Stare przeplatane Nowym

 

Dzisiaj trochę o klasykach, które klasykami nie są. Dziwne mi zdanie wyszło ale tak jest. No bo wyobraźmy sobie, że staniemy obok starego auta i powiemy sobie: ale ładny W111 czy też Pagoda, a kiedy już podniesiemy maskę to zrobimy wielkie oczy. O czym mowa?

Zawsze kiedy jestem na jakimkolwiek zlocie zabytkowych aut zachwycam się renowacją, wnętrzem, lakierem, chromami, felgami ale chyba najbardziej tym co jest pod maską. Jak kiedyś konstruowano silniki. Osobiście mechanikiem nie jestem ale lubię oglądać starocie pod maską. Co by było gdyby w komorze silnika siedziała nowoczesna jednostka z nowego auta? Nie wiem czy byłby to ten sam zachwyt. Na pewno byłbym pod wrażeniem tego, że komuś udało się wcisnąć coś takiego do zabytkowego auta, który ma już 40 lat. I nie piszę tutaj o dłubaniu, a o konstruowaniu od nowa w starej skorupie.

W 2009 roku Mercedes postanowił zrobić coś takiego. Do modelu W201 wsadzili nowoczesny silnik z klasy C. Taką operacje wymyślił Peter Lehmann, który na co dzień zajmuje się tworzeniem aut koncepcyjnych oraz tych, które są wystawiane na różnorakich imprezach/targach. Tak powstał Mercedes 190 wyprodukowany w 92 roku z nowoczesnym silnikiem 250 CDI.

 

OM 651 in 190D (W201) 2009

 

Operacja nie była prosta. Jak wszyscy wiemy 190 to w miarę małe autko, a nowe silniki są znacznie większe od tych, które były konstruowane 25 lat temu. Przykładowo akumulator znalazł się w bagażniku ponieważ nie było miejsca z przodu. Taka 190 z nowoczesnym dieslem rozpędza się do setki poniżej 7 sekund i spala średnio poniżej 5 litrów. Wynik rewelacyjny. Przypomnę, że w 89 roku 190 z silnikiem 2,5 Diesel rozpędzała się do setki w 15 sekund i spalała średnio 7 litrów na sto. Mało tego! Model W201 z nowym silnikiem diesla ma lepsze osiągi od rzadkiego modelu 2.5-16, który rozpędzał się w ciągu 7,3 sekund do 100km/h i spalał jakieś… generalnie sporo.

Kolejny przykład również dotyczy Mercedesa. Jakoś tak jest, że Mercedesy są unowocześniane ale dalej będzie również o innych markach. W Niemczech, a dokładniej w miejscowości Pleidelsheim, swoją siedzibę ma firma Mechatronik – http://www.mechatronik.de/. Oprócz renowacji firma wykonuje czary na starych autach. Magia totalna. Spójrzcie:

 

mercedes-benz-w111-engine-2

 

Na taki pomysł wpadł założyciel firmy – Frank Rickert. Facet kiedyś budował prototypy AMG, a później pomyślał, że stworzyłby coś jeszcze fajniejszego i z czasem powstała pierwsza Pagoda z silnikiem V8, która rozpędzała się do 240km/h. Jak wyczytałem, Rickert potrzebował aż roku aby opracować sposób przełożenia nowoczesnego silnika do starej Pagody. Przekładka to dopiero połowa sukcesu, a może nawet i mniejsza. Trzeba jeszcze uwzględnić inne podzespoły, które również muszą być nowe. Specjalistom w Mechatronik udało się zrobić i to. Dzisiaj można zamówić Pagodę lub model W111, który pod swoją piękną skorupą jest tak naprawdę nowym autem. Wspomniane W111 posiada silnik z klasy S i jedzie jak nowe auto. Jedynie układ kierowniczy podobno jest taki jak z epoki. Do tego posiada ABS i ASR, ulepszony układ hamulcowy również zawieszenie. Nówka sztuka! Co ważne auta są tak modyfikowane, że w razie chęci powrotu do 100% fabrycznego auta, nie będzie z tym problemu. Nie wiem tylko czy ktoś będzie chciał to robić. Samochód razem z przeróbkami kosztuje około milion złociszy. Sporo, chyba że przyprowadzimy własny samochód, wtedy będzie oczywiście taniej. Niestety konstruktorzy się cenią. Dłubatorzy biorą mniej.

Tutaj możecie zobaczyć polski test W111 od Mechatronik: http://bit.ly/1KlLnzD

 

W Mercedesach od Mechatronik znajdziemy nowe podzespoły ale na pewno nie znajdziemy poduszek, ksenonów, ESP i innych trzyliterowych bajerów (oprócz tych wspomnianych powyżej). Co jeśli jednak chcielibyśmy mieć stare auto, które posiada takie cuda? Czyli totalna profanacja. Możemy udać się do Nowej Zelandii ponieważ tam znajdziemy firmę, która robi takie rzeczy starym Jaguarom.

Mowa o firmie Beacham – http://beacham.co.nz/. Napiszę tutaj, że to co robi Mechatronik bardzo mi się podoba, sam mógłbym jeździć czymś takim i nie dlatego, że to Mercedesy. Po prostu podoba mi się ta nowoczesność ukryta w klasycznym aucie i dla mnie osobiście te samochody nie tracą swojej duszy. Podróba to trochę jest ale wszystko jest owinięte w piękny papierek. Być może smakuje lepiej od tego fabrycznego cukierka z lat 60. To co robi Beacham już mi się mniej podoba. Greg Beacham, tak się nazywa założyciel, poszedł o krok dalej w przeróbkach. Stare Jaguary, które wychodzą spod jego ręki mają prawie wszystko co ma nowy samochód. Bajery, srajery, elektronika totalna na full wypasie. Przykładowo takie rzeczy robią z modelem MK2. Wyposażony zostaje w 400 konne V8 ale zanim trafi pod maskę jest jeszcze masę rzeczy do zrobienia. Konstrukcja auta jest wzmacniana, modyfikuje się zawieszenie. Nawet układ kierowniczy jest elektroniczny i pochodzi od Renault. Samochód posiada nawet czołowe i boczne poduszki powietrzne.

Kolejny przykład pochodzi z USA. Firma Revology Cars wykonuje repliki Mustangów z 64 roku. Wygląda jak zwykły Mustang:

 

REV3-82

 

Ale pod maską:

 

revology-mustang-2

 

To co wyróżnia ten projekt od tych powyżej, to fakt że auto jest zupełnie nowe. Wielu może pomyśleć, że replika to kopia z przymrużeniem oka. Może czasami i z zamkniętym okiem. Jak widać powyżej, to nowy Mustang wyglądający identycznie jak ten sprzed 50 lat. Nadwozie wykonuje firma Dynacorn – http://www.dynacornclassicbodies.com. Co ważne, są one wykonywane na licencji Forda. Tak samo inne części z których składana jest replika wykonuje Ford lub za jego zgodą. Czemu sami nie zaczęli robić takich replik? A bo ja wiem. To samo musiał pomyśleć założyciel Revology Cars – Tom Scarpello, ponieważ postanowił zbudować takiego Mustanga. Negocjacje z Fordem dot. licencji trwały podobno bardzo długo ale w końcu się udało.

Wyczytałem, że pierwszemu Mustangowi, zespół poświęcił około 5000 godzin. Sporo czasu. Z czego to wynikało? Proste! Upchnięcie całej tej nowoczesności jaka siedzi w dzisiejszych autach w karoserii z 64 roku nie należy do najprostszych zadań. Silnik jaki pracuje w tym aucie to 5 litrowe V8, jednostka oczywiście Fordowska.

Minusem całego projektu jest jego cena. Za cabrio trzeba będzie zapłacić jakieś 450 tys zł. Sporo biorąc pod uwagę, że nowy mustang jest znacznie tańszy. Również oryginalny Mustang z 64 z miękkim dachem to jakieś 150 tysięcy złotych.

Z opisywanych powyżej projektów, osobiście wybrałbym tylko Mercedesa od firmy mechatronik. Myślę, że reszta to już nie to. Gdzieś zagubiony został duch klasycznej motoryzacji. Jaguar to taki dziadek na sterydach, Mercedes również, ale tam jest mniej sterydów i ich aż tak nie widać. Mustang to już zupełnie inna bajka, ponieważ to nowy samochód. Co by nie mówić myślę, że wszystkie te projekty będą cieszyły się zainteresowaniem i ludzie będą kupować takie auta. Nie wszystkim zależy na tym aby pod maską był oryginalny silnik. Jeśli można jeździć starociem, który będzie się prowadził, przyspieszał i hamował jak nowe auto… może być marzeniem wielu osób.