a

Mercedes Klasy G Edition „Stronger Than The 1980s” – nowy rozdział legendy z lat 80.

Oldschoolowy twardziel z duszą legendy!
klasykami.pl
18 kwietnia, 2025

Są samochody, które zmieniają się z każdą generacją – stają się bardziej opływowe, bardziej ekologiczne, bardziej „na czasie”. I jest Klasa G – maszyna, która przez cztery dekady nie miała potrzeby, by drastycznie się zmieniać. Ona po prostu była i nadal wygląda jak pancerna kostka cukru. Teraz wraca w wersji limitowanej, która sprawia wrażenie, jakby przeskoczyła przez tunel czasoprzestrzenny prosto z 1985 roku, zabierając ze sobą kratkowane fotele, stary lakier i więcej charakteru niż cały katalog SUV-ów premium razem wzięty.

„Stronger Than The 1980s” – brzmi trochę jak tytuł płyty rockowego zespołu. Tak, to oficjalna nazwa modelu. I trzeba przyznać, że jest w tym sporo prawdy, bo ten limitowany wóz wygląda zjawiskowo. Znaczy, wygląda jak G-Klasa – ale w wersji, która dla kolekcjonerów będzie wyjątkowym smaczkiem.

Powstanie dokładnie 460 egzemplarzy – liczba nieprzypadkowa, bo to ukłon w stronę oryginalnego modelu W460, od którego wszystko się zaczęło. Cena? 160 055 euro, czyli około 690 tysięcy złotych. Dużo? Oczywiście. Ale potraktuj to jak inwestycję w emocje, historię i coś, co jeszcze przez dekady będzie jeździć, warczeć i budzić respekt – niezależnie od tego, ile iPhonów zdąży się jeszcze ukazać.

Z zewnątrz G-Wagen wygląda jak doskonale zachowany eksponat z epoki walkmana. Tylko że współczesny eksponat może być dostępny w trzech kolorach, które wręcz krzyczą „retro”: Agave Green, Colorado Beige i po prostu Cream. Nie ma tu żadnych perłowych eksperymentów ani pseudo-sportowych wstawek. To barwy, które mają duszę. Taką, która pamięta zapach wyprawy na narty i dźwięk silnika o poranku, gdy temperatura spadała poniżej zera.

A propos dźwięku – pod maską znajdziesz jednostkę, która pasuje tu jak ulał. Mercedes postawił na diesla – i słusznie. Model G 450 d napędza rzędowa szóstka o mocy 367 koni mechanicznych, wspomagana układem mild hybrid. Brzmi jak klasyczny G, ale startuje płynniej i potrafi zaskoczyć spalaniem poniżej „ciężarówkowych” norm. Jeśli ktoś marzy o jeszcze większym pazurze, może sięgnąć po G 500 z V8 – ale umówmy się: w tej edycji to diesel jest sercem prawdziwego fana.

Wnętrze? Klimat jak w salonie z końca lat 80., tylko że z klimatyzacją, elektronicznymi bajerami i systemem nagłośnienia, który nie wstydzi się wyciągnąć „Africa” Toto na pełną moc. Kratkowana tapicerka – ta prawdziwa, nie żadne stylizowane przeszycia – pokrywa fotele, jakby projektowała je ekipa od wnętrz pierwszego W460. To nie jest samochód, który musi się reklamować – on tylko przypomina, że nadal tu jest. I że nie zamierza milknąć.

Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że Mercedes nie tylko stworzył edycję kolekcjonerską – stworzył wehikuł emocji. Bo trudno nie uśmiechnąć się, patrząc na jedno ze zdjęć promocyjnych, na którym nowa G-Klasa stoi dumnie przed… oryginalnym W460 zatopionym w bloku żywicy, o którym pisaliśmy już na Klasykami – możesz o nim poczytać tutaj. Tak, w żywicy. Jakby ktoś chciał zatrzymać czas, zanim przyjdzie nowe. A może właśnie dlatego ta nowa edycja robi takie wrażenie – bo nie próbuje być współczesna. Ona po prostu pokazuje, że przeszłość może być znacznie silniejsza, niż się wydaje.

Tagi:

Dołącz do dyskusji

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0 0 votes
Article Rating