a

Concours d'Lemons: tutaj wygrywa najgorszy samochód

klasykami.pl
1 września, 2026

W sierpniu półwysep Monterey staje się jednym z najdroższych miejsc w świecie motoryzacji. Pebble Beach, wielkie aukcje, samochody warte miliony dolarów i kolekcjonerzy z całego świata. Po drugiej stronie półwyspu, na trawniku przed ratuszem w Seaside, od 2009 roku odbywa się impreza będąca dokładnym przeciwieństwem tego wszystkiego.

Concours d’Lemons to konkurs, w którym fatalny projekt, rdza i wątpliwa reputacja modelu mogą być większą zaletą niż perfekcyjna renowacja.

Pomysł wymyślił Alan Galbraith, człowiek z przeszłością w organizacji zlotów hot rodów (prowadził serię Billetproof) i wieloletni bywalec klasycznych concours d’elegance. Sam siebie nazywa „head gasket”, czyli uszczelką pod głowicą całej imprezy. Pomysł kiełkował już podczas jego pierwszego Pebble Beach w 1991 roku, kiedy zauważył niezabezpieczoną drogę prowadzącą na konkursowy trawnik i pomyślał, że mógłby wjechać tam Fordem Pinto kombi. W 2009 roku żart zamienił się w prawdziwą imprezę. Kiedy na trawnik pierwszego Concours d’Lemons wjechało Pinto, a publiczność zaczęła bić brawo, Galbraith zorientował się, że pomysł ma większy potencjał, niż zakładał.

Klasy startowe

Już same nazwy klas dobrze pokazują, z czym mamy do czynienia. Auta dzielone są według regionu pochodzenia, więc mamy osobno „Rust Belt American Junk” dla Forda, osobno dla GM, osobno dla Mopara i osobno dla reszty amerykańskiego złomu. Są też kategorie takie jak „Unmitigated Gaul” dla francuskich dziwactw, „Rueful Britannia” dla brytyjskich katastrof mechanicznych, „Der Self-Satisfiedkrauttenwagen” dla niemieckiej nadętej pewności siebie i „Soul-Sucking Japanese Appliance” dla japońskich aut z charakterem pralki.

Wśród nagród specjalnych jest „Chronic Dick Teague Syndrome”, zarezerwowana wyłącznie dla AMC z lat 1964 do 1983. Jest „Sight for Sour Eyes”. Jest „Driving on a Prayer” dla aut jeżdżących głównie dzięki modlitwie. Na szczycie tego wszystkiego stoi „Worst in Show”, najbardziej pożądany i najmniej zaszczytny tytuł w świecie motoryzacji. Pierwszym laureatem w 2009 roku został francuski KV Mini 1.

Sędziowanie

Organizatorzy otwarcie uprzedzają, że sędziowanie będzie nieprofesjonalne, nieuważne, kapryśne i podatne na łapówki. Alkohol oraz jedzenie są podobno szczególnie skuteczne. Za odpowiednio dobraną łapówkę można nawet dostać „Ribbon of Dishonor”, czyli Wstęgę Niehonoru, przyklejaną do przedniej szyby. Jeśli komuś nie podoba się wyrok sędziów, organizatorzy uprzejmie sugerują sprawdzenie biletu, bo najwyraźniej trafił na złą imprezę.

Do jury regularnie trafiają znane osoby ze świata motoryzacji, w tym szefowie designu dużych koncernów oraz dziennikarze branżowi. W 2025 roku na trawniku w Seaside pojawiło się ponad sto pojazdów, a organizatorzy informowali o rekordowej frekwencji wśród widzów.

Związek z Monterey Car Week

Concours d’Lemons od początku był pomyślany jako kontrapunkt dla powagi otaczających go imprez. Jest darmowy dla widzów, co samo w sobie odróżnia go od reszty tygodnia, w którym wstęp na niejeden trawnik kosztuje więcej niż niejeden używany samochód.

Kontrast jest tym większy, że sam Galbraith jest również docentem Pebble Beach Concours d’Elegance. Po sobotnim Concours d’Lemons następnego ranka zakłada marynarkę i oprowadza gości wśród Bugatti, Bentleyów i innych samochodów z zupełnie innego końca kolekcjonerskiego świata.

W 2022 roku firma Hagerty zawarła umowę licencyjną na produkcję Concours d’Lemons, a Alan Galbraith dołączył do jej zespołu. Format, który zdążył już wcześniej pojawić się poza Kalifornią, zaczął później regularnie towarzyszyć także innym dużym imprezom motoryzacyjnym, między innymi w Detroit, Chattanooga oraz przy Cobble Beach w Kanadzie.

Dlaczego to działa

Wielu odwiedzających znało kiedyś Pinto, Gremlina, starego Volvo czy kiepskiego Fiata znacznie lepiej niż jakiegokolwiek Ferrari stojącego na trawniku w Pebble Beach. Andy Reid, dziennikarz motoryzacyjny i sędzia obecny przy tej imprezie od pierwszej edycji, zwraca uwagę, że część aut na Concours d’Lemons jest w rzeczywistości rzadsza niż eksponaty z Pebble Beach, bo po prostu prawie nikt ich nie kolekcjonował.

Galbraith podsumowuje to prościej. Ludzie są tak samo przywiązani do swojego Pinto, jak bywalcy Pebble Beach do swojego Ferrari, a jeśli ktoś wyjdzie z imprezy uśmiechnięty i z dobrą historią do opowiedzenia, to znaczy, że wszystko poszło zgodnie z planem. I dlatego żart wymyślony w 2009 roku wciąż działa.

Galeria z oficjalnej strony imprezy: https://24hoursoflemons.com/2025-california-concours-dlemons-winner-and-photos/

Dołącz do dyskusji

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0 0 votes
Article Rating