artykuły
Steve McQueen: The Man & Le Mans
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”6″]
„I come from the gutter and I am not a compromiser”
Tymi słowami zaczyna się nowy trailer do filmu dokumentalnego „Steve Mcqueen: the man & le mans”, za reżyserie odpowiedzialni są Gabriel Clarke oraz John McKenn . Produkcja miała swoją premierę na festiwalu w Cannes – 18 maja – do kin trafi jesienią.
Dokument jest biografią Mcqueena i kręci się wokół filmu „Le Mans” z 1970 roku ale również samej motoryzacji, której nie można pominąć opowiadając o aktorze. Ciekawostką jest fakt, że w filmie wykorzystano nigdy wcześniej niepublikowane materiały ze zbiorów rodzinnych Mcqueena. Zwiastun wygląda obiecująco – na ten dokument warto czekać. Dla fanów Steve’a jak i wyścigów samochodowych będzie to obowiązkowy film do obejrzenia.
.
.
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Wartburg 353 – dwusuw z NRD
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Rzadko obcuje z autami bloku wschodniego. Może też dlatego, że wielką miłością nie pałam tej części świata klasycznej motoryzacji ale spotkanie Wartburga i jego fotografowanie było ciekawym doświadczeniem.
Pełna Galeria dostępna pod adresem: https://klasykami.pl/galeria/wartburg-353/
Nigdy wcześniej nie miałem okazji „dotknąć” Wartburga. Jeśli kiedykolwiek będzie konkurs na najprostszy samochód świata pod względem konstrukcji i mechaniki to 353 będzie na podium. Ale wiecie co? Polubiłem go – budzi pozytywne emocje. Kiedy już czekałem na przyjazd auta na plac gdzie robiłem zdjęcia, od razu wiedziałem, że jedzie Wartburg – charakterystyczny dźwięk dwusuwa. A jak to było z tymi Wartburgami? Aut, których kiedyś było całkiem sporo na naszych drogach.

Historia Wartburga ma swój początek jeszcze przed wojną, a tak naprawdę jeszcze w XIX wieku, kiedy to w 1898r. fabrykę w Eisenach opuszczają pierwsze samochody. Początek XX wieku, dokładnie 1904 rok – tworzone są Austiny na brytyjskiej licencji. W roku 1928 fabrykę przejęło BMW. Koniec II wojny światowej – Eisenach leży na terenie NRD. Innymi słowy BMW musiało się pożegnać z fabryką. Mało tego – komuniści rozpoczęli produkcję aut pod marką EMW co było zwyczajną kopią Beemki sprzed czasu wojny i dopóki fabryka leżała na terenie komunistycznych Niemiec, BMW nic z tym nie mogło zrobić. Coś jak dzisiaj Chiny – robią kopie i żadna gadka nie pomoże. W 1952 roku fabryka zmienia nazwę na VEB Automobilwerk Eisenach i powstaje samochód IFA F9, a w 55r Wartburg 311.
W 1966 roku narodził się model 353 – nasz bohater. Nowy samochód był przestronniejszy i powiedzmy, że był nowością ale pod maską pracował stary, dobrze znany silnik. Wizualnie był to krok do przodu ale w kwestii mechanicznej raczej nie. Dopiero przed końcem produkcji pojawiła się zmiana pod maską.
353 był oferowany jako sedan, kombi i pickup. Auto rozpędzało się do około 120 km/h. Spalanie w mieście to jakieś 12 litrów, za miastem około 7-8. Myślałem, że te liczby będą mniejsze ale to dwusuw i taki wynik myślę, że jest do zaakceptowania dla kogoś kto chciałby takim autem jeździć na co dzień. Ale czy to dobry pomysł? Jeśli ktoś myśli, że kupi 353 w idealnym stanie i będzie nim tylko jeździł to niestety jest w błędzie. Powiedzmy, że Wartburg czasami może mieć humorki o których opowiadał mi Tomek – właściciel 353 ze zdjęć. Z drugiej strony ten samochód jest bardzo prostej konstrukcji. Naprawy, które początkowo mogą wydać się skomplikowane można przeprowadzić na trasie przy stacji benzynowej i nie zajmą połowy dnia. Zapasowy silnik w podróży? No problem.
Produkcja była stosunkowo długa. Po drodze było kilka modyfikacji i usprawnień – zniknęły chromowane zderzaki na rzecz sztucznych tworzyw. W latach 1974-77 pojawiła się odmiana W, która miała pod maską 50 konny silnik, wcześniej 353 miał 45 koni. Wartburg był produkowany do 91 roku, dokładnie 10 kwietnia zjechała ostatnia sztuka, która trafiła od razu do muzeum. Wtedy też Opel przejął fabrykę i zakończył produkcję. Niestety Wartburg nie przetrwał konfrontacji z Zachodem.
Zabawna sprawa z tym bagażnikiem. Jak może wiecie Wartburg jest zrobiony na ramie. Problem w tym, że rama kończy się mniej więcej w miejscu gdzie mamy koła i efekt jest taki, że bagażnik nie ma żadnej podpory. Walizki można przewieźć ale coś cięższego? Ja bym nie próbował.

Dwusuw miał moc 45KM i rozpędzał się do setki… dosyć długo. Prędkość maksymalna to ok. 125km/h. To co można lubić w tym aucie to jego prostota. Nie trzeba być wyspecjalizowanym mechanikiem aby wykonać, wydawać by się mogło, skomplikowane naprawy.

Charakterystyczne tylne lampy Wartburga. Takie jak te w tym egzemplarzu, podobno bardzo ciężko dostać.


[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
21 światowy zlot Citroena 2CV
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”6″]
Łkam i skamle, że nie mogłem osobiście uczestniczyć w tym wydarzeniu. Dzięki specjalnej wysłanniczce klasykami.pl mogę wrzucić trochę zdjęć z największego zlotu aut zabytkowych jaki miał miejsce w naszym kraju.
Otwarcie miało miejsce 28 lipca na Motoarenie przy ulicy Jonssona. Frekwencja podobno nie była zbyt duża ale oglądając zdjęcia w internecie mogę powiedzieć, że warto było się wybrać. Również przy samej Motoarenie znajduje się baza całego zlotu. Na pobliskim lotnisku na te parę dni powstało miasto w mieście. To coś niesamowitego. Usłyszeć tam można masę języków – w końcu to światowy zlot. Niemcy, Włosi, Francuzi, a nawet załogi z Nowej Zelandii oraz Australii przyjechały do Torunia. Polacy też tu są lecz to tylko jakieś 100 załóg. Tylko? Setka aut to dużo lecz wszystkich Citroenów jest około 3000 z 35 krajów. Łapie się za głowę ponieważ ciężko mi sobie to wyobrazić. Ciekawostką może być fakt, że Toruński Automobilklub kilka razy starał się o organizację, a decyzja zapadła na zlocie we Francji w 2011 roku.
Świetna atmosfera w „miasteczku citroena” to oczywista sprawa. Jedni jeżdżą w kółko w wolnym tempie, a inni remontują swoje auta na miejscu – od małych naprawach po skomplikowane. Miasteczko jest przeogromne – pod prysznic jeździ się autami. W miejscu zlotu można również kupić różnorakie gadżety związane z 2CV oraz części. Ktoś nawet powiedział, że mógłby złożyć kolejnego 2CV z części oferowanych podczas tej imprezy. Warto napisać, że zlot nie ogranicza się tylko do okolic Motoareny. Ciągle można je zauważyć w mieście, stojące na parkingach, za chwilę drugi śmignie przed nami na skrzyżowaniu. 2CV sparaliżował Toruń. W piątek dosłownie ponieważ wtedy odbył się ich pokaz przy bulwarze nad Wisłą. Zapewne wszystkie się nie zmieściły ale ich liczba była… wiadomo.
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Gdzieś na dalekim południu…
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Uwielbiam miejsca gdzie stare auta stoją bez ładu i składu czekając na lepsze czasy. Dawcy części, samochody, których żywot zakończył się dawno temu. Przypadkowo trafiłem na coś takiego w tym tygodniu.
Niecały tydzień byłem w okolicach Szklarskiej Poręby. W czwartek, późną godziną wieczorną jechałem z kumplem na trasie Jelenia Góra… dokądś tam. Miejsce znajduje się przy samej drodze. W ostatniej chwili zdecydowałem się zjechać na pobocze kiedy zobaczyłem otwartą bramę. Od słowa do słowa udało się uzyskać zgodę na zdjęcia. Choć powiem wam, że nadal nie wiem o co tam chodzi. Myślę, że dane auto można kupić, a już na pewno daną część z niego. Miejsce przy którym zatrzyma się każdy fan zabytków skrywa naprawdę ciekawe auta. Na pierwszy ostrzał aparatem poszedł W114, który jest częściowo rozebrany ale tu i ówdzie można było zauważyć obie, zdjęte maski. Dwudrzwiowe Volvo Amazon, które wydaje się być w całkiem niezłym stanie. Dwa W108 – jeden z silnikiem 280, drugi z V8 chyba 350. Dalej mamy ciekawy polski karawan. Moją uwagę przykuł Volkswagen Golf Rabbit z automatyczną skrzynką. Duże szanse, że jeszcze kiedyś zobaczymy go na drodze. I mam nadzieję, że za kółkiem będę ja. Obok niego Renault, ale jaki to był model? Już wiem – Renault 4. Widuje takiego w Koszalinie. Dwa DS’y w oddali chyba w najgorszym stanie ze wszystkich aut ale za to jedne z najciekawszych na placu. Pierwsze DS’y dzisiaj osiągają wysokie ceny. Samochód zaprezentowany w 55 roku już pierwszego dnia zebrał zamówienia na ponad 10 tysięcy egzemplarzy. W oddali jeszcze widać kilka dostawczaków marki Citroen, które były oznaczane literą H. Jak robić mobilną kawiarnię to tylko w takim aucie, prawda? Jeszcze dalej amerykański krążownik z lat 50 ale do niego nie dotarłem i nawet nie mam zdjęcia. Pomijając oba Citroeny DS, samochody są w stanie jaki ja określam „pojeździsz ale do remontu”. Czyli coś dla mnie ponieważ zawsze chciałem mieć klasyka, który byłby w stanie mocno średnim – jeździłbym nim dopóki silnik nie odpadnie lub do pierwszego złamania w pół. Bo prawdziwy klasyk musi mieć blizny! Jak wyżej napisałem uwielbiam takie miejsca, a jeszcze bardziej lubię na nie wpadać zupełnie przypadkowo.

[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
BULLITT 1968
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”6″]
W scenariuszu były napisane aż dwa słowa „pościg samochodowy”. Ostatecznie powstała jedna z lepszych scen tego typu w historii kina.
Bullitt w moim zestawieniu filmowym zajmuje wysoką pozycje. Pościg znam na pamięć – to była kwestia czasu abym coś nabazgrał na ten temat. Film również lubię ze względu na samego Mcqueena. Dla mnie postać wyjątkowa ale o nim innym razem.
Choć film dzisiaj to legenda nie oszukujmy się co do jednego – fabuła i scenariusz nie jest mocną stroną tej produkcji. Nawet dzisiaj ciężko nadążyć za Bullittem i zrozumienie wszystkiego na koniec filmu jest wyzwaniem. Posklejać wszystko do kupy jest prawie niemożliwe. Sam Peter Yates – reżyser – w wywiadach mówił, że scenariusz był okropny i bezsensu. Robert Vaughn, który gra w filmie podobno odsyłał scenariusz kilka razy zanim zgodził się zagrać w filmie. Myślę, że Bullitt powinien być oglądany nieco inaczej. Może to się wydać trochę dziwne ale widz powinien zapomnieć o przedstawionej historii, a skupić się na tym jak film prezentuje się od strony wizualnej. Bullitt jest naprawdę świetnie nakręcony, a jeszcze lepiej zagrany. I co ważne – pierwszy raz w historii kina pojawia się pościg samochodowy. Pierwszy raz ale poprzeczka jest zawieszona wysoko. Jaka była recepta na sukces tej sceny?
Autentyzm – to główna zaleta, również samego filmu. Charger naprawdę pali gumę i nie wyrabia na zakręcie. Wszystko jest prawdziwe. Widz w żadnym momencie nie jest oszukiwany. Są różnorakie sztuczki filmowe z tamtych lat ale oba auta naprawdę są rozgrzane do czerwoności, a kiedy wyjeżdżają za miasto rzeczywiście osiągają prędkości 190-200 na godzinę.
Steve Mcqueen miał podpisany kontrakt na 7 filmów z Warner Bros. Bullitt postanowił wykonać jako pierwszy i można się domyślać, że „pościg” w scenariuszu zaważył na tej decyzji. Nie jest prawdą, że Mcqueen sam wybrał Mustanga do filmu. Można zauważyć, że całość jest zmonopolizowana przez samochody marki Ford. Warto dodać, że zamiast Chargera miał się pojawić Ford Galaxy ale podobno był za ciężki. Jeśli chodzi o Mustanga mamy ich 2 sztuki w filmie. Jeden służył do scen w których główny bohater porusza się po ulicy, ot zwykłe ujęcia – wsiada, wysiada. Drugi Mustang, którego można rozpoznać po lusterku od strony kierowcy służył wyłącznie do pościgu. Dodge i Ford zostały zmodyfikowane przez kierowcę rajdowego – Max Balchowsky. Główne modyfikacje pojawiły się w zawieszeniu ponieważ ulice San Francisco okazałyby się zabójcze dla obu aut. Mustang musiał dostać również kilka koni więcej ponieważ Charger jest szybszym autem i Ford mógł zostać w tyle.
W filmie Mcqueen rzeczywiście w większości scen prowadzi Mustanga ale w niektórych scenach zostaje zastąpiony przez kaskadera – wtedy w lusterku nie widać Mcqueena. Charger jest prowadzony przez znanego kaskadera Billa Hickmana. Swoją drogą w filmie wcielił się w rolę „złego gościa” i nie wymawia ani jednego słowa. Przed rozpoczęciem kręcenia scen na ulicach miasta, Mcqueen i Hickman jeździli na opuszczone lotnisko aby jeździć w kółko. Najeżdżali na siebie z dużymi prędkościami, palili gumę – innymi słowy zabawa. Chodziło o oswojenie się z autami ale jeszcze bardziej o zbudowanie zaufania między sobą.
Jak widzimy na filmie samochody jadą naprawdę szybko co mogło być utrudnieniem w nagrywaniu. Sceny kręcono z samego Chargera oraz pojazdu, który również jest efektem modyfikacji Balchowskiego:
W tej scenie Hickmana wyrzuca z zakrętu i uderza w kamerę. W oryginale widać zakłócenia kamery w odświeżonej wersji filmu wstawiono kadr gdzie Dodge nagle znika. Mcqueen również nie zdołał wejść w zakręt co nie było zaplanowane i jest czystym przypadkiem. Dzięki temu mamy znane ujęcie z filmu gdzie Steve zabija oponę na wstecznym biegu.
Scena w której Dodge wyprzedza auta mając na ogonie Forda była niebezpieczna dla jadącego z naprzeciwka motocyklisty. W pewnym momencie kładzie motor na drodze. To Bud Ekins – ten sam gość, który robi słynny skok nad drutem kolczastym w „Wielkiej Ucieczce”. Jak mówił Ekins w tej scenie za kierownicą siedzi Mcqueen choć ubezpieczyciel nie wyraził na to zgody. Mustang wjeżdża na szerokie szutrowe pobocze gdzie obraca go o jakieś 180 stopni.
Moim zdaniem najniebezpieczniejszą sceną było wyprzedzanie aut z prawej strony na łuku drogi. Początkowo Dodge wyprzedza prawidłowo lecz jest zmuszony do wyminięcia ciężarówki z drugiej strony. Zahacza ją czego efektem jest urwanie klamki i zaplanowanie wizyty u dobrego blacharza, a następnie odbija się kilka razy od barierki co może spowodować wzrost kosztów napraw blacharskich.
W finalnej scenie Charger zostaje zepchnięty z drogi i uderza w stacje benzynową co kończy się wielkim wybuchem. Znaczy tak miało być ponieważ samochód nie trafia w stację. Dodge był doczepiony do Mustanga. W odpowiednim czasie należało zwolnić zaczepy aby Charger wjechał w cel. Zadanie było bardzo trudne i efekt końcowy jest taki jaki jest. Na filmie widać wspomniany zaczep na zderzaku mustanga.
W filmie oczywiście pojawia się kilka błędów. Charger gubi kołpaki ze 100 razy, dwa razy oglądamy tą samą scenę w przedziale około 30 sekund tylko, że z innego ujęcia. Myślę jednak, że ten pościg jest jednym z lepszych w historii kina. Receptą na sukces był brak komputera, który w rękach amerykanów przy realizacji filmów może być nieobliczalny oraz najważniejsze – postawiono nacisk na pokazanie umiejętności kierowców bez żadnych historii typu „a teraz rozwalimy 8 aut, które wjadą w siebie bez jakiegokolwiek sensu”. Autentyzm i Umiejętności Kierowców = dobre kino.
Co się stało z autami po filmie? Charger istnieje i podobno jest gdzieś wyremontowany. Jeden Mustang został zniszczony, drugi został sprzedany po filmie policjantowi z SF, który odsprzedał auto po kilku latach. W kwietniu 2010 roku w gazecie Mustang Enthusiast ukazała się publikacja w której autor artykułu odwiedza tego Pana i rozmawiają o aucie. Później już historia mustanga jest owiana różnymi legendami. Rzekomo auto stoi gdzieś w stodole, gdzie indziej można przeczytać, że jest remontowane. Kiedyś zapewne wypłynie lub wypłynie to co po nim zostało. W 77 roku Mcqueen starał się odkupić mustanga, niestety po 3 latach zmarł.

Na koniec zdjęcie z planu filmowego wykonane na parkingu gdzie w filmie, Frank Bullitt zauważa Chargera . W tle czarny charakter.

[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Wiesmann MF3: Nowoczesny Klasyk!
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Jak to Wiesmann mówił o sobie? Manufaktura indywidualizmu! Marka, która już nie istnieje – rzeczywiście pozostawiła po sobie coś indywidualnego.

Firma powstała w 1988 roku i została założona przez dwóch braci – Martin oraz Friedhelm Wiesmann. Obaj zakręceni na punkcie motoryzacji postanowili założyć własną markę. Firma wyspecjalizowała się w małoseryjnej produkcji aut sportowych – w ciągu roku sprzedawano ok 200 aut. Do wyboru było coupe oraz roadster. Obojętnie jaki model – auta tej marki wyglądają niemal identycznie. MF3 był podstawowym modelem (liczba świateł z tyłu – 10), później był MF4 (liczba świateł z tyłu – 8), a jeszcze dalej MF5. Różnice leżały w mocy, przyspieszeniu itd. Choć osobiście nie wiem po co miałbym kupować MF5 zamiast MF3 ponieważ różnica w przyspieszeniu to 1 sekunda. Jedna, jedyna sekunda i mówimy tutaj o setce w ciągu 4,9s lub 3,9s. Tego i tego bym się bał także nie wiem czy poczułbym różnicę. Myślę, że powinien mi to wyjaśnić jakiś bogaty świr.
Weismanny były napędzane silnikami BMW. Tymi kozackimi, które były wkładane do M3 oraz M5. Mały, szeroki i do tego szybki, Wiesmann potrafi wywołać ciarki na plecach. Od Beemki, Wiesmann miał również skrzynie biegów i zawieszenie. Czyli plan jest taki – BMW przesyła kurierem silniki oraz skrzynię, a my musimy to jedynie poskładać w całość. Proste?! Nie do końca.
Od razu widać, że mamy do czynienia ze sportowym, luksusowym autem. Wykończenie w środku może robić duże wrażenie. Często przy autach małoseryjnych widać niedopracowania, niedociągnięcia. A jakoś tam będzie. Ważne, że w 4 sekundy setka to kto się będzie przejmował. Wiesmann taki nie jest. Widać, że poświęcono sporo czasu aby w środku było naprawdę „drogo”. Jedynie pedał gazu trochę mnie rozbawił – być może pozostawili to na koniec prac, a za fabryką były niepotrzebne części. Czepiam się.
Choć czysto teoretycznie i dzięki innym publikacjom, bo nie prowadziłem tego auta (hehe), wiem, że wiessmann jest rewelacyjny w prowadzeniu. Auto jest bardzo precyzyjne – niemieckie! Można w nim szaleć, iść bokiem bez strachu. Znaczy ze strachem może tak ale z pewnością i zaufaniem.
Spójrzcie tylko na tę sprężynę! Tak krótkiej jeszcze nie widziałem. Myślicie, że łamie kości? A właśnie, że nie. Radzi sobie bez wybijania plomb u kierowcy i pasażera.

Smutna to historia. Wiesmann w listopadzie 2013 roku, złożył wniosek o upadłość firmy. Marka istniała ćwierć wieku. Może jeszcze kiedyś znajdzie się szaleniec, który wskrzesi Wiesmanna. Zarząd próbował ratować firmę. Na początku 2013r odbyło się spotkanie z wierzycielami ale niestety nie podzielali optymizmu oraz planów związanych z przyszłością marki. Historia smutna dla fanów i ludzi tam pracujących (około 100 osób) ale na pewno nie dla właścicieli. Po upadku firmy, samochody tej marki mocno zyskały na wartości. Tylko się cieszyć!
Rasowe otwieranie… Maski? Chyba bardziej będzie pasowało określenie „przodu”. Od razu pomyślałem o E-type i XKSS.

Tego można było się spodziewać – mały bagażnik. Choć czy w takim aucie potrzeba więcej?
Siedziba firmy. Nie wiem co ten architekt studiował, brał i wciągał ale ten budynek jest kosmicznie – odjechany!

Jeremy Clarkson dobrze powiedział: Jest to rasowy brytyjski roadster… tyle, że niemiecki.

[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Veteran Cup
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”6″]
W ubiegły weekend w Koszalinie odbył się Veteran Cup – wyścigi zabytkowych motocykli.
O imprezie dowiedziałem się przypadkowo. Choć dwa kółka i ja to dwa różne światy zdecydowałem się pojechać, zobaczyć. Ot jakieś zdjęcie może zrobię. Pierwszego dnia (Sobota) odbywały się treningi. W niedzielę – wyścigi. Motory były puszczane po około 5 sztuk na tor w swojej kategorii. Nie trzeba być Sherlockiem aby domyśleć się, że kategoria była podyktowana pojemnością silnika. Na początku poszły w ruch pszczółki, bzyki itd. Na koniec grubaśne maszyny na które strach patrzeć. Ostatni wyścig był najbardziej emocjonujący i aż się spinałem oglądając. Z boku wygląda to oczywiście jak prosta sprawa – z filiżanką herbatki w jednej ręce byś pojechał. Oczywiście jest to trochę bardziej skomplikowane. Ci goście mają spore umiejętności. Prosty odcinek to jeszcze ale wejść w zakręt i z niego wyjść w odpowiedni sposób to jest sztuka. Piszę całkiem teoretycznie ponieważ moje doświadczenia z motorami to przejażdżka na skuterze około 200 metrów. No i rower miałem ale to już inna historia.
W klasach niższych, które odbyły się na początku też nie brakowało emocji. Ciekawy był jeden wyścig. Wszyscy ruszyli ze startu na pełnym gazie, koła do góry. Nie ma zmiłuj, na śmierć i życie. Zaś jeden gość jechał w taki sposób jakby jego pierwszym przystankiem na niedzielnej trasie był kościół, a kolejny – jezioro gdzie łowiłby rybki. O dziwo właśnie on wygrał ponieważ reszta miała awarię lub chwilowe usterki.
Powiem wam, że motocykle dalej mnie nie kręcą. Po tym weekendzie musiałem udać się do laryngologa z powodu częściowego ogłuchnięcia co również uświadomiło mnie dlaczego wiele z tych maszyn nie jest dopuszczonych do ruchu. Mimo wszystko cieszę się, że imprezę zaliczyłem i mogłem w niej uczestniczyć jako widz. Nie często można zobaczyć zabytkowe, wyścigowe motocykle na torze.
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
BMW E24: Bawarski Express – Prosimy zapiąć pasy!
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Każdy wie, że jestem trochę „Mercedesiak”. Fan aut z gwiazdą na masce. Były w rodzinie od zawsze, również i ja nimi jeżdżę. Budzą emocje, są niezawodne, piękne i wygodne. Ale mało kto wie, że te wszystkie Mercedesy oddałbym za jedno, jedyne BMW. Dzisiaj parę słów o tym wyjątkowym aucie.
Galeria zdjęć: https://klasykami.pl/galeria/bmw-635csi-e24/
Czerwone światło – na skrzyżowaniu stoi zielona, dwudrzwiowa „Beemka”. Światło żółte – puszczenie hamulca, światło zielone – START. Nos samochodu unosi się do góry, tył siada na ziemi. Momentalnie wybijamy się do przodu przy niesamowitej muzyce płynącej z wydechu. Nie jest to szum, którego efektem będzie krwawienie z uszu. Ten dźwięk powoduje, że przed oczyma wyobraźni mamy tor wyścigowy lub autobahn w Niemczech. Rasowy i nie do podrobienia. Jedziemy dalej – silnik się uspokaja i cichnie. Wtedy zostaje wciśnięty gaz do deski, automat w jednej sekundzie redukuje bieg, silnik rozgrzewa się do czerwoności. Czas się zatrzymuje. Kiedy tak siedzę w środku zaczynam pojmować dlaczego E24 była tak drogim autem w momencie kiedy stała w salonach dealerów BMW. Potwierdza się wysoka wartość tego klasyka i nie mam na myśli kasy. To, że jakość wykończenia to wysoka półka nie jest pierwszorzędną zaletą takiego stanu rzeczy. Zakochać się w tym aucie to kwestia pierwszych minut spędzonych w środku jadącej „szóstki”. Ale zacznijmy od początku.
Nowe dwudrzwiowe BMW pojawia się w trudnym czasie dla koncernów motoryzacyjnych. Temat kryzysu paliwowego był nadal świeży. Producenci zwlekali z wprowadzaniem aut z dużymi silnikami. Ta historia wcale nie musiała się skończyć sukcesem. Moim zdaniem monachijska marka była bardzo odważna tworząc wtedy „big coupe”. Kiedy to wszystko ma swój początek? Gdy w Monachium pojawia się były projektant Mercedesa – Paul Bracq.
Niewątpliwie jest to jeden z najsłynniejszych projektantów samochodowych. Bracq zaprojektował W113 – słynną Pagode, majestatyczny model mercedesa 600 i wiele innych. W 1970 roku zostaje zatrudniony w BMW. To właśnie Bracq nadaje nowy wizerunek marce ale robi to w bardzo umiejętny sposób nawiązując do tradycji. Pierwszym sukcesem, który wychodzi spod ręki Paula jest E12. Nowy samochód serii 5 jest rozchwytywany. Kolejny wóz, który zostaje zaprojektowany to seria 3, oznaczona jako E21. Wiadomo już, że zastąpienie modelu E9 to tylko kwestia czasu i w 75r przechodzi na emeryturę po 10 latach. Powodem zaprzestania produkcji była m in. przestarzała stylizacja oraz brak spełniania norm bezpieczeństwa. Inspiracją dla Bracqa w tworzeniu nowego coupe był model E12 – to na niej wzorował się tworząc szóstkę. E24 miało znacznie więcej wspólnego z piątką niż tylko inspiracja przy rysowaniu. Samochód został zbudowany na bazie elementów E12.
Warto podkreślić zupełnie nowe, świeże spojrzenie na wnętrze auta. W szóstce nie doświadczymy elementów drewnianych jak to miało miejsce w E9. Największym wyróżnikiem środka auta jest deska rozdzielcza skierowana w stronę kierowcy co staje się charakterystyczne dla BMW na długie lata. Wnętrze jest większe i bardziej przestronne od poprzednika. Sam samochód również jest większych rozmiarów i wydaje się być bardziej masywniejszy. Końcowy efekt to powstanie jednego z bezpieczniejszych samochodów w tamtym okresie. Przyszła klientela mogła być zadowolona.
Kanapa z tyłu była podobno niezbyt wygodna ale tak wyprofilowana wygląda rasowo.

Projekt nowego coupe zyskuje aprobatę monachijskiego zarządu i już tylko chwila dzieli od urzeczywistnienia rysunków Bracqa. Oficjalnie samochód zostaje zaprezentowany na targach genewskich w marcu 1976 roku, choć już w 75 rusza produkcja nowej szóstki. Sama zmiana z E9 na E24 zostaje szybko zaakceptowana przez rynek. Recenzenci rozpisują się w samych superlatywach i ciężko znaleźć słowo krytyki na temat nowego modelu.
Siedząc w fotelach Recaro masz wrażenie, że jesteś do nich przyklejony. Przy dużych prędkościach nie wypadniesz za okno.

Początkowo oferowano 630 oraz 633. Ten pierwszy z motorem o pojemności 3 litrów sprzedawał się słabo. Drugi, znajdował nowych właścicieli znacznie szybciej. W roku 78 premierę ma 635CSi – topowy model. Dla wyjaśnienia: C – coupe, S – sport, i – wtrysk paliwa.
Jak samochód wypadał na tle konkurencji? Przyjrzyjmy się co w tamtym okresie było oferowane na rynku:


Z tych wszystkich aut osobiście wybrałbym właśnie szóstkę. I nie tylko emocje grały by tutaj pierwsze skrzypce. Choć E24 była droższa i miała nieco gorsze osiągi od swoich konkurentów, to jednak wyróżniała się kilkoma ważnymi punktami. Po pierwsze praca zawieszenia, rewelacyjne skrzynie biegów i co ważne mniej spalała od innych aut tej samej kategorii. No i ten wygląd! W porównaniu do aut powyżej to dzieło sztuki.
Najważniejszym okresem w całej historii tego modelu jest rok 82. Wtedy dochodzi do największych zmian. Pierwsze 6 były autami dosyć „miękkimi”. Właśnie taki jest egzemplarz ze zdjęć. We wspomnianym już roku szóstka otrzymuje nowe zawieszenie, które również pochodzi z serii 5 ale E28. Zmiana również pojawiła się pod maską – 635CSi otrzymał nowy silnik, który miał więcej mocy oraz był bardziej ekologiczny Małe sprostowanie ponieważ wkradł się błąd – zmiany w silniku po 82 roku miały tylko na celu zwiększenia niezawodności i poprawy norm spalin. Moc nie uległa zmianie, a po montażu katalizatora spadła z 218 na 185 KM. Osobiście wybrałbym pierwszą serię jak na zdjęciach, lecz to model 635CSi po 82 roku był najchętniej kupowanym E24 w historii. Do zmian jakie wchodzą w 82r. można zaliczyć pojawienie się komputera pokładowego, ABS w standardzie oraz w późniejszym okresie nowe skrzynie. E24 przechodzi na zasłużoną emeryturę w kwietniu 89 roku. Przez 14 lat produkcji fabrykę opuściło 86 tysięcy sztuk.
Ten wóz zawsze był wyjątkowy – w momencie produkcji oraz dzisiaj. W swoim wyglądzie bije całe lata 80 na głowę. Mogę zaryzykować stwierdzeniem, że jest to jeden z najładniejszych aut tamtego okresu. Jednak podkreślę, że tyczy się to tylko aut europejskich. Wersja na Stany jest paskudna. Dodanie „amerykańskich” zderzaków to najgorsze co mogło spotkać ten samochód – ale kto co lubi. Pamiętam kiedy w moim rodzinnym mieście co roku spotykali się właściciele Szóstek. Nigdy nie zapomnę jak jechałem na rowerze przez jakąś małą wieś i nagle pojawił się sznur tych aut. Nie wiem ile ich tam było ale zobaczyć ciąg szóstek na ulicy dla fana tego modelu to nie lada wydarzenie. Dopiero teraz parę dni temu kiedy fotografowałem zieloną E24, mogłem się nią przejechać. Fascynacja jedynie się nasiliła. W porównaniu do mercedesów z tamtych lat, które mają miękkie kanapy i fotele, siedzenie w szóstce wypada znacznie lepiej. Fotele recaro świetnie trzymają na zakrętach i są twardsze. W Mercedesie już dawno leżysz głową na fotelu pasażera, a nogi znajdują się za oknem, kiedy w BMW jesteś jak przyklejony.
Maska podnoszona do przodu to charakterystyczny element niemal każdego starego BMW. Warto pamiętać, że tutaj nie „trzaskamy”, a kładziemy ją i dociągamy w kabinie.

Wciśnięcie pedału gazu do oporu powoduje taki efekt w pierwszych E24. Przy takiej mocy miękkie zawieszenie może wydać się wadą. Dla mnie to zaleta.

Szczegóły w szóstce jedynie dopełniają rewelacyjną całość – często są to drobne rzeczy lecz zwracają uwagę. W aucie istnieje możliwość ustawienia kierownicy. Moją uwagę zwróciło pokrętło dmuchawy, w jego środku znajduje się elektryczny zegar.
Myślałem, że bagażnik jest znacznie mniejszy. Spokojnie możemy zabrać całą garderobę ze sobą na weekendowy wypad.

Na koniec napiszę, że Beemki to nigdy nie była moja bajka – seria 3,5,7. Może też trochę tak jest przez pewne stereotypy „polskich właścicieli BMW” i w pewnym momencie zaszufladkowałem monachijską markę. Trochę to głupie z mojej strony ponieważ te auta to naprawdę dobre wozy z fajnymi rozwiązaniami. Ale seria 6 to zupełnie inna półka. To taka I liga BMW gdzie jest tylko E24, a wszystkie inne modele tej marki są niżej. Najlepszy wóz z Monachium.
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Mercedes SLC: luksusowy pożeracz autostrad
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Często zdarza mi się usłyszeć, że jest to „amerykański” Mercedes. Podobnie jest w przypadku W116. Prawdą jest, że W107 miał być sprzedawany głównie za wielką wodą. Dziś wpis o „amerykańskim” Mercedesie, którego tak bardzo polubiłem po krótkim spotkaniu.
Pełna galeria dostępna tutaj: https://klasykami.pl/galeria/mercedes-w107-280slc/
Wersja coupe została zaprezentowana kilka miesięcy po kabriolecie, w roku 72. Co prawda znalazłem informacje, że Coupe był już robiony w czerwcu 71 roku z silnikiem 350. Mercedes wypuszczał ten model do roku 81 kiedy na rynku pojawia się C126 – czyli wersja coupe klasy S o której niedawno pisałem. Nowy SL był głównym powodem braku coupe oraz roadstera modelu W116 i to on zapełnił rynek na te auta. Nie było sensu w tamtym czasie na jeszcze jedno coupe czy roadstera, a warto powiedzieć, że wcześniej auta klasy wyższej miały takie wersje nadwozia. Zanim opiszę 107 cofnijmy się trochę w czasie. Do momentu kiedy królował model W113 oraz W111. W 64 kiedy rozpoczęto pracę nad nowym SL-em. Pagoda (W113) robiła się nieco przestarzała i nie należała do bardzo luksusowych aut, tutaj wiódł prym W108 cabrio. Co gorsza, W113 miała bardzo kiepskie wyniki w testach zderzeniowych. Nowy SL/SLC musiał spełnić kilka bardzo ważnych zadań. Być wozem luksusowym, tak aby zapełnić rynek, który do tej pory był podzielony pomiędzy 113 oraz 108. Być autem o wiele bezpieczniejszym – Amerykanie, którzy byli główną klientelą na 107 zaczęli bardzo mocno zwracać uwagę na tę kwestię. I co ważne – nowy model miał być stylistycznie zupełną nowością. Z ręką na sercu można powiedzieć, że to wszystko udało się na szóstkę z plusem.
Za projektem stał zespół, który składał się z takich osób jak Bruno Sacco, Paul Bracq. Ich przełożonym był Friedrich Gieger. Nad ich plecami stał Karl Wilfert, który zarządzał projektem.

Jak już napisałem – Mercedes wypuścił bardzo udany samochód. W końcu lata 70-80 to najlepszy okres tej marki. Kiedy patrzę na C107 zawsze przejdzie mi przez myśl, że karykaturzysta nie miałby problemu z narysowaniem tego auta w sposób prześmiewczy. Niska, prosta linia nadwozia i wysoko poprowadzony dach. To powoduje, że 107 trochę zatraca proporcje. Do tego dochodzi długa maska z przodu i krótka z tyłu. Ale czy to wada? Nie sądzę. Ten samochód jest piękny, może trochę na swój sposób ale jednak. Dzięki wysoko poprowadzonej linii dachu w środku samochód jest… cholernie wygodny. Szczerze wam powiem, że kiedy musiałem już wysiadać to pomyślałem: ale ja nie chcę! Mógłbym w tym aucie nocować. Nie wiem jaki byłby efekt rano jeśli chodzi o kręgosłup ale dalej nie chciałbym z niego wychodzić.
A jak to jeździ? Egzemplarz na zdjęciach był wyposażony w silnik M110, słynne sześć cylindrów pasuje idealnie do tego auta. Początkowo Mercedes planował, że pod maską będą wyłącznie widlaste ósemki ale całe szczęście w pewnym momencie zaczął szaleć kryzys paliwowy i zdecydowano się na mniejszy silnik. Czemu na szczęście? Ponieważ 2,8 radzi sobie naprawdę bardzo dobrze. Gdybym kupował 107 na taki właśnie silnik bym się zdecydował. M110 to prosta, mocna konstrukcja. Gdyby coś się działo, części nie powinny być drogie. Również znalezienie mechanika, który rzeczywiście będzie się znał, nie powinno stanowić problemu.
Dodam, że moją uwagę zwróciła praca automatycznej skrzyni. Człowiek nawet nie wie na jakim biegu jedzie bo nie czujemy żadnych szarpnięć w zmianie, w górę jak i w dół. Ostrzejsza jazda? To jest możliwe! Kickdown, czyli guzik, który znajduje się za pedałem gazu, wciśnięty do podłogi mówi – pokażcie mi ile zostało tych koni pod maską! Skrzynia, która zredukuje na niższy bieg oraz silnik, który momentalnie się obudzi, odpowiadają na te zaczepki setką na liczniku, a i większe prędkości nie będą stanowiły problemu.
Charakterystyczny element dla W107 to żaluzje zastosowane na tylnej szybie. Powodem takiego zastosowania była zbyt długa szyba, która nie mogłaby się schować po jej opuszczeniu.

Jeśli już siedzimy w środku i jedziemy, warto wspomnieć o jeszcze jednej, ogromnej zalecie tego auta. Ale to się tyczy każdego starego mercedesa. Zawieszenie! Opisywane już wielokrotnie ale zachwytów nad tą konstrukcją nigdy za wiele. W momencie wjechania na kocie łby, pomyślałem – gdzie ta kostka? Chyba gdzieś się zgubiła między kołami, a moim tyłkiem. Nie jest to tak, że możemy porównać to zawieszenie do łóżka wodnego. Jest to idealnie wyważone – nierówności zostaną stłumione i nic nie poczujemy ale w zakrętach mamy pewność w prowadzeniu. Napiszę to co pisałem przy W126 – aby to docenić należy się przejechać. Mogę też się założyć, że jeśli ktoś nigdy nie jechał starym mercedesem i nigdy ich nie cenił, to w momencie kiedy do niego wsiądzie, poczuje tą magię – od razu się w nim zakocha. No dobra bez przesady bo leje miód. Na pewno doceni ten samochód za jego prowadzenie, za to kapitalne zawieszenie, za dźwięk sześciu cylindrów.
W107 to bardzo popularny klasyk. Myślę, że dla osoby, która chce mieć klasyczny wóz na co dzień – jest to idealny wybór. 107 w porównaniu do innych klasyków nie jest droga, podobnie jest w utrzymaniu. Szukasz klasyka na co dzień? Bierz człowieku 107. Żona wygoni cię z domu bo go kupiłeś? Masz gdzie spać bo ten samochód jest tak wygodny, że nie chce się wysiadać. Wiem, już o tym pisałem, ale nadal jestem zafascynowany tym autem.
Brak słupka B był wyróżnikiem dla każdego Mercedesa z nadwoziem coupe. Po opuszczeniu szyb Mercedes prezentuje się jeszcze lepiej.
Wieszaki wkomponowane w fotele, ułatwiały zapięcie pasów. Prostota, a zarazem ciekawe rozwiązanie – było dostępne od 75 roku. W kolejnych modelach już po W107, stosowano elektryczne podajniki.

C107 kończy swój żywot na linii produkcyjnej w roku 81. Był produkowany przez 10 lat. Czy zrezygnowano z niego z powodu, że był kiepski czy też słabo się sprzedawał? Nie, nie. Po prostu nastał czas na Coupe modelu 126 – trzeba iść do przodu. Ale roadster 107 był robiony aż do 89 roku. Co jest rekordem ponieważ tylko klasa G jest produkowana dłużej. R107 był produkowany AŻ 18 lat. Pełnoletność pełną gębą! Ale o roadsterze innym razem.
Charakterystyczne dla W107 oraz pierwszych W126 – karbowanie blachy u dołu. Warto zauważyć, że W107 jest pierwszym Mercedesem gdzie umieszczono karbowane tylne światła – zastosowanie, które było wykorzystywane przez kolejne dziesięciolecia.
| 280 SLC | 05.74/08.74 – 09.81 | 10.666 |
| 350 SLC | 06.71/02.72 – 03.80 | 13.925 |
| 450 SLC | 02.72/07.72 – 10.80 | 31.739 |
| 450 SLC 5.0 | 09.77/05.78 – 03.80 | altogether 2.769 (types 450 SLC 5.0 and 500 SLC) |
| 380 SLC | 02.80/05.80 – 09.81 | 3.789 |
| 500 SLC | 03.80 – 09.81 | altogether 2.769 (types 450 SLC 5.0 and 500 SLC) |
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Artykuły – Klasyczna Motoryzacja
Witamy na naszej stronie „Artykuły”, gdzie znajdziesz wszystko, co najważniejsze w świecie zabytkowej motoryzacji. Nasz blog to prawdziwa skarbnica wiedzy dla każdego miłośnika klasycznych samochodów. Zebraliśmy tu relacje z imprez, najnowsze newsy, aukcje zabytkowych aut oraz prezentacje kultowych modeli. Zapraszamy do lektury!
Relacje z Imprez Motoryzacyjnych
Śledź najważniejsze wydarzenia motoryzacyjne na całym świecie. Nasze szczegółowe relacje z targów, zlotów i festiwali klasycznych samochodów dostarczą Ci najświeższych informacji i pozwolą poczuć atmosferę tych wyjątkowych imprez. Zobacz, jakie modele przyciągnęły najwięcej uwagi i które auta zdobyły prestiżowe nagrody.
Najnowsze Newsy
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami ze świata zabytkowej motoryzacji. Nasza sekcja „Newsy” dostarcza aktualnych informacji o odkryciach, premierach i najważniejszych wydarzeniach związanych z klasycznymi samochodami. Poznaj najnowsze trendy i innowacje, które kształtują świat klasyków.
Aukcje Zabytkowych Aut
Zanurz się w fascynujący świat aukcji klasycznych samochodów. Dowiedz się, które modele osiągają rekordowe ceny, jakie auta trafiły pod młotek i jakie są najnowsze trendy na rynku zabytkowych pojazdów. Nasze artykuły o aukcjach pozwolą Ci śledzić najciekawsze oferty i odkrywać prawdziwe perełki motoryzacji.
Prezentacje Klasycznych Samochodów
Poznaj historie i szczegóły techniczne kultowych modeli samochodów, które zapisały się na kartach historii motoryzacji. Nasze prezentacje klasyków przybliżą Ci sylwetki takich legend jak Ferrari 250 GTO, Porsche 911, czy Mercedes-Benz 300 SL. Zobacz, co sprawia, że te auta są tak wyjątkowe i dlaczego wciąż budzą zachwyt wśród entuzjastów motoryzacji.
Klasyczna Motoryzacja – Wszystko w Jednym Miejscu
Nasza strona „Artykuły” to kompendium wiedzy dla każdego fana zabytkowej motoryzacji. Znajdziesz tu zarówno relacje z imprez, jak i najnowsze newsy, informacje o aukcjach oraz szczegółowe prezentacje klasycznych samochodów. Regularnie aktualizowane treści gwarantują, że zawsze będziesz na bieżąco z najważniejszymi wydarzeniami i trendami w świecie klasyków.






































































































































































