Amerykańska motoryzacja
Amerykańska motoryzacja od samego początku swojego istnienia rozwijała się w warunkach fundamentalnie odmiennych od europejskich – ogromny rynek wewnętrzny oraz kultura kładąca nacisk na indywidualną mobilność sprawiły, że Stany Zjednoczone jako pierwsze na świecie doświadczyły masowej motoryzacji społeczeństwa. Henry Ford i linia montażowa modelu T zapoczątkowały tę rewolucję, a Detroit stało się synonimem produkcji masowej dzięki Wielkiej Trójce. Segment muscle car z przełomu lat 60. i 70. reprezentuje najbardziej rozpoznawalny rozdział amerykańskiej motoryzacji. Na tej stronie zbieramy artykuły Klasykami.pl o amerykańskiej motoryzacji i klasycznych samochodach amerykańskich.
Ford Granada
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”6″]
Dzisiaj o Grandzie, a raczej Granadzie. Prawie jak granat choć za czasów świetności granatem nie był. Za wieczorne wpisy wrzucane w Sobotę nie biorę odpowiedzialności.
Galeria Forda dostępna tutaj: https://klasykami.pl/galeria/ford-granada/
Rozpoczniemy mądrością – lubimy szufladkować auta. Dziękuje, do widzenia… Znaczy ze wszystkim tak jest no ale ja tutaj o klasykach. Widząc dany samochód, nawet nie wiedząc o tym, gdzieś w podświadomości już jest przypisany do konkretnego człowieka – nastolatek, emeryt, gangster, ksiądz, miliarder, biedak i tak dalej. Przykładowo, najlepszą marką jaką można tutaj wymienić jest BMW. Osobiście stare beemki bardzo lubię i nie chcę się narażać, ale bywa tak, że auta tej marki są postrzegane jako te, które parkują a) na wiejskich dyskotekach b) w wiejskich rowach c) przydrożnych wiejskich drzewach. Ja tak nie uważam, po prostu są pewne stereotypy – często błędne, no ale Panie! Z tym się nie da walczyć. Właściwie do czego zmierzam – są również takie autka, które (i piszę tutaj wyłącznie o sobie) ciężko mi przypiąć do danego kierowcy. Tak samo dobrze wygląda w nich budowlaniec wsiadający po całym dniu pracy bez przebrania się oraz młody rekin biznesu z wielkiego miasta. Serio! Takie auta istnieją, co prawda w mojej głowie, ale jednak. Do tej elitarnej grupy zalicza się Ford Granada albo inaczej Consul. Trochę namieszali z tymi nazwami albo ja tego nie zrozumiałem. Zastanówcie się sami! Czy Jaguarem XJ byście wieźli cement czy gips? NIE! A Granadą to bym konary w lesie na dach wrzucał, a wieczorem na kolacje i do kina skoczył. Tak go postrzegam. Uniwersum Granadus dla lubiących klasyki jak to starożytni nazywali.

Wiecie co jest jeszcze fajne w tych autach? Ogólnie w starych fordach z lat 70. Są rzadkie, nawet bardzo i do tego w miarę tanie. Właściwie nie w miarę – to chyba jedne z tańszych klasyków za którym obejrzymy się na ulicy. Granada jakoś nigdy nie cieszyła się ogromną popularnością, nawet wtedy kiedy była wozem 10 letnim do codziennej jazdy na rynku wtórnym. Jeździł do zdechnięcia i los jego kończył się marnie. Zawsze miałem taki pogląd na ten stan rzeczy. Kolejną przyczyną jest trudna dostępność części. Nie wszystkich ale jednak w niektórych przypadkach może być naprawdę ciężko.

Pierwsza Granada była produkowana od 1972 roku. Model ten miał zastąpić dwa auta. Pierwszym był Ford Zephyr, który wyglądał jak mały amerykaniec z lat 50. Ostatnia generacja już była nieco kanciasta i jak dla mnie jest brzydka. Patrząc na jej przód nie wiem co myśleć, jedynie przychodzą mi na myśl psychodeliczne wizje o których raczej nie będę pisał. Zephyr był Fordem „Brytyjskim” tak jak Zodiac, który był Zephyrdem… żartownisie z tymi nazwami w Fordzie. Drugim autem, który miał być zastąpiony przez Granadę to Ford Taunus sprzed 72 roku. Mądrym ludziom z Forda głównie chodziło o ujednolicenie oferty marki w europie. Tak ujednolicili, że samochód był produkowany w dwóch fabrykach – w Anglii oraz na zachodzie Niemiec w Kolonii. W 1977 roku zakończono produkcję w angielskiej fabryce i samochód był wytwarzany jedynie w Niemczech.
A o co chodzi z tymi nazwami? Consul był tańszą wersją modelu Granada. W 75 roku bez żadnych udziwnień zniknęło nazewnictwo Konsul i od tej pory samochód miał nazwę Granada.

Auto ze zdjęć pochodzi z 1976 roku i Mariusz – właściciel – posiada go jakieś 10 lat. Silnik V4 pojemność 1,7. Zapewne myślicie ŁAAAAAŁ, silnik V!!! Ochłońcie. Nie brzmi to jak V8 ale też nie jest to kosiarka, która poci się przy rozpędzaniu spod świateł. Jeśli jesteśmy przy silnikach dopowiem, że były dwie jednostki V4, pierwsza to właśnie pojemność 1700, druga V’ka to pojemność 2 litry. Montowano również 2,3, 2,5 oraz 3 litrowe V6, ten ostatni otrzymał chlubny dodatek do nazwy – GT. Dalej w silnikach można było wybrać także rzędową, czterocylindrową jednostkę o pojemności 2 litrów. Czy bym go chciał? Myślę, że tak ale jak pisałem na początku – woził bym nim wszystko, wjeżdżał wszędzie. JA TU NIE WJADĘ?! Redukcja na dwójkę i gaz w podłogę – widzę to oczyma wyobraźni.
[FinalTilesGallery id='2']
Granada to naprawdę ciekawy klasyk, który dzisiaj jest rzadko spotykany nawet na zlotach aut zabytkowych. Wśród wszędzie panujących mercedesów czy bmw, stary Ford może być ciekawą odskocznią od tych wszystkich znanych i popularnych klasyków. Na pewno zaletą jest fakt, że cenowo nie zniszczy waszego portfela, a na ulicy będzie zwracał na siebie uwagę jak mało który klasyk w tej cenie.
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Chevy Apache: renowacja pełną parą!
BULLITT 1968
[cherry_row]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”6″]
W scenariuszu były napisane aż dwa słowa „pościg samochodowy”. Ostatecznie powstała jedna z lepszych scen tego typu w historii kina.
Bullitt w moim zestawieniu filmowym zajmuje wysoką pozycje. Pościg znam na pamięć – to była kwestia czasu abym coś nabazgrał na ten temat. Film również lubię ze względu na samego Mcqueena. Dla mnie postać wyjątkowa ale o nim innym razem.
Choć film dzisiaj to legenda nie oszukujmy się co do jednego – fabuła i scenariusz nie jest mocną stroną tej produkcji. Nawet dzisiaj ciężko nadążyć za Bullittem i zrozumienie wszystkiego na koniec filmu jest wyzwaniem. Posklejać wszystko do kupy jest prawie niemożliwe. Sam Peter Yates – reżyser – w wywiadach mówił, że scenariusz był okropny i bezsensu. Robert Vaughn, który gra w filmie podobno odsyłał scenariusz kilka razy zanim zgodził się zagrać w filmie. Myślę, że Bullitt powinien być oglądany nieco inaczej. Może to się wydać trochę dziwne ale widz powinien zapomnieć o przedstawionej historii, a skupić się na tym jak film prezentuje się od strony wizualnej. Bullitt jest naprawdę świetnie nakręcony, a jeszcze lepiej zagrany. I co ważne – pierwszy raz w historii kina pojawia się pościg samochodowy. Pierwszy raz ale poprzeczka jest zawieszona wysoko. Jaka była recepta na sukces tej sceny?
Autentyzm – to główna zaleta, również samego filmu. Charger naprawdę pali gumę i nie wyrabia na zakręcie. Wszystko jest prawdziwe. Widz w żadnym momencie nie jest oszukiwany. Są różnorakie sztuczki filmowe z tamtych lat ale oba auta naprawdę są rozgrzane do czerwoności, a kiedy wyjeżdżają za miasto rzeczywiście osiągają prędkości 190-200 na godzinę.
Steve Mcqueen miał podpisany kontrakt na 7 filmów z Warner Bros. Bullitt postanowił wykonać jako pierwszy i można się domyślać, że „pościg” w scenariuszu zaważył na tej decyzji. Nie jest prawdą, że Mcqueen sam wybrał Mustanga do filmu. Można zauważyć, że całość jest zmonopolizowana przez samochody marki Ford. Warto dodać, że zamiast Chargera miał się pojawić Ford Galaxy ale podobno był za ciężki. Jeśli chodzi o Mustanga mamy ich 2 sztuki w filmie. Jeden służył do scen w których główny bohater porusza się po ulicy, ot zwykłe ujęcia – wsiada, wysiada. Drugi Mustang, którego można rozpoznać po lusterku od strony kierowcy służył wyłącznie do pościgu. Dodge i Ford zostały zmodyfikowane przez kierowcę rajdowego – Max Balchowsky. Główne modyfikacje pojawiły się w zawieszeniu ponieważ ulice San Francisco okazałyby się zabójcze dla obu aut. Mustang musiał dostać również kilka koni więcej ponieważ Charger jest szybszym autem i Ford mógł zostać w tyle.
W filmie Mcqueen rzeczywiście w większości scen prowadzi Mustanga ale w niektórych scenach zostaje zastąpiony przez kaskadera – wtedy w lusterku nie widać Mcqueena. Charger jest prowadzony przez znanego kaskadera Billa Hickmana. Swoją drogą w filmie wcielił się w rolę „złego gościa” i nie wymawia ani jednego słowa. Przed rozpoczęciem kręcenia scen na ulicach miasta, Mcqueen i Hickman jeździli na opuszczone lotnisko aby jeździć w kółko. Najeżdżali na siebie z dużymi prędkościami, palili gumę – innymi słowy zabawa. Chodziło o oswojenie się z autami ale jeszcze bardziej o zbudowanie zaufania między sobą.
Jak widzimy na filmie samochody jadą naprawdę szybko co mogło być utrudnieniem w nagrywaniu. Sceny kręcono z samego Chargera oraz pojazdu, który również jest efektem modyfikacji Balchowskiego:
W tej scenie Hickmana wyrzuca z zakrętu i uderza w kamerę. W oryginale widać zakłócenia kamery w odświeżonej wersji filmu wstawiono kadr gdzie Dodge nagle znika. Mcqueen również nie zdołał wejść w zakręt co nie było zaplanowane i jest czystym przypadkiem. Dzięki temu mamy znane ujęcie z filmu gdzie Steve zabija oponę na wstecznym biegu.
Scena w której Dodge wyprzedza auta mając na ogonie Forda była niebezpieczna dla jadącego z naprzeciwka motocyklisty. W pewnym momencie kładzie motor na drodze. To Bud Ekins – ten sam gość, który robi słynny skok nad drutem kolczastym w „Wielkiej Ucieczce”. Jak mówił Ekins w tej scenie za kierownicą siedzi Mcqueen choć ubezpieczyciel nie wyraził na to zgody. Mustang wjeżdża na szerokie szutrowe pobocze gdzie obraca go o jakieś 180 stopni.
Moim zdaniem najniebezpieczniejszą sceną było wyprzedzanie aut z prawej strony na łuku drogi. Początkowo Dodge wyprzedza prawidłowo lecz jest zmuszony do wyminięcia ciężarówki z drugiej strony. Zahacza ją czego efektem jest urwanie klamki i zaplanowanie wizyty u dobrego blacharza, a następnie odbija się kilka razy od barierki co może spowodować wzrost kosztów napraw blacharskich.
W finalnej scenie Charger zostaje zepchnięty z drogi i uderza w stacje benzynową co kończy się wielkim wybuchem. Znaczy tak miało być ponieważ samochód nie trafia w stację. Dodge był doczepiony do Mustanga. W odpowiednim czasie należało zwolnić zaczepy aby Charger wjechał w cel. Zadanie było bardzo trudne i efekt końcowy jest taki jaki jest. Na filmie widać wspomniany zaczep na zderzaku mustanga.
W filmie oczywiście pojawia się kilka błędów. Charger gubi kołpaki ze 100 razy, dwa razy oglądamy tą samą scenę w przedziale około 30 sekund tylko, że z innego ujęcia. Myślę jednak, że ten pościg jest jednym z lepszych w historii kina. Receptą na sukces był brak komputera, który w rękach amerykanów przy realizacji filmów może być nieobliczalny oraz najważniejsze – postawiono nacisk na pokazanie umiejętności kierowców bez żadnych historii typu „a teraz rozwalimy 8 aut, które wjadą w siebie bez jakiegokolwiek sensu”. Autentyzm i Umiejętności Kierowców = dobre kino.
Co się stało z autami po filmie? Charger istnieje i podobno jest gdzieś wyremontowany. Jeden Mustang został zniszczony, drugi został sprzedany po filmie policjantowi z SF, który odsprzedał auto po kilku latach. W kwietniu 2010 roku w gazecie Mustang Enthusiast ukazała się publikacja w której autor artykułu odwiedza tego Pana i rozmawiają o aucie. Później już historia mustanga jest owiana różnymi legendami. Rzekomo auto stoi gdzieś w stodole, gdzie indziej można przeczytać, że jest remontowane. Kiedyś zapewne wypłynie lub wypłynie to co po nim zostało. W 77 roku Mcqueen starał się odkupić mustanga, niestety po 3 latach zmarł.

Na koniec zdjęcie z planu filmowego wykonane na parkingu gdzie w filmie, Frank Bullitt zauważa Chargera . W tle czarny charakter.

[/cherry_col]
[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]
[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]
[/cherry_col]
[/cherry_row]
Masowa motoryzacja społeczeństwa
Amerykańska motoryzacja od samego początku swojego istnienia rozwijała się w warunkach fundamentalnie odmiennych od europejskich – ogromny, jednolity rynek wewnętrzny, relatywnie tania energia oraz kultura kładąca silny nacisk na indywidualną mobilność sprawiły, że Stany Zjednoczone jako pierwsze na świecie doświadczyły masowej motoryzacji całego społeczeństwa, na długo zanim podobne zjawisko stało się powszechne w Europie. Ta wczesna, masowa adopcja samochodu ukształtowała nie tylko sam przemysł motoryzacyjny, ale też szerszą infrastrukturę kraju, w tym rozwój sieci autostrad międzystanowych oraz specyficzny, rozproszony model urbanistyczny amerykańskich miast, zaprojektowanych wokół założenia powszechnego dostępu do samochodu osobowego.
Henry Ford i linia montażowa
Henry Ford i jego wdrożenie ruchomej linii montażowej przy produkcji modelu T na początku XX wieku stanowi fundamentalny punkt wyjścia dla zrozumienia całej amerykańskiej motoryzacji – to właśnie ta innowacja produkcyjna, umożliwiająca drastyczne obniżenie kosztów wytwarzania samochodu, przekształciła go z dobra luksusowego dostępnego wyłącznie dla zamożnej elity w produkt dostępny dla przeciętnego amerykańskiego robotnika, co miało konsekwencje wykraczające daleko poza sam przemysł motoryzacyjny, wpływając na całą strukturę społeczną i gospodarczą kraju w XX wieku. Nie sposób pominąć też roli, jaką w kształtowaniu amerykańskiej motoryzacji odegrał specyficzny model finansowania zakupu samochodu, oparty na powszechnie dostępnych kredytach konsumenckich oraz na rozbudowanym systemie dealerskim, umożliwiającym nabycie nowego pojazdu bez konieczności jednorazowej zapłaty pełnej ceny gotówką. Ten model finansowy, rozwinięty na masową skalę już w latach 20. i 30. XX wieku, znacząco przyspieszył tempo, w jakim samochód stawał się dostępny dla coraz szerszych warstw amerykańskiego społeczeństwa, wyprzedzając pod tym względem podobne rozwiązania wprowadzane później w Europie, gdzie tradycyjny model zakupu za gotówkę utrzymywał się znacznie dłużej.
Detroit i Wielka Trójka
Detroit, jako centrum przemysłowe koncentrujące trzy główne amerykańskie koncerny motoryzacyjne – General Motors, Forda oraz Chryslera, tak zwaną Wielką Trójkę – stało się synonimem amerykańskiej motoryzacji masowej, funkcjonując przez większość XX wieku jako jedno z najważniejszych centrów przemysłowych świata. Ta koncentracja produkcji w jednym regionie geograficznym, w połączeniu z silnymi związkami zawodowymi reprezentującymi pracowników przemysłu motoryzacyjnego, ukształtowała specyficzny model relacji pracowniczych oraz negocjacji zbiorowych, wpływający bezpośrednio na koszty produkcji oraz konkurencyjność amerykańskich producentów wobec zagranicznej konkurencji w kolejnych dekadach.
Złota era lat 50. i 60.
Lata 50. i 60. przyniosły amerykańskiej motoryzacji okres niekwestionowanej dominacji stylistycznej i komercyjnej, naznaczony efektownym designem obfitującym w chrom oraz charakterystyczne skrzydła tylne, inspirowane estetyką lotnictwa odrzutowego, dominującego wówczas w wyobraźni popkulturowej całego kraju. Ten okres, dziś wspominany jako złota era amerykańskiej motoryzacji, ukształtował estetyczne wyobrażenie o amerykańskim samochodzie funkcjonujące w świadomości popkulturowej na całym świecie do dziś, niezależnie od faktu, że sama branża od tamtego czasu wielokrotnie zmieniała swoje priorytety stylistyczne i technologiczne.
Muscle car i filozofia surowej mocy
Segment muscle car, rozwinięty na przełomie lat 60. i 70. przez wszystkich trzech głównych producentów amerykańskich, reprezentuje jeden z najbardziej charakterystycznych i najczęściej kojarzonych z Ameryką rozdziałów w historii światowej motoryzacji – relatywnie niedrogie, seryjnie produkowane nadwozia wyposażane w potężne silniki V8 o dużej pojemności, oferujące spektakularne osiągi w linii prostej, choć często kosztem bardziej wyrafinowanej dynamiki zawieszenia czy hamowania, typowej dla europejskich rywali z tego samego okresu. Ta filozofia – prostota konstrukcyjna w połączeniu z surową mocą silnika – stanowiła bezpośrednie odzwierciedlenie amerykańskich priorytetów motoryzacyjnych tamtej epoki, wyraźnie odmiennych od europejskiego nacisku na precyzję inżynierską czy zaawansowanie techniczne.
Kryzys paliwowy i zwrot technologiczny
Kryzys paliwowy lat 70. oraz zaostrzające się normy emisji spalin fundamentalnie zmieniły trajektorię rozwoju amerykańskiej motoryzacji, zmuszając producentów do rezygnacji z filozofii nieograniczonej mocy silnika na rzecz większej efektywności paliwowej, co dla wielu amerykańskich marek oznaczało bolesny, wieloletni okres dostosowywania się do nowych realiów rynkowych i regulacyjnych, częściowo pokrywający się z rosnącą konkurencją ze strony producentów japońskich, oferujących mniejsze, bardziej oszczędne samochody lepiej dostosowane do zmieniających się oczekiwań konsumentów. Warto zwrócić uwagę na rolę stanu Kalifornia w kształtowaniu współczesnej amerykańskiej kultury motoryzacyjnej, szczególnie w kontekście regulacji emisji spalin, gdzie kalifornijskie normy, wprowadzane historycznie jako najsurowsze w kraju ze względu na specyficzne problemy ze smogiem w rejonie Los Angeles, przez dekady wymuszały na producentach opracowywanie zaawansowanych technicznie rozwiązań emisyjnych, z czasem przyjmowanych jako standard obowiązujący w całych Stanach Zjednoczonych. Ta rola Kalifornii jako swoistego laboratorium regulacyjnego dla całej branży motoryzacyjnej kraju pokazuje, jak zróżnicowana, federalna struktura polityczna Ameryki wpływała na tempo i kierunek wprowadzania innowacji technicznych, nawet w obszarach pozornie niezwiązanych bezpośrednio z polityką stanową.
Corvette, pickupy i motocykle
Warto podkreślić rolę Corvette jako flagowego amerykańskiego samochodu sportowego, konsekwentnie rozwijanego przez Chevroleta od lat 50. jako odpowiedź na europejskie roadstery, oraz rolę licznych producentów pickupów i samochodów terenowych, stanowiących równie istotny, choć czasem pomijany w narracjach skupionych głównie na samochodach osobowych element amerykańskiej tożsamości motoryzacyjnej, silnie związanej z kulturą rolniczą oraz otwartymi przestrzeniami charakterystycznymi dla znacznej części terytorium Stanów Zjednoczonych. Warto też przyjrzeć się bliżej roli, jaką w amerykańskiej kulturze motoryzacyjnej odgrywają samochody koncepcyjne oraz efektowne prototypy prezentowane na corocznych wystawach motoryzacyjnych, funkcjonujące jako istotne narzędzie marketingowe oraz poligon doświadczalny dla najbardziej odważnych, futurystycznych pomysłów stylistycznych, z których tylko niewielka część ostatecznie trafiała do produkcji seryjnej. Ta tradycja, silnie związana z ogólną kulturą amerykańskiego przemysłu rozrywkowego oraz reklamowego, przez dekady kształtowała wyobraźnię publiczności co do możliwych kierunków rozwoju motoryzacji, niezależnie od faktycznej realizowalności technicznej poszczególnych, najbardziej ekstrawaganckich koncepcji prezentowanych na wystawach. Osobnym, interesującym wątkiem w historii amerykańskiej motoryzacji jest rola marek luksusowych, w tym Cadillaca oraz Lincolna, funkcjonujących jako amerykańska odpowiedź na europejskie marki premium, oferujących jednak zupełnie odmienną filozofię luksusu, opartą bardziej na rozmiarze nadwozia, komforcie zawieszenia oraz bogactwie wyposażenia elektrycznego niż na precyzji inżynierskiej czy sportowym charakterze prowadzenia typowym dla europejskich rywali. Ta odmienna definicja luksusu motoryzacyjnego, głęboko zakorzeniona w amerykańskich preferencjach konsumenckich połowy XX wieku, przez dekady współistniała równolegle z bardziej sportowo zorientowanym segmentem reprezentowanym przez Corvette czy późniejsze muscle cary. Warto również wspomnieć o roli amerykańskich producentów motocykli, w tym przede wszystkim Harley-Davidsona, funkcjonującego równolegle z przemysłem samochodowym i budującego własną, silnie odrębną tradycję techniczną oraz kulturową, głęboko związaną z amerykańskim mitem wolności drogi oraz indywidualnej niezależności, podobnym w swojej istocie do mitologii otaczającej niektóre segmenty przemysłu samochodowego, w tym właśnie muscle cary oraz duże, terenowe pickupy.
NASCAR i drag racing
Motorsport w amerykańskim wydaniu rozwijał się w sposób wyraźnie odmienny od europejskich tradycji wyścigów torowych i rajdowych, koncentrując się głównie na wyścigach owalnych, reprezentowanych przede wszystkim przez serię NASCAR, oraz na wyścigach przyspieszeń, znanych jako drag racing, obie te dyscypliny głęboko zakorzenione w amerykańskiej kulturze motoryzacyjnej i funkcjonujące jako specyficznie narodowy fenomen sportowy, rzadko cieszący się porównywalną popularnością poza granicami Ameryki Północnej.
Rynek kolekcjonerski
Rynek kolekcjonerski klasycznych amerykańskich samochodów rozwija się w sposób silnie powiązany z nostalgią za złotą erą motoryzacji lat 50. i 60. oraz z historycznym znaczeniem segmentu muscle car dla amerykańskiej kultury motoryzacyjnej. Modele z tego okresu, szczególnie te z udokumentowaną historią oraz oryginalną specyfikacją techniczną, regularnie osiągają wysokie wyniki na czołowych amerykańskich aukcjach klasyków, podczas gdy bardziej przystępne cenowo modele z lat 70. i 80. zyskują status youngtimerów wśród młodszego pokolenia entuzjastów.
Czym interesuje się Klasykami.pl
W tekstach o amerykańskiej motoryzacji na Klasykami.pl staramy się pokazywać ten kraj przez pryzmat jego wyjątkowej roli w kształtowaniu masowej motoryzacji społeczeństwa oraz przez pryzmat specyficznej, odmiennej od europejskiej filozofii budowy samochodów, kładącej nacisk na prostotę konstrukcyjną oraz surowe osiągi. Interesują nas techniczne detale odróżniające poszczególne generacje amerykańskich muscle carów, historia rywalizacji Wielkiej Trójki z Detroit, a także sposób, w jaki kryzys paliwowy lat 70. zmusił cały przemysł do fundamentalnej rewizji swoich dotychczasowych priorytetów technicznych. Ciekawi nas też to, jak specyficzne, amerykańskie warunki gospodarcze i kulturowe – od dostępnych kredytów konsumenckich przez rozległą infrastrukturę drogową po głęboko zakorzeniony mit indywidualnej mobilności – ukształtowały zupełnie odmienną od europejskiej filozofię projektowania samochodów, w której prostota konstrukcyjna i surowe osiągi liczyły się często bardziej niż precyzja inżynierska czy zaawansowanie technologiczne poszczególnych rozwiązań. Poniżej znajdziesz artykuły Klasykami.pl poświęcone amerykańskiej motoryzacji oraz klasycznym samochodom amerykańskim.




































