a

Ford

Ford Motor Company zmienił motoryzację nie dzięki luksusowi, lecz dzięki linii montażowej – to właśnie ta firma jako pierwsza wdrożyła ją na masową skalę przy produkcji modelu T, czyniąc samochód dobrem dostępnym dla przeciętnego Amerykanina. Późniejszy Mustang stworzył cały segment pony car, a GT40 pokonało Ferrari w Le Mans po nieudanych rozmowach o przejęciu włoskiej marki. Równolegle europejskie oddziały Forda budowały odrębną tożsamość poprzez Capri, Escorty RS i Sierrę Cosworth. Ta strona gromadzi artykuły Klasykami.pl o klasycznych Fordach – amerykańskich i europejskich, drogowych i wyścigowych.

Ford Granada

Ford Granada

[cherry_row]

[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”6″]

Dzisiaj o Grandzie, a raczej Granadzie. Prawie jak granat choć za czasów świetności granatem nie był. Za wieczorne wpisy wrzucane w Sobotę nie biorę odpowiedzialności.

Galeria Forda dostępna tutaj: https://klasykami.pl/galeria/ford-granada/

Rozpoczniemy mądrością – lubimy szufladkować auta. Dziękuje, do widzenia… Znaczy ze wszystkim tak jest no ale ja tutaj o klasykach. Widząc dany samochód, nawet nie wiedząc o tym, gdzieś w podświadomości już jest przypisany do konkretnego człowieka – nastolatek, emeryt, gangster, ksiądz, miliarder, biedak i tak dalej. Przykładowo, najlepszą marką jaką można tutaj wymienić jest BMW. Osobiście stare beemki bardzo lubię i nie chcę się narażać, ale bywa tak, że auta tej marki są postrzegane jako te, które parkują a) na wiejskich dyskotekach b) w wiejskich rowach c) przydrożnych wiejskich drzewach. Ja tak nie uważam, po prostu są pewne stereotypy – często błędne, no ale Panie! Z tym się nie da walczyć. Właściwie do czego zmierzam – są również takie autka, które (i piszę tutaj wyłącznie o sobie) ciężko mi przypiąć do danego kierowcy. Tak samo dobrze wygląda w nich budowlaniec wsiadający po całym dniu pracy bez przebrania się oraz młody rekin biznesu z wielkiego miasta. Serio! Takie auta istnieją, co prawda w mojej głowie, ale jednak. Do tej elitarnej grupy zalicza się Ford Granada albo inaczej Consul. Trochę namieszali z tymi nazwami albo ja tego nie zrozumiałem. Zastanówcie się sami! Czy Jaguarem XJ byście wieźli cement czy gips? NIE! A Granadą to bym konary w lesie na dach wrzucał, a wieczorem na kolacje i do kina skoczył. Tak go postrzegam. Uniwersum Granadus dla lubiących klasyki jak to starożytni nazywali.

IMG_0523

Wiecie co jest jeszcze fajne w tych autach? Ogólnie w starych fordach z lat 70. Są rzadkie, nawet bardzo i do tego w miarę tanie. Właściwie nie w miarę – to chyba jedne z tańszych klasyków za którym obejrzymy się na ulicy. Granada jakoś nigdy nie cieszyła się ogromną popularnością, nawet wtedy kiedy była wozem 10 letnim do codziennej jazdy na rynku wtórnym. Jeździł do zdechnięcia i los jego kończył się marnie. Zawsze miałem taki pogląd na ten stan rzeczy. Kolejną przyczyną jest trudna dostępność części. Nie wszystkich ale jednak w niektórych przypadkach może być naprawdę ciężko.

IMG_0588

Pierwsza Granada była produkowana od 1972 roku. Model ten miał zastąpić dwa auta. Pierwszym był Ford Zephyr, który wyglądał jak mały amerykaniec z lat 50. Ostatnia generacja już była nieco kanciasta i jak dla mnie jest brzydka. Patrząc na jej przód nie wiem co myśleć, jedynie przychodzą mi na myśl psychodeliczne wizje o których raczej nie będę pisał. Zephyr był Fordem „Brytyjskim” tak jak Zodiac, który był Zephyrdem… żartownisie z tymi nazwami w Fordzie. Drugim autem, który miał być zastąpiony przez Granadę to Ford Taunus sprzed 72 roku. Mądrym ludziom z Forda głównie chodziło o ujednolicenie oferty marki w europie. Tak ujednolicili, że samochód był produkowany w dwóch fabrykach – w Anglii oraz na zachodzie Niemiec w Kolonii. W 1977 roku zakończono produkcję w angielskiej fabryce i samochód był wytwarzany jedynie w Niemczech.

A o co chodzi z tymi nazwami? Consul był tańszą wersją modelu Granada. W 75 roku bez żadnych udziwnień zniknęło nazewnictwo Konsul i od tej pory samochód miał nazwę Granada.

IMG_0809

Auto ze zdjęć pochodzi z 1976 roku i Mariusz – właściciel – posiada go jakieś 10 lat. Silnik V4 pojemność 1,7. Zapewne myślicie ŁAAAAAŁ, silnik V!!! Ochłońcie. Nie brzmi to jak V8 ale też nie jest to kosiarka, która poci się przy rozpędzaniu spod świateł. Jeśli jesteśmy przy silnikach dopowiem, że były dwie jednostki V4, pierwsza to właśnie pojemność 1700, druga V’ka to pojemność 2 litry. Montowano również 2,3, 2,5 oraz 3 litrowe V6, ten ostatni otrzymał chlubny dodatek do nazwy – GT. Dalej w silnikach można było wybrać także rzędową, czterocylindrową jednostkę o pojemności 2 litrów. Czy bym go chciał? Myślę, że tak ale jak pisałem na początku – woził bym nim wszystko, wjeżdżał wszędzie. JA TU NIE WJADĘ?! Redukcja na dwójkę i gaz w podłogę – widzę to oczyma wyobraźni.

[FinalTilesGallery id='2']

Granada to naprawdę ciekawy klasyk, który dzisiaj jest rzadko spotykany nawet na zlotach aut zabytkowych. Wśród wszędzie panujących mercedesów czy bmw, stary Ford może być ciekawą odskocznią od tych wszystkich znanych i popularnych klasyków. Na pewno zaletą jest fakt, że cenowo nie zniszczy waszego portfela, a na ulicy będzie zwracał na siebie uwagę jak mało który klasyk w tej cenie.

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[/cherry_row]

BULLITT 1968

BULLITT 1968

[cherry_row]

[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”6″]

W scenariuszu były napisane aż dwa słowa „pościg samochodowy”. Ostatecznie powstała jedna z lepszych scen tego typu w historii kina.

Bullitt w moim zestawieniu filmowym zajmuje wysoką pozycje. Pościg znam na pamięć – to była kwestia czasu abym coś nabazgrał na ten temat. Film również lubię ze względu na samego Mcqueena. Dla mnie postać wyjątkowa ale o nim innym razem.

Choć film dzisiaj to legenda nie oszukujmy się co do jednego – fabuła i scenariusz nie jest mocną stroną tej produkcji. Nawet dzisiaj ciężko nadążyć za Bullittem i zrozumienie wszystkiego na koniec filmu jest wyzwaniem. Posklejać wszystko do kupy jest prawie niemożliwe. Sam Peter Yates – reżyser – w wywiadach mówił, że scenariusz był okropny i bezsensu. Robert Vaughn, który gra w filmie podobno odsyłał scenariusz kilka razy zanim zgodził się zagrać w filmie. Myślę, że Bullitt powinien być oglądany nieco inaczej. Może to się wydać trochę dziwne ale widz powinien zapomnieć o przedstawionej historii, a skupić się na tym jak film prezentuje się od strony wizualnej. Bullitt jest naprawdę świetnie nakręcony, a jeszcze lepiej zagrany. I co ważne – pierwszy raz w historii kina pojawia się pościg samochodowy. Pierwszy raz ale poprzeczka jest zawieszona wysoko. Jaka była recepta na sukces tej sceny?

Autentyzm – to główna zaleta, również samego filmu. Charger naprawdę pali gumę i nie wyrabia na zakręcie. Wszystko jest prawdziwe. Widz w żadnym momencie nie jest oszukiwany. Są różnorakie sztuczki filmowe z tamtych lat ale oba auta naprawdę są rozgrzane do czerwoności, a kiedy wyjeżdżają za miasto rzeczywiście osiągają prędkości 190-200 na godzinę.

Steve Mcqueen miał podpisany kontrakt na 7 filmów z Warner Bros. Bullitt postanowił wykonać jako pierwszy i można się domyślać, że „pościg” w scenariuszu zaważył na tej decyzji. Nie jest prawdą, że Mcqueen sam wybrał Mustanga do filmu. Można zauważyć, że całość jest zmonopolizowana przez samochody marki Ford. Warto dodać, że zamiast Chargera miał się pojawić Ford Galaxy ale podobno był za ciężki. Jeśli chodzi o Mustanga mamy ich 2 sztuki w filmie. Jeden służył do scen w których główny bohater porusza się po ulicy, ot zwykłe ujęcia – wsiada, wysiada. Drugi Mustang, którego można rozpoznać po lusterku od strony kierowcy służył wyłącznie do pościgu. Dodge i Ford zostały zmodyfikowane przez kierowcę rajdowego – Max Balchowsky. Główne modyfikacje pojawiły się w zawieszeniu ponieważ ulice San Francisco okazałyby się zabójcze dla obu aut. Mustang musiał dostać również kilka koni więcej ponieważ Charger jest szybszym autem i Ford mógł zostać w tyle.

W filmie Mcqueen rzeczywiście w większości scen prowadzi Mustanga ale w niektórych scenach zostaje zastąpiony przez kaskadera – wtedy w lusterku nie widać Mcqueena. Charger jest prowadzony przez znanego kaskadera Billa Hickmana. Swoją drogą w filmie wcielił się w rolę „złego gościa” i nie wymawia ani jednego słowa. Przed rozpoczęciem kręcenia scen na ulicach miasta, Mcqueen i Hickman jeździli na opuszczone lotnisko aby jeździć w kółko. Najeżdżali na siebie z dużymi prędkościami, palili gumę – innymi słowy zabawa. Chodziło o oswojenie się z autami ale jeszcze bardziej o zbudowanie zaufania między sobą.

Jak widzimy na filmie samochody jadą naprawdę szybko co mogło być utrudnieniem w nagrywaniu. Sceny kręcono z samego Chargera oraz pojazdu, który również jest efektem modyfikacji Balchowskiego:

W tej scenie Hickmana wyrzuca z zakrętu i uderza w kamerę. W oryginale widać zakłócenia kamery w odświeżonej wersji filmu wstawiono kadr gdzie Dodge nagle znika. Mcqueen również nie zdołał wejść w zakręt co nie było zaplanowane i jest czystym przypadkiem. Dzięki temu mamy znane ujęcie z filmu gdzie Steve zabija oponę na wstecznym biegu.

Scena w której Dodge wyprzedza auta mając na ogonie Forda była niebezpieczna dla jadącego z naprzeciwka motocyklisty. W pewnym momencie kładzie motor na drodze. To Bud Ekins – ten sam gość, który robi słynny skok nad drutem kolczastym w „Wielkiej Ucieczce”. Jak mówił Ekins w tej scenie za kierownicą siedzi Mcqueen choć ubezpieczyciel nie wyraził na to zgody. Mustang wjeżdża na szerokie szutrowe pobocze gdzie obraca go o jakieś 180 stopni.

Moim zdaniem najniebezpieczniejszą sceną było wyprzedzanie aut z prawej strony na łuku drogi. Początkowo Dodge wyprzedza prawidłowo lecz jest zmuszony do wyminięcia ciężarówki z drugiej strony. Zahacza ją czego efektem jest urwanie klamki i zaplanowanie wizyty u dobrego blacharza, a następnie odbija się kilka razy od barierki co może spowodować wzrost kosztów napraw blacharskich.

W finalnej scenie Charger zostaje zepchnięty z drogi i uderza w stacje benzynową co kończy się wielkim wybuchem. Znaczy tak miało być ponieważ samochód nie trafia w stację. Dodge był doczepiony do Mustanga. W odpowiednim czasie należało zwolnić zaczepy aby Charger wjechał w cel. Zadanie było bardzo trudne i efekt końcowy jest taki jaki jest. Na filmie widać wspomniany zaczep na zderzaku mustanga.

W filmie oczywiście pojawia się kilka błędów. Charger gubi kołpaki ze 100 razy, dwa razy oglądamy tą samą scenę w przedziale około 30 sekund tylko, że z innego ujęcia. Myślę jednak, że ten pościg jest jednym z lepszych w historii kina. Receptą na sukces był brak komputera, który w rękach amerykanów przy realizacji filmów może być nieobliczalny oraz najważniejsze – postawiono nacisk na pokazanie umiejętności kierowców bez żadnych historii typu „a teraz rozwalimy 8 aut, które wjadą w siebie bez jakiegokolwiek sensu”. Autentyzm i Umiejętności Kierowców = dobre kino.

Co się stało z autami po filmie? Charger istnieje i podobno jest gdzieś wyremontowany. Jeden Mustang został zniszczony, drugi został sprzedany po filmie policjantowi z SF, który odsprzedał auto po kilku latach. W kwietniu 2010 roku w gazecie Mustang Enthusiast ukazała się publikacja w której autor artykułu odwiedza tego Pana i rozmawiają o aucie. Później już historia mustanga jest owiana różnymi legendami. Rzekomo auto stoi gdzieś w stodole, gdzie indziej można przeczytać, że jest remontowane. Kiedyś zapewne wypłynie lub wypłynie to co po nim zostało. W 77 roku Mcqueen starał się odkupić mustanga, niestety po 3 latach zmarł.

steveletter

Na koniec zdjęcie z planu filmowego wykonane na parkingu gdzie w filmie, Frank Bullitt zauważa Chargera . W tle czarny charakter.

stfrsb1

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[/cherry_row]

Firma, która zmieniła przemysł, zanim zmieniła samochód

Ford Motor Company, założony przez Henry’ego Forda w 1903 roku, zajmuje w historii motoryzacji miejsce szczególne nie ze względu na luksus czy osiągi, lecz dlatego, że to właśnie ta firma jako pierwsza na masową skalę wdrożyła ruchomą linię montażową, uruchomioną w 1913 roku przy produkcji modelu T. Ta zmiana, dziś oczywista, w tamtym czasie zrewolucjonizowała cały przemysł – skróciła czas budowy pojedynczego samochodu z kilkunastu godzin do niespełna dwóch, co pozwoliło drastycznie obniżyć cenę i uczynić samochód dobrem dostępnym dla przeciętnego Amerykanina, a nie wyłącznie dla zamożnej elity. Model T, produkowany w latach 1908–1927 w liczbie ponad piętnastu milionów egzemplarzy, bywa dziś traktowany bardziej jako artefakt historyczny niż przedmiot kolekcjonerski w sensie emocjonalnym, ale jego znaczenie dla całej branży trudno przecenić – to właśnie ten samochód, w połączeniu z filozofią produkcji masowej, ukształtował Amerykę jako społeczeństwo zmotoryzowane na dekady przed Europą. Warto zaznaczyć, że sam Henry Ford był postacią kontrowersyjną i skomplikowaną – z jednej strony wizjonerem produkcji masowej, który jako jeden z pierwszych przemysłowców wprowadził ośmiogodzinny dzień pracy i podwoił płace robotników, uznając, że dobrze opłacony pracownik sam stanie się klientem fabryki, z drugiej strony postacią, której poglądy w innych obszarach życia publicznego budziły i wciąż budzą poważne zastrzeżenia. Ta złożoność, choć wykracza poza samą motoryzację, jest częścią pełnego obrazu firmy i jej początków.

Mustang i narodziny pony car

Zupełnie inny rozdział w historii marki otworzył Mustang, zaprezentowany w kwietniu 1964 roku i uznawany za twórcę całego segmentu pony car – przystępnych cenowo, sportowo stylizowanych coupe i kabrioletów, budowanych na bazie tańszych podzespołów, ale sprzedawanych w atrakcyjnej, dynamicznej formie. Sukces sprzedażowy pierwszego Mustanga, który w ciągu pierwszego roku produkcji rozszedł się w liczbie ponad 418 tysięcy egzemplarzy, skłonił konkurencję, w tym Chevroleta z modelem Camaro oraz Plymoutha z Barracudą, do stworzenia własnych odpowiedzi na ten segment, co zapoczątkowało jedną z najbardziej rozpoznawalnych rywalizacji w historii amerykańskiej motoryzacji. Mustang przechodził przez kolejne dekady istotne przemiany stylistyczne i techniczne – od stosunkowo oszczędnej pierwszej generacji, przez coraz większe i cięższe modele lat 70., naznaczone kryzysem paliwowym i zaostrzającymi się normami emisji, aż po powrót do sportowego charakteru w kolejnych odsłonach. Wersje Shelby GT350 i GT500, przygotowywane we współpracy z Carrollem Shelbym, znanym wcześniej z projektu AC Cobra, dodały modelowi dodatkową warstwę wyścigowej wiarygodności i dziś należą do najbardziej pożądanych wariantów pierwszej generacji. GT40 i pojedynek z Ferrari Równolegle Ford rozwijał program wyścigowy, którego kulminacją stało się GT40 – samochód zbudowany specjalnie po to, by pokonać Ferrari w wyścigu 24h Le Mans, po tym jak rozmowy o przejęciu włoskiej marki przez Forda zakończyły się fiaskiem w 1963 roku. GT40 odniósł ten cel, wygrywając Le Mans czterokrotnie z rzędu w latach 1966–1969, w tym w 1966 roku podwójnym, kontrowersyjnym finiszem trzech samochodów obok siebie, zaaranżowanym przez fabryczny zespół. Ta rywalizacja Ford kontra Ferrari, dziś dobrze znana szerszej publiczności także dzięki filmowi fabularnemu poświęconemu tamtym wydarzeniom, pozostaje jednym z najczęściej przywoływanych i najlepiej udokumentowanych epizodów w całej historii motorsportu.

Europejska tożsamość marki

W Europie Ford budował zupełnie inną, choć równie istotną tożsamość, głównie za sprawą swoich brytyjskich i niemieckich oddziałów. Modele takie jak Escort, Capri czy Cortina zdobywały popularność zarówno jako samochody rodzinne, jak i podstawa do budowy wersji sportowych, w tym Escortów RS przygotowywanych do rajdów. Capri, reklamowany hasłem „samochód, jakiego zawsze chciałeś”, łączył przystępną cenę z proporcjami zapożyczonymi wizualnie od amerykańskiego Mustanga, co czyniło go jednym z najbardziej pożądanych europejskich coupe lat 70. Ford Escort RS1800 i RS Cosworth zbudowały markę jako poważnego gracza w rajdach, w tym w Rajdowych Mistrzostwach Świata, gdzie zespoły fabryczne i prywatne odnosiły sukcesy przez kolejne dekady, aż po erę Grupy B, uznawaną dziś za najbardziej ekstremalny i najbardziej niebezpieczny okres w historii tej dyscypliny. Sierra RS Cosworth, wprowadzona w połowie lat 80., stała się z kolei jednym z symboli brytyjskiej sceny modyfikacji i rajdów samochodowych, dzięki turbodoładowanemu silnikowi opracowanemu we współpracy z Cosworth Engineering. Osobnym, coraz częściej przywoływanym wątkiem jest historia Forda RS200 – homologacyjnego samochodu zbudowanego z myślą o rajdach Grupy B, z napędem na cztery koła i silnikiem umieszczonym centralnie, co czyniło go konstrukcyjnie zupełnie odmiennym od typowych, przednionapędowych modeli marki tamtego okresu i bliższym rozwiązaniom stosowanym wówczas w samochodach czysto wyścigowych, a nie homologowanych wersjach drogowych ówczesnych rywali z segmentu rajdowego. Po zakończeniu ery Grupy B w 1986 roku, wywołanym serią tragicznych wypadków, RS200 stał się rzadkim, pożądanym reliktem epoki, w której producenci rajdowi nie ograniczali się praktycznie żadnymi regulacjami technicznymi. Nie można też pominąć roli Forda w rozwoju silników wyścigowych poprzez markę Cosworth, z którą firma współpracowała przy wielu projektach, od wspomnianej Sierry po legendarny silnik DFV, stosowany przez dekady w Formule 1 przez wiele różnych zespołów, nie tylko powiązanych bezpośrednio z Fordem. Ta współpraca pokazuje, jak głęboko techniczne DNA marki przenikało do sportów motorowych na wielu poziomach, znacznie szerszych niż tylko własny program fabryczny, obejmujących zespoły prywatne i konstruktorów niezwiązanych bezpośrednio z Fordem, ale korzystających z jego jednostek napędowych przez kolejne dekady rywalizacji na torach wyścigowych całego świata.

Rynek kolekcjonerski i muscle car

Na rynku kolekcjonerskim klasyczne Fordy zajmują specyficzną, dwutorową pozycję. Z jednej strony mamy modele amerykańskie, w tym wczesne Mustangi z lat 60., które od dawna cieszą się ugruntowaną pozycją wśród kolekcjonerów muscle carów i osiągają stabilne, choć rzadziej rekordowe ceny w porównaniu z markami europejskimi. Z drugiej strony rośnie zainteresowanie europejskimi youngtimerami marki, w tym Sierrą Cosworth, Escortem RS oraz Capri, których ceny w ostatnich latach systematycznie rosną wraz z coraz mniejszą liczbą zachowanych, nietkniętych egzemplarzy. Fordowi zawdzięczamy też jeden z najbardziej charakterystycznych wątków w historii amerykańskiej motoryzacji lat 60. i 70. – rozwój segmentu muscle car, w którym obok Mustanga funkcjonowały modele takie jak Torino czy Fairlane w wersjach z dużymi silnikami V8. To właśnie w tym okresie Ford, podobnie jak konkurenci z Detroit, ścigał się przede wszystkim na papierze specyfikacji technicznych, oferując coraz mocniejsze silniki w relatywnie niedrogich, seryjnych nadwoziach. Warto również wspomnieć o roli Forda w rozwoju samochodów użytkowych i terenowych, w tym modelu Bronco, wprowadzonego w 1965 roku jako odpowiedź na rosnącą popularność Jeepa, a dziś odzyskującego status pożądanego klasyka wraz z ogólnym wzrostem zainteresowania samochodami terenowymi sprzed dekad.

Ford jako firma globalna, a nie jednolita marka

Warto również przyjrzeć się temu, jak różnie rozwijały się poszczególne oddziały Forda na świecie, funkcjonujące przez większość XX wieku niemal jako osobne firmy z własnymi zespołami projektowymi. Ford Europe, obejmujący brytyjski Ford of Britain oraz niemiecki Ford-Werke, przez dekady tworzył modele dopasowane do lokalnych gustów i przepisów, wyraźnie różniące się stylistycznie i mechanicznie od amerykańskiej oferty marki, mimo wspólnego logo na masce. Dopiero pod koniec XX wieku firma zaczęła konsekwentnie ujednolicać swoją globalną ofertę w ramach strategii określanej jako „Ford 2000″, co dla kolekcjonerów oznacza dziś, że wiele europejskich modeli marki z lat 70. i 80. nie miało bezpośrednich odpowiedników po drugiej stronie Atlantyku i pozostaje ciekawostką rozpoznawalną głównie w Europie.

Czym interesuje się Klasykami.pl

W tekstach Klasykami.pl o Fordzie staramy się unikać sprowadzania marki wyłącznie do Mustanga i GT40, choć oba te modele słusznie zajmują centralne miejsce w jej historii. Interesują nas europejskie odgałęzienia marki, mniej oczywiste modele rajdowe oraz sposób, w jaki różne oddziały Forda na świecie rozwijały odrębne, choć powiązane ze sobą tożsamości techniczne i stylistyczne. Ciekawi nas też to, jak decyzje podejmowane pierwotnie z myślą o homologacji sportowej – jak w przypadku RS200 czy Sierry Cosworth – z czasem przekładały się na status tych modeli jako pełnoprawnych klasyków, niezależnie od pierwotnego, czysto praktycznego celu ich powstania. Poniżej znajdziesz artykuły Klasykami.pl poświęcone klasycznym Fordom, ich europejskim i amerykańskim odmianom oraz youngtimerowym następcom najważniejszych modeli marki, opisywanych przez nas z uwzględnieniem lokalnego kontekstu, w jakim powstawały.