a

Klasyczne samochody w The Studio. Auta z serialu Apple TV+

Jeden z najlepszych seriali ubiegłego roku
klasykami.pl
30 czerwca, 2026

The Studio to serial o Hollywood, które kocha mówić o magii kina, ale na co dzień musi liczyć pieniądze, gasić pożary i podejmować decyzje, z których nikt nie będzie dumny. Jest w tym dużo absurdu, świetnego tempa i nerwowej komedii, ale mnie dość szybko zaczęło interesować coś jeszcze. Samochody. Klasyki, które pojawiają się w niemal każdym odcinku. Czasem tylko przez kilka sekund, ale ani przez chwilę nie sprawiają wrażenia przypadkowego tła.

Jeśli jeszcze nie znacie tego serialu, mogę napisać tylko jedno: polecam. Dajcie mu pięć minut pierwszego odcinka. Jeśli podejdzie Wam ten humor i klimat, zostaniecie do końca. Jeśli nie, możecie spokojnie odpuścić, bo od pierwszych minut do finału to dokładnie ten sam rytm, ten sam poziom absurdu i ten sam świat.

Główny bohater serialu, Matt Remick, jest świeżo wybranym szefem Continental Studios. W głębi siebie chyba sam nie wie, co robi na tym stanowisku, choć teoretycznie jest to spełnienie jego marzeń. Problem polega na tym, że w każdym odcinku wygląda jak człowiek, który wygrał nie ten konkurs, co trzeba. Został wpuszczony do świątyni kina, a na miejscu odkrył, że ktoś już dawno wyniósł ołtarz.

Studio ma sprzedawać, ma zarabiać. To jest najważniejsze. Matt trochę to rozumie, ale z drugiej strony sam jest jakby wyrwany z innego świata. Chciałby wierzyć, że tylko on może uratować kino, które wszyscy kochali wiele lat temu. A może po prostu kino, które on sam kocha najbardziej.

Właśnie dlatego klasyczne auta pasują do niego tak dobrze. Współczesne Hollywood mieli Matta na pył. Klasyczne samochody pozwalają mu przez chwilę udawać, że nadal prowadzi.

Co ważne, te samochody nie są tylko statycznymi rekwizytami ustawionymi pod kamerę. Aktor Seth Rogen sam prowadzi auta. Najlepiej widać to w odcinku „The Oner”, w którym Matt i Sal jadą Studebakerem pod dom, a cała scena podporządkowana jest rytmowi długiego ujęcia. Jeśli coś szło nie tak, Rogen musiał cofać samochód po wąskim, krętym podjeździe, żeby przygotować się do kolejnego podejścia. Według relacji z planu robił to bez większego problemu, choć Ike Barinholtz, siedzący obok, miał przeżywać te manewry znacznie mniej spokojnie. MGB, Studebaker, Corvette czy Porsche 356 nie są tylko ładną dekoracją. Poruszają się razem z bohaterami i stają się częścią rytmu serialu.

MGB Roadster. Pierwszy klasyk Matta Remicka

Motoryzacyjna warstwa The Studio zaczyna się od MG B Roadstera. Matt Remick jeździ nim już w pierwszym odcinku i trudno uznać ten wybór za przypadkowy. Na ulicach Los Angeles niewielki brytyjski roadster wygląda inaczej niż wszystko, czego spodziewalibyśmy się po szefie dużego studia filmowego.

MG B produkowano od 1962 roku i przez lata był jednym z najpopularniejszych brytyjskich roadsterów. W serialu widzimy egzemplarz z końca lat 60. albo początku 70. Wskazuje na to między innymi deska rozdzielcza stosowana w wersjach na rynek amerykański, nazywana „Abingdon Pillow”. Uwagę zwracają też lusterka na błotnikach, dodatkowe światła przeciwmgielne i kolor, który nie jest najbardziej oczywistym wyborem dla tego modelu.

Studebaker Lark Convertible. Ameryka spoza głównego nurtu

W drugim odcinku pojawia się Studebaker Lark Convertible. I to jest już dużo ciekawszy wybór niż kolejny Mustang czy Cadillac. Studebaker był marką z długą historią, ale w powojennej Ameryce coraz trudniej było mu konkurować z gigantami z Detroit. Lark miał być próbą ucieczki do przodu: mniejszy, bardziej poręczny i skromniejszy od typowych amerykańskich samochodów przełomu lat 50. i 60.

W The Studio Studebaker pojawia się w już wspomnianym odcinku „The Oner”, czyli w jednym z najlepszych epizodów sezonu. Całość kręci się wokół sceny realizowanej bez cięcia, a sam odcinek również bawi się formą długiego ujęcia. Samochód jest częścią tego nerwowego rytmu. Matt i Sal przemieszczają się nim na plan, aby pod koniec odcinka uciec z niego jak najszybciej. Można napisać, że  to klasyk mniej plakatowy.

Apollo 5000 GT. Kilka sekund i jeden z najlepszych smaczków

W tym samym odcinku pojawia się jeszcze Apollo 5000 GT. Jeśli ktoś mrugnął, mógł go przegapić. Auto nie dostaje żadnej wielkiej sceny. Dopiero pod koniec mamy nieco dłuższe ujęcie, choć nadal mówimy raczej o kilku sekundach niż o pełnoprawnej scenie z samochodem.

Nawet gdyby Apollo dostało więcej czasu na ekranie, większość widzów prawdopodobnie i tak nie wiedziałaby, na co patrzy. To mało rozpoznawalne auto, ale właśnie dlatego jest jednym z najlepszych motoryzacyjnych smaczków w całym serialu.

Apollo GT było włosko-amerykańskim projektem z początku lat 60. Nadwozie powstawało we Włoszech, w turyńskiej Intermeccanice, a mechanika pochodziła z USA. Pod maską pracował silnik V8 Buicka. Pomysł był prosty i bardzo kuszący: włoska sylwetka, amerykański napęd, gran turismo bez przesadnej egzotyki technicznej.

Łącznie powstało około 88 egzemplarzy całej rodziny Apollo GT, obejmującej różne wersje. Prawdziwy biały kruk.

Chevrolet Corvette C1 z 1953 roku. Początek historii

Kolejny mocny punkt to Chevrolet Corvette C1, opisywany w serialu jako egzemplarz z 1953 roku. W The Studio pojawia się w odcinku, który mocno nawiązuje do kina noir, co dobrze pasuje do samochodu z początku lat 50. To właśnie wtedy Chevrolet próbował stworzyć własny, amerykański samochód sportowy.

Rocznik 1953 jest bardzo konkretny. Powstało tylko 300 egzemplarzy, wszystkie w kolorze Polo White i z czerwonym wnętrzem. Produkcja ruszyła we Flint w stanie Michigan, właściwie ręcznie, na pilotażowej linii produkcyjnej.

Dzisiaj pierwsza Corvette ma status samochodu kolekcjonerskiego, ale na starcie nie była jeszcze dopracowaną maszyną sportową. Była raczej odważnym eksperymentem. Amerykański rynek dopiero uczył się idei dwumiejscowego roadstera, a Chevrolet sprawdzał, czy taka konstrukcja w ogóle ma sens po tej stronie Atlantyku.

Alfa Romeo Spider Duetto i Porsche 356

Później dostajemy Alfę Romeo Spider Duetto. Czerwony roadster pojawia się w serialu i od razu wiadomo, że to nie jest przypadkowy wybór. Alfa Spider od dawna ma mocny związek z kinem, przede wszystkim dzięki Absolwentowi. To właśnie takim modelem jeździł Dustin Hoffman.

Spider Duetto został zaprezentowany w 1966 roku podczas Geneva International Motor Show. Nadwozie zaprojektowała Pininfarina. Pierwszą serię, ze względu na charakterystyczne zaokrąglenia, nazywano „Osso di seppia”, czyli „kością mątwy”.

W zestawie klasyków z The Studio pojawia się również Porsche 356 Speedster. To samochód, który szczególnie dobrze pasuje do kalifornijskiego tła. Porsche 356 było pierwszym seryjnym modelem marki i w pierwszych latach korzystało z rozwiązań wywodzących się z Volkswagena, choć Porsche szybko rozwijało je po swojemu.

Speedster pojawił się w 1954 roku po sugestii amerykańskiego importera Maxa Hoffmanna, który widział w USA miejsce na prostszą i tańszą odmianę 356. Auto miało niższą szybę, skromniejsze wyposażenie, lekkie kubełkowe fotele i bardziej surowy charakter niż komfortowe odmiany cabriolet.

Klasyki jako drugi plan

Choć wszystkie te samochody pojawiają się dosłownie na chwilę, trudno potraktować je jako przypadkowe tło. W The Studio są ważną częścią drugiego planu. Bez nich odbiór historii i samego Matta Remicka byłby po prostu inny.

Najłatwiej byłoby napisać, że samochody w The Studio są listem miłosnym do dawnego Hollywood. Ale chyba ciekawsze jest to, że one mówią przede wszystkim o samym Mattcie.

„Wydajesz miliony dolarów na klasyczne samochody i farbujesz te swoje pieprzone włosy. Co się dzieje?”

Miłość Matta do klasyków mówi o nim więcej, niż mogłoby się wydawać. To nie tylko kaprys bogatego szefa studia, ale sposób, w jaki sam siebie widzi: jako człowieka nie z tych czasów. Kogoś, kto wciąż wierzy w magię dawnego Hollywood.

Może to kryzys. Może ucieczka od rzeczywistości. Ale trudno go nie rozumieć. Mając taką pensję, kto z nas nie chciałby codziennie jeździć innym klasykiem?

Tagi:

Dołącz do dyskusji

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0 0 votes
Article Rating