Youngtimery
Pojęcie youngtimera zajmuje w całym świecie klasycznej motoryzacji miejsce specyficzne, funkcjonujące jako pomost między samochodem po prostu używanym a pełnoprawnym klasykiem. Nie istnieje jedna, powszechnie przyjęta definicja tego terminu, ale w praktyce odnosi się on zwykle do samochodów sprzed dwudziestu do czterdziestu lat – wystarczająco starych, by wyróżniać się na tle współczesnej oferty, ale wciąż wystarczająco młodych, by nadawać się do codziennej eksploatacji. Niemieckie youngtimery, w tym BMW E30 czy Mercedes-Benz W124, oraz japońskie, jak Nissan Skyline GT-R, cieszą się dziś szczególnie silną pozycją rynkową. Na tej stronie zbieramy artykuły Klasykami.pl poświęcone youngtimerom.
Audi 100 C3: najbardziej aerodynamiczny Youngtimer!
Jaguar XJ-S
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Zastąpienie modelu E-type, nie było prostym zadaniem. Podobnie było w przypadku W198 oraz W113. Ogromny sukces poprzednika, którego zastępujemy, zawsze jest pewnym problemem. Poprzeczka wisi wysoko.
Galeria XJ-S Convertible: Zdjęcia.
E-type w pierwszej połowie lat 70 zaczął być nieco przestarzały i firma wiedziała, że spadek sprzedaży to tylko kwestia czasu. Na zasłużoną emeryturę, ten legendarny i najsłynniejszy Jaguar wszech czasów, przeszedł w 1975 roku. Można się domyślać, że oczekiwania, wobec następcy były wygórowane. E type, był sportowym Brytyjczykiem z krwi i kości – ludzie kochali ten samochód. W 1974 roku, powstały pierwsze projekty następcy i już po roku światło dzienne ujrzał pierwszy XJ-S. Czy nowy DŻAG, sprostał zadaniu i był godnym następcą? Ależ oczywiście, że… hmm, no właśnie.
Dzisiaj na XJ-S patrzymy nieco inaczej ale kiedy auto pojawiło się na rynku, nie spotkał się z zachwytem jaki towarzyszył E-type’owi. Może gdyby nie jego „wielki” poprzednik? Problem z modelem XJ-S był taki, że z wyglądu z żadnej strony nie przypominał samochodu sportowego, a taki właśnie był e-type. To było luksusowe coupe! Był bardziej dla ludzi z kasą, którzy wieczorem chcieli jechać do restauracji w garniturze. Nie miał nic wspólnego z człowiekiem z kasą, który chciał wybrać się na przejażdżkę, a po drodze zahaczyć o tor, gdzie wygrałby rajd. Kolejny problem leżał w charakterystycznych łukach w wersji z twardym dachem, które znajdowały się z tyłu. Jak dla mnie wygląda to super, ale wtedy „łuki” spotkały się z krytyką, źle wyglądały ale również ograniczały widoczność patrząc w lusterko. W sumie do dzisiaj budzą kontrowersje i nie wszystkim się podobają.

Początkowo samochód był wyposażony w jeden silnik V12. Przeniesiony z E-type’a, lekko zmodyfikowany. Taka postać rzeczy nie zmieniała się do roku 83. Wtedy pojawił się… silnik rzędowy. Pojemność 3,5 ale rozpędzał się w niecałe 7,5s do setki. W tamtym czasie taki wynik był imponujący i konkurencja mogła się bać. W 92 roku pojawiły się zmiany pod maską. Oba silnik V12 oraz sześciocylindrowa rzędówka, zostały zastąpione przez silniki o pojemności 6 oraz 4 litrów. Warto jeszcze się cofnąć do roku 81, ponieważ wtedy powstaje wersja HE, czyli High Efficient. Innymi słowy, Jag od tego czasu zużywał mniej paliwa.
Konstrukcja XJ-S’a była oparta o modele XJ12 oraz XJ6, stąd również jego nazwa. S oznacza S-type – w tamtym czasie nowa linia Jaguarów. Od 91 roku z nazwy usunięto myślnik i był to XJS.
Ten silnik wygląda mocno skomplikowanie. Gdyby stał w kącie warsztatu, pomyślałbym, że to część statku kosmicznego Apollo.

Auto ze zdjęć, to wersja Convertible z miękkim dachem. Silnik V12 brzmi niesamowicie, choć nie jest to amerykańska V’ka. Lekkie wciśnięcie pedału gazu powoduje brak przyczepności tylnych kół. Przy jakichkolwiek manewrach, trzeba pamiętać o dłuuuuuugiej masce z przodu. W środku, czuć luksus co również w momencie debiutu spotkało się z pozytywnym odbiorem. Pozostaje jedynie zaparzyć herbatkę i wyjąć filiżanki z piknikowego koszyczka.
Czy ja bym go kupił? Chyba nie. Czy kupiłbym XJ-S z twardym dachem? Zdecydowanie tak. Jako cabrio, samochód wydaje mi się duży i wybierając auto bez dachu, wolałbym jeździć czymś mniejszym. Z twardym dachem są nieco inne odczucia i te gabaryty już nie przeszkadzają. Po prostu kabriolet powinien być mały i zwinny. Coś jak wspomniana w nagłówku Pagoda. Nawet E-type wydaje się być zgrabniejszym roadsterem.
Wersja bez da… Gdzie Pan patrzy? Na auto patrzymy, a nie na drugi plan! A więc, wersja bez dachu nie wygląda źle, choć wolę XJS z hardtopem. Za to światła z tyłu, które występują w tym aucie są przepiękne. Później kiedy pojawiły poziome lampy, było to jedynie oszpecenie.

[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
BMW E30 M3: spotkanie z legendą, jakiej nie widuje się na co dzień
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Nigdy w życiu nie widziałem na oczy BMW M3 modelu E30. Do momentu kiedy pojawił się w umówionym miejscu nie wiedziałem czy to naprawdę prawdziwa M-ka. Jednak zajechał i samochód stanął przed obiektywem. Zrobił na mnie piorunujące wrażenie!

Stara trójka może kojarzyć się z tuningami o marnym budżecie. Młodzi gniewni lądowali gdzieś w rowie co w pewnym okresie było standardowym miejscem postoju tego auta. Ale dzisiaj nie o E30. Znaczy o E30 ale ten wóz, który miałem okazję „dotknąć” to zupełnie inna półka. Kompletne oderwanie od tych wszystkich trójek jakie widzimy na ulicach lub gdzieś pod liceum. Już na pierwszy rzut oka samochód różni się dosyć mocno od seryjnej trójki. Poszerzone błotniki, które są mistrzostwem świata! Tył, który kompletnie nie ma nic wspólnego ze zwykłą trzydziestką. Główny rywal, czyli 190 Cosworth, także różni się od zwykłego W201, ale M3 jest totalnym szaleństwem. Tutaj mamy dzikie zwierzę – cholernego x-mena, który zmiecie wszystko z powierzchni. W środku również mamy lekkie różnice ale projektanci nieco wytrzeźwieli po zaprojektowaniu bryły auta. Jak w niedawno opisywanej M6, gdzieniegdzie mamy bardzo małe lecz widoczne charakterystyczne trzy paski, lub logo M. Informują, że mamy do czynienia z niezwykłym M-sport. Jak to jeździ? O ludzie. M3 jak wygląda rasowo, tak jeszcze lepiej zrywa asfalt. Szybki to mało powiedziane. Ale warto dodać, że tak twardym autem już dawno nie jechałem. Tym trzeba umieć jeździć. Nie dość, że pod nogą mamy rakietę ziemia-ziemia, to na dodatek wpadając w choćby małą koleinę, możemy nabawić się bólu kręgosłupa. Poczujemy każdy kamyczek, każdą nierówność. Ale w końcu to M3 – legenda. Dzisiaj taki samochód to koszt nawet 110 tysięcy złotych. Ogarniacie? E30 powyżej 100 tysięcy, kiedy przed momentem oglądałem E30 320i z gazem sekwencyjnym za 2590złotych. Przepaść jaka jest pomiędzy tymi dwoma, zupełnie innymi samochodami jest przeogromna jak nie większa.
Pierwsze M3 powstaje w 1986 roku. Początkowo produkowano wyłącznie coupe. Od 1988 roku rozpoczęto produkcje również w wersji bez dachu – kabriolet. Spore zmiany jakie zaszły z zewnątrz auta były spowodowane usztywnieniem samochodu oraz poprawieniem aerodynamiki. Charakterystyczne błotniki zastosowano z powodu poszerzonego rozstawu osi. Dodano spoilery z przodu oraz z tyłu. Zmieniono tył samochodu – bardziej płasko zamontowana jest tylna szyba. Tył chyba jest najbardziej charakterystyczny obok błotników w M3. Element znajdujący się wokół tylnej szyby dziś już jest praktycznie niedostępny. Podobnie jak w M6, akumulator został umiejscowiony w bagażniku. Brak miejsca ale również chodziło o jak najlepsze wyważenie. M3 produkowano przez pięć lat, do 1991 roku. Łączna liczba wyprodukowanych sztuk to 18 221.
To jeszcze nie koniec! Prezentując ten samochód, nie można zapomnieć o zwycięstwach w Deutsche Tourenwagen Meisterschaft. Tak dobrego auta, z tyloma zwycięstwami, ciężko szukać w wyścigach serii DTM. W 1987 roku, BMW wywróciło te wyścigi do góry nogami. M3 był niekwestionowanym liderem. W swoim pierwszym sezonie wygrało połowę wszystkich wyścigów. Przez cały okres startowania, M3 wygrywało 41 razy. Całkiem nieźle, prawda?
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Mercedes Benz R129: Roadster doskonały!
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Gdybym szukał youngtimer’a bez dachu w cenie ok 40 tysięcy, model 129 byłby na czele. Reszta się chowa!
Pełną galerię znajdziecie tutaj: https://klasykami.pl/galeria/mercedes-benz-r129/
Nowy R129 był produkowany od 1989 roku. W salonie stoi obok takich aut jak W126, 124 oraz W201. Jako pierwszy roadster miał montowany seryjnie ABS. Choć jak każde luksusowe auto z gwiazdą na masce musiał wnieść coś nowego na rynek. Airbag wszedł z modelem W126, a więc co przypadło 129? Chociażby pałąk antykapotażowy. Przy dużym przechyleniu auta, wysuwał się do góry. Niewątpliwie była to nowinka w kwestiach bezpieczeństwa. Duży lifting pojawia się w roku 95. Do tej pory auto było dwukolorowe, miało pomarańczowe kierunkowskazy. Jak to bywa z drugimi seriami – zmieniło się na gorsze. Auto miało ksenony, białe kierunki. Z tyłu, lampy były czerwone na całej długości. Zwróćcie uwagę, że do końca produkcji, czyli roku 2001, lampa była ciągle karbowana. Jestem pod wrażeniem jak długo ten charakterystyczny element był swego rodzaju wyróżnikiem marki. Warto dodać, że model 129 nie miał swojego odpowiednika z twardym dachem. Za to auto było wyposażone w zdejmowany twardy dach, który mógł się sprawdzić np. zimą.
R129 na początku swojej drogi, poprzeczkę ma postawioną bardzo, bardzo wysoko za sprawką modelu R107, który był produkowany 20lat. Zawsze kiedy patrzę na 129 myślę sobie, że projektanci jedyne co zrobili to wzięli model 107 i wykonali go na nowo ale w stylu W126/124. Ale czy to pójście na łatwiznę? Skądże! Ten samochód jest dopracowany do perfekcji. Przy SL nie można iść po najmniejszej linii oporu. W końcu to luksusowy roadster. Dzisiaj aż dziw bierze, że ten wóz ma bardzo dużo wspólnego z popularną 190 czy też z modelem W124. Widząc te auta obok siebie na ulicy pomyślałbym: ciekawe czy wszyscy wiedzą, że te dwa popularne Mercedesy, łączy tak wiele z tym „kozackim roadsterem”. 129 od W201 otrzymał część podwozia, a od 124 kilka podzespołów oraz chociażby sześciocylindrowy silnik M103, który był montowany także w W126. Od początku R129 pod maską miał silniki sześcio i ośmiocylindrowe. W fotografowanym egzemplarzu mamy jednostkę pięciolitrową. V8 jest kapitalnym wyborem. Rasowe brzmienie jest nie do podrobienia. Samochód momentalnie wkręca się na obroty. W ciągu niecałych 7 sekund mamy setkę na liczniku. Wciśnięcie gazu do oporu przy otwartym dachu powoduje chwilowy paraliż całego ciała. Jesteśmy wciskani w fotel z taką siłą, że możemy zapomnieć o dotknięciu przedniej szyby palcami.
Nie to żebym się EKHM chwalił, ale mogłem usiąść za kierownicą. W tych autach siedzi się zupełnie inaczej jak chociażby w W126/124/123 coupe/ 124 coupe. Niska pozycja za kierownicą, nogi niemal wyprostowane. Taki wysoki człowiek jak ja czuł się bardzo dobrze w prowadzeniu. Auto jest w miarę duże jak na SL ale w środku mogłoby być nieco więcej miejsca. O wykończeniu można wypowiadać się w samych superlatywach. Często jadąc jakimś autem nie czuje się pewnie i rzecz polega wyłącznie na drobiazgach. Czucie kierownicy, to jak wchodzą biegi, nawet głupie wrzucanie kierunkowskazów lub włączanie świateł. Przy każdej tej czynności odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z tandetą i to już taki profesjonalny poziom badziewia. Jakby w fabryce drapali się po głowie, a kierownik mówił: dobra panowie, nie ma co tak stać, składamy. Tutaj tego nie ma. Dopracowanie, wszystko przemyślane ale jak to w mercedesie, stonowane i grzeczne. Spokojnie mógłbym tym autem jeździć codziennie. Gdyby ktoś mnie spytał czy chciałbym jeździć tym autem w momencie oglądania go na ulicy powiedziałbym: eee chyba bym wybrał coś innego. Ale pytając w momencie prowadzenia, bez zająknięcia odpowiedziałbym: za chwilę sprawdzę oferty ogłoszeń. Po minucie czułem się jak ryba w wodzie, a może to tylko takie złudzenie. Jeśli tak to mercedes jest dobrym iluzjonistą. Choć za kółkiem spędziłem mało czasu, wiem, że przy otwartym dachu można nim przejechać tysiące kilometrów nawet jeśli mamy włosy długie do ziemi. W aucie nie ma żadnych zawirowań powietrza itd. A nawet jeśli to model 129 jest pierwszym kabrioletem w którym zamontowano system windshaft – kratka która jest montowana za fotelami. Stawiając ją do pionu chroniła pasażerów przed wiatrem.
Szukacie cabrio w rozsądnej cenie? Ma być stajl i dizajn? To jest jedyny racjonalny wybór. Reszta w tej cenie kojarzy mi się po prostu źle. Albo żyje w jakieś niewiedzy. Niewątpliwie ten samochód jest kapitalnym wyborem na drugi samochód w rodzinie, a nawet ten pierwszy. Mogę się założyć, że jeśli ktoś się zdecyduje na kupno R129 to „pierwszy” samochód będzie stał, a 129 będzie nabijać kilometry. I tak ma być 🙂
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
BMW E24: Bawarski Express – Prosimy zapiąć pasy!
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”8″]
Każdy wie, że jestem trochę „Mercedesiak”. Fan aut z gwiazdą na masce. Były w rodzinie od zawsze, również i ja nimi jeżdżę. Budzą emocje, są niezawodne, piękne i wygodne. Ale mało kto wie, że te wszystkie Mercedesy oddałbym za jedno, jedyne BMW. Dzisiaj parę słów o tym wyjątkowym aucie.
Galeria zdjęć: https://klasykami.pl/galeria/bmw-635csi-e24/
Czerwone światło – na skrzyżowaniu stoi zielona, dwudrzwiowa „Beemka”. Światło żółte – puszczenie hamulca, światło zielone – START. Nos samochodu unosi się do góry, tył siada na ziemi. Momentalnie wybijamy się do przodu przy niesamowitej muzyce płynącej z wydechu. Nie jest to szum, którego efektem będzie krwawienie z uszu. Ten dźwięk powoduje, że przed oczyma wyobraźni mamy tor wyścigowy lub autobahn w Niemczech. Rasowy i nie do podrobienia. Jedziemy dalej – silnik się uspokaja i cichnie. Wtedy zostaje wciśnięty gaz do deski, automat w jednej sekundzie redukuje bieg, silnik rozgrzewa się do czerwoności. Czas się zatrzymuje. Kiedy tak siedzę w środku zaczynam pojmować dlaczego E24 była tak drogim autem w momencie kiedy stała w salonach dealerów BMW. Potwierdza się wysoka wartość tego klasyka i nie mam na myśli kasy. To, że jakość wykończenia to wysoka półka nie jest pierwszorzędną zaletą takiego stanu rzeczy. Zakochać się w tym aucie to kwestia pierwszych minut spędzonych w środku jadącej „szóstki”. Ale zacznijmy od początku.
Nowe dwudrzwiowe BMW pojawia się w trudnym czasie dla koncernów motoryzacyjnych. Temat kryzysu paliwowego był nadal świeży. Producenci zwlekali z wprowadzaniem aut z dużymi silnikami. Ta historia wcale nie musiała się skończyć sukcesem. Moim zdaniem monachijska marka była bardzo odważna tworząc wtedy „big coupe”. Kiedy to wszystko ma swój początek? Gdy w Monachium pojawia się były projektant Mercedesa – Paul Bracq.
Niewątpliwie jest to jeden z najsłynniejszych projektantów samochodowych. Bracq zaprojektował W113 – słynną Pagode, majestatyczny model mercedesa 600 i wiele innych. W 1970 roku zostaje zatrudniony w BMW. To właśnie Bracq nadaje nowy wizerunek marce ale robi to w bardzo umiejętny sposób nawiązując do tradycji. Pierwszym sukcesem, który wychodzi spod ręki Paula jest E12. Nowy samochód serii 5 jest rozchwytywany. Kolejny wóz, który zostaje zaprojektowany to seria 3, oznaczona jako E21. Wiadomo już, że zastąpienie modelu E9 to tylko kwestia czasu i w 75r przechodzi na emeryturę po 10 latach. Powodem zaprzestania produkcji była m in. przestarzała stylizacja oraz brak spełniania norm bezpieczeństwa. Inspiracją dla Bracqa w tworzeniu nowego coupe był model E12 – to na niej wzorował się tworząc szóstkę. E24 miało znacznie więcej wspólnego z piątką niż tylko inspiracja przy rysowaniu. Samochód został zbudowany na bazie elementów E12.
Warto podkreślić zupełnie nowe, świeże spojrzenie na wnętrze auta. W szóstce nie doświadczymy elementów drewnianych jak to miało miejsce w E9. Największym wyróżnikiem środka auta jest deska rozdzielcza skierowana w stronę kierowcy co staje się charakterystyczne dla BMW na długie lata. Wnętrze jest większe i bardziej przestronne od poprzednika. Sam samochód również jest większych rozmiarów i wydaje się być bardziej masywniejszy. Końcowy efekt to powstanie jednego z bezpieczniejszych samochodów w tamtym okresie. Przyszła klientela mogła być zadowolona.
Kanapa z tyłu była podobno niezbyt wygodna ale tak wyprofilowana wygląda rasowo.

Projekt nowego coupe zyskuje aprobatę monachijskiego zarządu i już tylko chwila dzieli od urzeczywistnienia rysunków Bracqa. Oficjalnie samochód zostaje zaprezentowany na targach genewskich w marcu 1976 roku, choć już w 75 rusza produkcja nowej szóstki. Sama zmiana z E9 na E24 zostaje szybko zaakceptowana przez rynek. Recenzenci rozpisują się w samych superlatywach i ciężko znaleźć słowo krytyki na temat nowego modelu.
Siedząc w fotelach Recaro masz wrażenie, że jesteś do nich przyklejony. Przy dużych prędkościach nie wypadniesz za okno.

Początkowo oferowano 630 oraz 633. Ten pierwszy z motorem o pojemności 3 litrów sprzedawał się słabo. Drugi, znajdował nowych właścicieli znacznie szybciej. W roku 78 premierę ma 635CSi – topowy model. Dla wyjaśnienia: C – coupe, S – sport, i – wtrysk paliwa.
Jak samochód wypadał na tle konkurencji? Przyjrzyjmy się co w tamtym okresie było oferowane na rynku:


Z tych wszystkich aut osobiście wybrałbym właśnie szóstkę. I nie tylko emocje grały by tutaj pierwsze skrzypce. Choć E24 była droższa i miała nieco gorsze osiągi od swoich konkurentów, to jednak wyróżniała się kilkoma ważnymi punktami. Po pierwsze praca zawieszenia, rewelacyjne skrzynie biegów i co ważne mniej spalała od innych aut tej samej kategorii. No i ten wygląd! W porównaniu do aut powyżej to dzieło sztuki.
Najważniejszym okresem w całej historii tego modelu jest rok 82. Wtedy dochodzi do największych zmian. Pierwsze 6 były autami dosyć „miękkimi”. Właśnie taki jest egzemplarz ze zdjęć. We wspomnianym już roku szóstka otrzymuje nowe zawieszenie, które również pochodzi z serii 5 ale E28. Zmiana również pojawiła się pod maską – 635CSi otrzymał nowy silnik, który miał więcej mocy oraz był bardziej ekologiczny Małe sprostowanie ponieważ wkradł się błąd – zmiany w silniku po 82 roku miały tylko na celu zwiększenia niezawodności i poprawy norm spalin. Moc nie uległa zmianie, a po montażu katalizatora spadła z 218 na 185 KM. Osobiście wybrałbym pierwszą serię jak na zdjęciach, lecz to model 635CSi po 82 roku był najchętniej kupowanym E24 w historii. Do zmian jakie wchodzą w 82r. można zaliczyć pojawienie się komputera pokładowego, ABS w standardzie oraz w późniejszym okresie nowe skrzynie. E24 przechodzi na zasłużoną emeryturę w kwietniu 89 roku. Przez 14 lat produkcji fabrykę opuściło 86 tysięcy sztuk.
Ten wóz zawsze był wyjątkowy – w momencie produkcji oraz dzisiaj. W swoim wyglądzie bije całe lata 80 na głowę. Mogę zaryzykować stwierdzeniem, że jest to jeden z najładniejszych aut tamtego okresu. Jednak podkreślę, że tyczy się to tylko aut europejskich. Wersja na Stany jest paskudna. Dodanie „amerykańskich” zderzaków to najgorsze co mogło spotkać ten samochód – ale kto co lubi. Pamiętam kiedy w moim rodzinnym mieście co roku spotykali się właściciele Szóstek. Nigdy nie zapomnę jak jechałem na rowerze przez jakąś małą wieś i nagle pojawił się sznur tych aut. Nie wiem ile ich tam było ale zobaczyć ciąg szóstek na ulicy dla fana tego modelu to nie lada wydarzenie. Dopiero teraz parę dni temu kiedy fotografowałem zieloną E24, mogłem się nią przejechać. Fascynacja jedynie się nasiliła. W porównaniu do mercedesów z tamtych lat, które mają miękkie kanapy i fotele, siedzenie w szóstce wypada znacznie lepiej. Fotele recaro świetnie trzymają na zakrętach i są twardsze. W Mercedesie już dawno leżysz głową na fotelu pasażera, a nogi znajdują się za oknem, kiedy w BMW jesteś jak przyklejony.
Maska podnoszona do przodu to charakterystyczny element niemal każdego starego BMW. Warto pamiętać, że tutaj nie „trzaskamy”, a kładziemy ją i dociągamy w kabinie.

Wciśnięcie pedału gazu do oporu powoduje taki efekt w pierwszych E24. Przy takiej mocy miękkie zawieszenie może wydać się wadą. Dla mnie to zaleta.

Szczegóły w szóstce jedynie dopełniają rewelacyjną całość – często są to drobne rzeczy lecz zwracają uwagę. W aucie istnieje możliwość ustawienia kierownicy. Moją uwagę zwróciło pokrętło dmuchawy, w jego środku znajduje się elektryczny zegar.
Myślałem, że bagażnik jest znacznie mniejszy. Spokojnie możemy zabrać całą garderobę ze sobą na weekendowy wypad.

Na koniec napiszę, że Beemki to nigdy nie była moja bajka – seria 3,5,7. Może też trochę tak jest przez pewne stereotypy „polskich właścicieli BMW” i w pewnym momencie zaszufladkowałem monachijską markę. Trochę to głupie z mojej strony ponieważ te auta to naprawdę dobre wozy z fajnymi rozwiązaniami. Ale seria 6 to zupełnie inna półka. To taka I liga BMW gdzie jest tylko E24, a wszystkie inne modele tej marki są niżej. Najlepszy wóz z Monachium.
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Pomost między używanym a klasykiem
Pojęcie youngtimera zajmuje w całym świecie klasycznej motoryzacji miejsce specyficzne, funkcjonujące jako pomost między samochodem po prostu używanym a pełnoprawnym klasykiem, otoczonym już należną mu estymą kolekcjonerską i redakcyjną uwagą. Nie istnieje jedna, powszechnie przyjęta definicja tego terminu, ale w praktyce odnosi się on zwykle do samochodów sprzed dwudziestu do czterdziestu lat – wystarczająco starych, by wyróżniać się na tle współczesnej oferty rynkowej oraz nosić wyraźne piętno swojej epoki, ale wciąż zbyt młodych, by automatycznie kwalifikować się do kategorii klasyków w rozumieniu przepisów rejestracyjnych czy tradycji kolekcjonerskiej.
Przesuwająca się granica
Ta niejednoznaczność definicyjna sama w sobie stanowi interesujący, wart bliższego przyjrzenia się temat, ponieważ granica między youngtimerem a klasykiem przesuwa się nieustannie wraz z upływem czasu, a samochody, które jeszcze niedawno traktowane były jako zwyczajne, używane pojazdy, systematycznie wchodzą w tę kategorię, podczas gdy starsze youngtimery stopniowo awansują do statusu w pełni uznanych klasyków. Ten proces, dobrze widoczny na przykładzie modeli z lat 80., dziś powszechnie akceptowanych jako pełnoprawne youngtimery, podczas gdy jeszcze dekadę temu traktowane były po prostu jako stare samochody, pokazuje, jak dynamiczna i zależna od perspektywy czasowej jest sama kategoria klasycznej motoryzacji. Warto zwrócić uwagę na specyficzną rolę, jaką w kategorii youngtimerów odgrywają samochody, które w momencie premiery były traktowane jako relatywnie zwyczajne, masowe produkty, a dopiero z perspektywy czasu zyskały status interesujących, wartych kolekcjonowania egzemplarzy dzięki swojej historycznej roli w rozwoju konkretnego segmentu rynkowego czy technologicznego. Ten mechanizm retrospektywnego doceniania, w ramach którego znaczenie danego modelu staje się w pełni widoczne dopiero po latach, gdy można je zestawić z szerszym kontekstem rozwoju całej branży, sprawia, że rynek youngtimerów bywa mniej przewidywalny niż rynek ugruntowanych klasyków, oferując jednocześnie potencjał odkrycia niedocenionych jeszcze perełek za relatywnie przystępną cenę.
Szeroki wachlarz modeli i budżetów
Youngtimery obejmują niezwykle szeroki i różnorodny wachlarz modeli, od relatywnie przystępnych cenowo samochodów masowej produkcji, przez sportowe hot hatche i coupe, po pierwsze modele niemieckich submarek sportowych, takich jak wczesne wersje BMW M czy Mercedes-Benz AMG, dziś systematycznie zyskujące status poszukiwanych klasyków przyszłości. Ta różnorodność sprawia, że kategoria youngtimerów oferuje wejście na rynek kolekcjonerski na wielu poziomach budżetowych, od kilku tysięcy złotych za solidny, choć niewyróżniający się model masowej produkcji, po znacznie wyższe kwoty za rzadkie, sportowe wersje limitowane.
Praktyczna dwoistość
Warto podkreślić, że wiele youngtimerów, w wyraźnym przeciwieństwie do starszych klasyków, wciąż może być na co dzień wykorzystywane jako praktyczny środek transportu, oferując przy tym nie tylko sentymentalną wartość, ale też realną, praktyczną użyteczność, niedostępną w przypadku bardziej wiekowych, delikatniejszych konstrukcji sprzed dziesięcioleci. Ta praktyczna dwoistość – możliwość codziennej eksploatacji przy jednoczesnym realnym potencjale wzrostu wartości kolekcjonerskiej – stanowi jeden z głównych czynników przyciągających do tej kategorii nowych entuzjastów, poszukujących samochodu łączącego charakter i indywidualność z realną funkcjonalnością.
Nostalgia pokoleniowa
Rynek youngtimerów rozwija się w sposób ściśle powiązany z nostalgią pokolenia, które dorastało lub zaczynało swoją przygodę z motoryzacją w latach 80. i 90., dziś posiadającego już wystarczające środki finansowe, by realizować sentymentalne marzenia o modelach znanych z młodości, czy to własnych, czy obserwowanych u starszych członków rodziny lub w popkulturze tamtego okresu. Ten mechanizm nostalgii pokoleniowej, dobrze udokumentowany również w innych obszarach rynku kolekcjonerskiego, od komiksów po gry wideo, w istotny sposób napędza popyt na konkretne modele, których wartość rynkowa bezpośrednio koreluje z siłą sentymentalnego przywiązania danego pokolenia konsumentów. Niemieckie youngtimery, w tym wczesne wersje BMW E30, Mercedes-Benz W124 czy Volkswagen Golf GTI, cieszą się dziś szczególnie silną, ugruntowaną pozycją rynkową, częściowo dzięki reputacji trwałości i solidności technicznej niemieckiej motoryzacji, ułatwiającej znalezienie egzemplarzy w dobrym stanie technicznym mimo upływu kilkudziesięciu lat od produkcji. Japońskie youngtimery, w tym Nissan Skyline GT-R czy Mazda RX-7, zyskują z kolei na popularności dzięki rosnącemu, ogólnoświatowemu zainteresowaniu japońską kulturą motoryzacyjną oraz specyficznym, technicznym rozwiązaniom niedostępnym u europejskich rywali tamtego okresu.
Regulacje techniczne i emisyjne
Warto zwrócić uwagę na rolę, jaką w kształtowaniu rynku youngtimerów odgrywają zmieniające się regulacje techniczne oraz emisyjne, w wielu krajach europejskich premiujące starsze pojazdy specjalnymi zwolnieniami lub obniżonymi stawkami podatkowymi, co dodatkowo, w sposób wymierny i praktyczny, zwiększa atrakcyjność utrzymywania i eksploatowania youngtimerów w porównaniu z nowszymi, choć już przestarzałymi technicznie samochodami z lat 2000., nieobjętymi jeszcze podobnymi przywilejami regulacyjnymi.
Dojrzewający rynek
Nie sposób pominąć też roli, jaką w rozwoju rynku youngtimerów odgrywają wyspecjalizowani sprzedawcy oraz platformy aukcyjne, coraz częściej tworzące osobne kategorie dedykowane wyłącznie tego typu samochodom, odróżniające je zarówno od zwykłych, używanych pojazdów, jak i od w pełni ugruntowanych klasyków sprzed kilku dekad. Ta specjalizacja rynkowa, widoczna choćby w rosnącej liczbie renomowanych domów aukcyjnych organizujących osobne, dedykowane licytacje youngtimerów, świadczy o dojrzewaniu tego segmentu jako samodzielnej, rozpoznawalnej kategorii rynkowej, a nie wyłącznie przejściowej fazy w cyklu życia samochodu. Warto też przyjrzeć się bliżej roli, jaką w budowaniu wartości youngtimerów odgrywa kompletność dokumentacji oraz historii serwisowej, znacznie łatwiejszej do zachowania w przypadku relatywnie młodych pojazdów w porównaniu ze starszymi klasykami, dla których dokumentacja z okresu pierwszych dekad eksploatacji często ulegała zagubieniu lub zniszczeniu. Ta większa dostępność pełnej, udokumentowanej historii wielu youngtimerów stanowi istotny atut z perspektywy potencjalnych kolekcjonerów, umożliwiając dokładniejszą weryfikację autentyczności oraz oryginalności konkretnego egzemplarza, co przekłada się bezpośrednio na jego wartość rynkową oraz atrakcyjność inwestycyjną.
Limitowane edycje i gry wideo
Osobnym, interesującym wątkiem jest rola, jaką w kategorii youngtimerów odgrywają samochody limitowane oraz specjalne edycje produkowane przez różnych producentów z okazji rocznic, sukcesów sportowych czy innych okoliczności marketingowych, dziś cenione przez kolekcjonerów zarówno za swoją rzadkość, jak i za bezpośrednie powiązanie z konkretnym momentem historycznym w życiu danej marki. Te limitowane wersje, produkowane często w bardzo ograniczonej liczbie egzemplarzy, przez dekady pozostawały relatywnie niedoceniane przez rynek, zanim dojrzałość segmentu youngtimerów pozwoliła na pełniejsze rozpoznanie ich unikalnego charakteru i potencjału kolekcjonerskiego. Warto również wspomnieć o roli, jaką w popularyzacji youngtimerów odgrywają gry komputerowe oraz symulatory wyścigowe, w których wiele modeli z lat 80. i 90. funkcjonuje jako dostępne, grywalne samochody, wprowadzające młodsze pokolenia entuzjastów w świat motoryzacji tamtego okresu jeszcze zanim mieli oni realną szansę zetknąć się z tymi pojazdami w rzeczywistości, na co dzień poruszając się po drogach. Ten cyfrowy, wirtualny kontakt z klasyczną stylistyką oraz charakterystyką techniczną youngtimerów, choć pośredni, przekłada się często na późniejsze, realne zainteresowanie zakupem i posiadaniem konkretnego modelu, gdy młody entuzjasta osiąga odpowiedni wiek i możliwości finansowe pozwalające na realizację takiego zakupu.
Społeczność internetowa
Warto również wspomnieć o roli internetu oraz mediów społecznościowych w budowaniu i wzmacnianiu szerszej społeczności entuzjastów youngtimerów, funkcjonujących często wokół konkretnych modeli lub marek, aktywnie wymieniających się wiedzą techniczną, częściami zamiennymi oraz doświadczeniami związanymi z utrzymaniem i renowacją poszczególnych egzemplarzy. Ta cyfrowa infrastruktura społecznościowa, niedostępna w podobnej formie starszym pokoleniom kolekcjonerów klasyków, znacząco ułatwia dziś wejście w hobby związane z youngtimerami, obniżając barierę wiedzy technicznej niezbędnej do rozpoczęcia przygody z tego typu samochodami.
Czym interesuje się Klasykami.pl
W tekstach o youngtimerach na Klasykami.pl staramy się pokazywać tę kategorię jako pełnoprawny, dynamicznie rozwijający się segment rynku motoryzacyjnego, a nie wyłącznie jako przejściowy etap na drodze do statusu klasyka. Interesują nas techniczne detale odróżniające poszczególne modele z lat 80. i 90., historia konkretnych egzemplarzy zyskujących na wartości, a także sposób, w jaki nostalgia pokoleniowa oraz zmieniające się regulacje techniczne kształtują dzisiejszy rynek tej specyficznej kategorii samochodów. Ciekawi nas też to, jak stopniowe dojrzewanie rynku youngtimerów, widoczne w rosnącej liczbie wyspecjalizowanych sprzedawców, dedykowanych aukcji oraz platform społecznościowych, przekształca tę kategorię z przejściowego etapu w cyklu życia samochodu w w pełni samodzielny, rozpoznawalny segment rynku kolekcjonerskiego, oraz jak dostępność kompletnej dokumentacji serwisowej wielu młodszych pojazdów ułatwia weryfikację ich autentyczności w porównaniu ze starszymi klasykami. Poniżej znajdziesz artykuły Klasykami.pl poświęcone youngtimerom, ich technice, historii oraz miejscu na dzisiejszym rynku kolekcjonerskim.
























































































