Nowe Samochody

Renault Trezor. Zobaczyłem przyszłość

Klasykami.pl 09 Paździenrika 2017Renault Treazor Samochód Przyszłości AktualiaRenault Trezor. Zobaczyłem przyszłość... Rozpocznę od pewnej myśli. NIGDY na Boga nie sądziłem, że będę tutaj pisał o nowym Renault! Marka, która jest gdzieś w zupełnie innej galaktyce co...

Ferrari Corsa Baltica

klasykami.pl 31 lipca 2017Dział nowych aut na stronie powstał bardzo szybo i jeszcze szybciej umarł. Ale w przypadku kiedy w twoim mieście pojawia się ponad 40 aut najsłynniejszej włoskiej marki… Nie można spokojnie siedzieć w domu. Dzień kiedy spotkałem piękne...

Aston vel.SHARK Martin DB10

[cherry_row]

[cherry_col size_md=”12″]

Na dużym ekranie gości nowy Bond. Świat ponownie zwariował na jego punkcie, wszędzie gdzie nie spojrzycie pojawia się DabulołSewen. Lokowanie produktu na najwyższym poziomie! Dzisiaj o tym najważniejszym…

Bond w swojej historii jeździł różnymi autami – w aktualnym Classicauto jest kilka słów na ten temat – była Toyota, Mustang również BMW. Jednak kiedy w głowie sumujemy „James Bond” i „Samochód” zawsze wychodzi nam Aston Martin. Najsłynniejszy to DB5, przepiękny wóz, który jest w czołówce „zaszufladkowanych” gwiazd filmowych na czterech kółkach. Również w nowym Bondzie jak w poprzednim… i w Casino Royale, pojawia się legenda na ekranie. Jeszcze wrócimy do DB5 ale skupmy się na tym, czym agent jeździ teraz.

DB10 to prototypowy model Aston Martina, który nie trafił jeszcze do produkcji. W sumie nigdy nie trafi. Nowy Aston powstał jedynie na potrzeby filmu – 10 sztuk od razu trafiły na plan. Jestem po seansie i chciałbym zapytać: JAK NA BOGA MOŻNA ZNISZCZYĆ 7 EGZEMPLARZY W SCENIE, KTÓRA TRWA JAKIEŚ 7 MINUT??? I żeby nie było, na ekranie auto zostaje zniszczone tylko raz. Nie to, że dachuje i jedzie dalej. Jest jeden motyw w którym jest Trach Ciach Kaput i koniec DB10. Nie chcę spoilerować ale raz zjeżdżał ze schodów – być może 10 sztuk było skręcone jak ten tutaj:

I po takiej jeździe coś odpadło? To pozostanie zagadką. Samochód jest napędzany silnikiem V8 o pojemności 4,7 litrów. Moc 430 koni, rozpędza się do setki w ciągu 4,7 sekund. Dane jak na Astona przystało. Co się stanie z trójką, która przetrwała? Jeden zamkną w magazynach Astona, drugi pozostanie własnością wytwórni filmowej Eon Productions. Trzeci zostanie opchnięty jakiemuś bogaczowi na aukcji. Jedynym mankamentem jest fakt, braku homologacji. Ktoś go kupi i nie będzie mógł wyjechać na ulicę. Jedynie będzie można usiąść w fotelu przed stojącą DB10, zapalić cygaro i to w sumie wszystko. A jak wam się podoba DB10? Bo mi…

Średnio mi się podoba. Brakuje czegoś co mają wszystkie Astony począwszy od DB7. To zupełnie inne, świeże spojrzenie na design marki ale ja tego nie kupuje. Ze współczesnych Astonów, moim zdaniem, najpiękniejszy jest Vanquish zaprezentowany bodajże w ubiegłym roku. DB10 wydaje się być małym sportowym wozem, któremu gabarytami bardzo blisko do modelu V8 vantage, a nie DB9, którą teoretycznie auto miałoby zastąpić. Bond powinien prowadzić coś większego. Tekst zatytułowałem Aston vel.Shark Martin – nie macie wrażenia, że ten samochód był wzorowany na tej rybce? Chyba właśnie tam projektant znalazł natchnienie i poszedł w kierunku „Szczęki DB10”. Pomijając małe proporcje, których się czepiam, linia nadwozia i jego nowoczesny wygląd jest fantastyczny… ale dalej mi nie pasuje do innych braci Astonów. Za to wnętrze jest czymś kapitalnym, tutaj nie da się do czegoś przyczepić. Spójrzcie:

tumblr_nw821kT4eE1unxb1no3_1280

Kierownica, zegary, deska rozdzielcza. Nie wiem tylko na czym się wzorowano projektując lewarek zmiany biegów. Ale to wnętrze jest czymś niesłychanie pięknym, a zarazem drapieżnym i groźnym. Zdecydowane, kanciaste linie, każdy szczegół jak np. to pokrętło pomiędzy siedzeniami i jego obudowa tworzą spójną całość. Choć myślę, że nawet jeśli wzięlibyśmy jeden, mały element z wnętrza, nawet głupi guzik lub jego obudowę to pomyślimy: wow, to musi być część od jakiejś szalonej maszyny. W poprzednich wnętrzach wszystko się sprowadzało raczej do opływowych kształtów. Tutaj ma się wrażenie, że zasiadając za kierownicą będziemy sterować gwiazdę śmierci lub jeszcze innym kosmicznym cudem.

Sam pościg w ktorym Aston bierze udział nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Problem polega na tym, że te nowe superauta jak właśnie DB10 czy Jaguar, który był czarnym charakterem, nie pasują do tego typu scen. Sztywne zawieszenie i klejenie się do drogi powoduje, że przychodzi mi na myśl wyścig Formuły 1, a nie pełen napięcia pościg samochodowy. Oczywiście oba auta jeżdżą bokiem ale bardziej sztywnym być się nie da jak te fury. Wygląda to tak jakby jechały po lodzie, a nie driftowały na granicy życia i śmierci. Ja chce miękkiego zawieszenia, palenia gumy, gubienia zderzaków po drodze, scen w których mogę pomyśleć: ulala tutaj kaskader sam chyba popuścił. Nie chce jazdy jak po namalowanej linii. Zapewne gość, który prowadził podczas kręcenia, czytał smsa i przewijał kciukiem facebook’a.

264E7AE300000578-2979853-image-a-53_1425502518422

Miałem wrócić do legendy. Początkowo DB5 widzimy w takim stanie, że szkoda słów – taka pozostałość po Skyfall. Później Aston pojawia się na samym końcu filmu. Za ten ostatni, krótki dwuminutowy epizod po głównej potyczce, film dostaje ode mnie dodatkową gwiazdkę, a nawet dwie gwiazdki.

I na koniec! Jay Leno miał okazje poprowadzić DB10 i pogadać z projektantem Markiem Reichman’em, który jest Polakiem 🙂 . Zachęcam do obejrzenia.

[/cherry_col]

[/cherry_row]

Morgan 3 Wheeler: pojazd niezwykły!

[cherry_row]

[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”6″]

Na stronie możecie znaleźć słowa „…poświęcone wszystkiemu, co stare i ma 4 kółka”. Za dwoma kółkami nie przepadam – motory nigdy nie były mi bliskie. A co jeśli mamy 3 kółka? Dobre pytanie…

Pełna galeria: Morgan 3 Wheeler

W sumie do teraz nie wiem jak to nazywać. Samochód? Motocykl? Pojazd? Najlepiej jeśli powiemy Trójkołowiec. Jedno jest pewne – drugiego takiego nie ma! Morgan rozpoczynając produkcję w 2011r. „3 Wheeler’a”, potwierdza, że jest marką z tradycjami, których trzyma się już ponad 100 lat. Skąd się wzięło coś takiego? Trzy koła w roku 2015? W nowym aucie? Morgan to jedyna taka marka na świecie.

W roku 1910r Henry Frederick Stanley Morgan, zakłada firmę zajmującą się produkcją pojazdów trójkołowych. Warto jednak cofnąć się o dwa lata. Wtedy też Henry kupuje silnik V-Twin produkcji Peugeot’a z zamiarem budowy motoru. Na szczęście plan się zmienił i w 1909r. przy dużej pomocy mechanika William’a Stephenson-Peach’a, zbudował prototypowy pojazd, mający trzy koła. Dwa z przodu, jedno z tyłu. Produkcja seryjna rozpoczyna się w 1910r. Czemu pojazdy trójkołowe? Po pierwsze sportowe prowadzenie. Wysokie osiągi przy małej pojemności, choć to się tyczy nieco późniejszych Morganów. Ważniejszą kwestią był fakt, że przepisy podatkowe w Anglii, klasyfikowały trójkołowe pojazdy jako motocykl. Dzięki temu, na taki pojazd, mogło sobie pozwolić również mniej zamożne społeczeństwo. 3 wheeler okazał się dużym sukcesem i jego największa popularność przypada na lata 20. Wtedy też firma zatrudniała około 160 osób i produkowała 50 pojazdów tygodniowo. Całkiem nieźle! Tani oraz ekonomiczny pojazd okazał się strzałem w dziesiątek. Pojawiały się również samochody dostawcze oraz wersje czteroosobowe. Trójkołowce były produkowane aż do 1952 roku. Nie przeszkodziły w tym nawet zmiany w II połowie lat 30 w przepisach podatkowych, przez które sprzedaż znacząco spadła. Wtedy też, w tempie ekspresowym pojawił się Morgan z 4 kółkami ale o tym innym razem.

Morgan 3 Wheeler powrócił do produkcji, po 60 latach. Można powiedzieć, że jego dziadkiem jest model Super Sports, którego produkcja zaczęła się w 1928r i był wytwarzany przez 10 lat. Silnik konstrukcji J.A. Prestwich – V-Twin o pojemności 1,1 litra, rozpędzał się do około 120km/h. Dzisiejszy „3 Wheeler” nie różni się zbyt mocno od swojego poprzednika z 1928 roku. Każdy laik powie, że ten samochód został wyprodukowany jakieś 80 lat temu. Ten wóz jest tradycjonalistom! Z każdej strony nawiązuje do Super Sports. Projektanci się nie napracowali ale w Morganach nie o to chodzi. Kiedy inni prześcigają się w coraz to nowszych, bardziej opływowych lub dzisiaj kanciastych projektach, Morgan ma to wszystko w głębokim poważaniu. 3 Wheeler jest tego najlepszym dowodem. Projekt sprzed prawie 100 lat jest niemal identyczny. Ale nie myślcie, że wszystko jest takie same jak 100 lat temu. Kiedy stoję przy nim, czuję, że to produkt współczesny, solidnie wykonany w perfekcyjny sposób udający pradziadka. Po pierwsze silnik! Zamontowany identycznie jak w 1928 roku, przed chłodnicą ale tutaj mamy do czynienia z silnikiem, amerykańskiej firmy S&S Cycle połączony ze skrzynią biegów z Mazdy MX5, który normalnie montowany jest do nowych motocykli Harley&Davidson. Pojemność 1,9l generuje 120KM. Niby niewiele, ale wszystko się zmienia kiedy dowiemy się, że waga tego trójkołowca to 490kg. Dzięki temu 3 Wheeeler potrafi się rozpędzić do setki w ciągu ok 5 sekund. Znakomity wynik! A jeszcze znakomitszy jest jego rasowy dźwięk. V2 brzmi kapitalnie, ten dźwięk jest nie do podrobienia. Muzyka, która płynie z wydechu nie przypomina samochodu ani Harleya. Wszelkie prawa zastrzeżone dla 3 Wheelera! Środek mamy wyłożony skórą, a wszelkie przełączniki nawiązują do lotnictwa. Żeby wsiąść za kierownicę, musimy ją zdjąć. Inaczej możemy mieć problem.

Tak samo jak Aero Plus, nowy 3 Wheeler jest nieco… powiedzmy, że spartański. Dachu nie ma, radia nie ma, wspomagania nie ma. Promień skrętu jest generalnie słaby i osobiście przy skręcaniu leciałbym ciągle poślizgiem co przy jednym kole z tyłu i takiej mocy nie stanowi problemu. Ale o tych wszystkich wadach zapominamy kiedy wsiądziemy do niego i się nim przejedziemy. Jest to zabawka dla dużych chłopców i jest kapitalnym oderwaniem od szarej rzeczywistości. Jazda czymś takim powyżej 100km/h to niesłychana frajda, a dźwięk, który nam towarzyszy powoduje jedynie myśl: po co by mi było radio?

A już niedługo na stronie powrócimy do marki Morgan ale tym razem przesiądziemy się do 4 kółek. Także nie odchodźcie za daleko.

Parasolka przyda się przy ulewie. Niestety na wyposażeniu brak dachu.

IMG_8458

A to jest bagażnik…

IMG_8841

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”3″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[/cherry_row]

Wiesmann MF3: Nowoczesny Klasyk!

[cherry_row]

[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”8″]

Jak to Wiesmann mówił o sobie? Manufaktura indywidualizmu! Marka, która już nie istnieje – rzeczywiście pozostawiła po sobie coś indywidualnego.

IMG_1205a

Firma powstała w 1988 roku i została założona przez dwóch braci – Martin oraz Friedhelm Wiesmann. Obaj zakręceni na punkcie motoryzacji postanowili założyć własną markę. Firma wyspecjalizowała się w małoseryjnej produkcji aut sportowych – w ciągu roku sprzedawano ok 200 aut. Do wyboru było coupe oraz roadster. Obojętnie jaki model – auta tej marki wyglądają niemal identycznie. MF3 był podstawowym modelem (liczba świateł z tyłu – 10), później był MF4 (liczba świateł z tyłu – 8), a jeszcze dalej MF5. Różnice leżały w mocy, przyspieszeniu itd. Choć osobiście nie wiem po co miałbym kupować MF5 zamiast MF3 ponieważ różnica w przyspieszeniu to 1 sekunda. Jedna, jedyna sekunda i mówimy tutaj o setce w ciągu 4,9s lub 3,9s. Tego i tego bym się bał także nie wiem czy poczułbym różnicę. Myślę, że powinien mi to wyjaśnić jakiś bogaty świr.

Weismanny były napędzane silnikami BMW. Tymi kozackimi, które były wkładane do M3 oraz M5. Mały, szeroki i do tego szybki, Wiesmann potrafi wywołać ciarki na plecach. Od Beemki, Wiesmann miał również skrzynie biegów i zawieszenie. Czyli plan jest taki – BMW przesyła kurierem silniki oraz skrzynię, a my musimy to jedynie poskładać w całość. Proste?! Nie do końca.

Od razu widać, że mamy do czynienia ze sportowym, luksusowym autem. Wykończenie w środku może robić duże wrażenie. Często przy autach małoseryjnych widać niedopracowania, niedociągnięcia. A jakoś tam będzie. Ważne, że w 4 sekundy setka to kto się będzie przejmował. Wiesmann taki nie jest. Widać, że poświęcono sporo czasu aby w środku było naprawdę „drogo”. Jedynie pedał gazu trochę mnie rozbawił – być może pozostawili to na koniec prac, a za fabryką były niepotrzebne części. Czepiam się.

Choć czysto teoretycznie i dzięki innym publikacjom, bo nie prowadziłem tego auta (hehe), wiem, że wiessmann jest rewelacyjny w prowadzeniu. Auto jest bardzo precyzyjne – niemieckie! Można w nim szaleć, iść bokiem bez strachu. Znaczy ze strachem może tak ale z pewnością i zaufaniem.

Spójrzcie tylko na tę sprężynę! Tak krótkiej jeszcze nie widziałem. Myślicie, że łamie kości? A właśnie, że nie. Radzi sobie bez wybijania plomb u kierowcy i pasażera.

IMG_1349

Smutna to historia. Wiesmann w listopadzie 2013 roku, złożył wniosek o upadłość firmy. Marka istniała ćwierć wieku. Może jeszcze kiedyś znajdzie się szaleniec, który wskrzesi Wiesmanna. Zarząd próbował ratować firmę. Na początku 2013r odbyło się spotkanie z wierzycielami ale niestety nie podzielali optymizmu oraz planów związanych z przyszłością marki. Historia smutna dla fanów i ludzi tam pracujących (około 100 osób) ale na pewno nie dla właścicieli. Po upadku firmy, samochody tej marki mocno zyskały na wartości. Tylko się cieszyć!

Rasowe otwieranie… Maski? Chyba bardziej będzie pasowało określenie „przodu”. Od razu pomyślałem o E-type i XKSS.

IMG_1356

Tego można było się spodziewać – mały bagażnik. Choć czy w takim aucie potrzeba więcej?

Siedziba firmy. Nie wiem co ten architekt studiował, brał i wciągał ale ten budynek jest kosmicznie – odjechany!

184ab6312d5b2a8da12c149065f3697c

Jeremy Clarkson dobrze powiedział: Jest to rasowy brytyjski roadster… tyle, że niemiecki.

IMG_1471

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[/cherry_row]

Citroen C5 – Kombi którym mógłbym jeździć na co dzień?

[cherry_row]

[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”8″]

Ok, wiem i zgadzam się z tobą. Strona poświęcona klasycznej motoryzacji, a ja wrzucam coś co dotyczy nowego auta? Odpowiedź jest bardzo prosta. Chciałbym aby od czasu do czasu pojawiały się wpisy o tym, czym jeździmy dzisiaj i czy to warte jakichś pieniędzy.

Nigdy nie przepadałem za Citroenami. Nie lubiłem ich. Chyba też trochę je zaszufladkowałem bez jakiejkolwiek wiedzy, że to kiepskie auta z kiepską elektryką – przyznaję się bez bicia. Najgorsze, że Citroeny w moim odczuciu były autami brzydkimi. Jednak w momencie kiedy miałem okazję użytkować C5 Kombi przez kilka dni, trochę mi się w głowie pozmieniało.

Citroen C5 tej generacji został zaprezentowany w 2007 roku , czyli stosunkowo dawno, biorąc pod uwagę to ile czasu dzisiaj produkuje się dany model. Od momentu kiedy został naszkicowany na desce kreślarskiej minęło ok 8 lat, a nadal kiedy na niego spojrzymy jest „świeżynką” na drodze. Poprzednia generacja była brzydalem jeszcze wcześniejsza brzydalem do potęgi. Matko jak ten samochód mi się nie podobał, w sumie nawet nie zwracałem na niego uwagi zbyt mocno. Po prostu podświadomie wyrzuciłem go z głowy i kiedy przejeżdżał na ulicy moje oczy go rejestrowały ale mózg nie. Dzisiejsza generacja to już zupełnie coś innego. Wcześniejsza wersja to drewniaki w których obciach wyjść na ulicę, aktualna C5 to modne adidasy. Kombi szalenie mi się podoba, jest przepięknym autem. Ma rewelacyjną linię nadwozia. Wydaje się dynamiczny ale nie jest agresywny, nic z tych rzeczy. Ma coś co uświadamiało mi od razu, że przyspieszenie i prędkości nie powinny stanowić dla niego żadnego problemu. Spójrzcie tylko na ten tył.

IMG_2746

Ale zaznaczam, że tak piękny jest tylko Kombi, Sedan z tyłu jest paskudny. Tak jakby najpierw zrobili kombi, a później przypomnieli sobie, że jeszcze musimy zrobić sedana i szybki szkic bo jutro spotkanie z zarządem.

W moim odczuciu auto jest dosyć niskie co również punktuje na jego plus w wyglądzie. Choć może to tylko moje wrażenie, w końcu jakie auto dla dwu metrowego gościa jest wysokie? Mercedes klasy G?

Projektanci auta zrobili kawał dobrej roboty. Przyłożyli się do projektu i nie było to jedynie odświeżenie starej C5. Na łatwiznę nikt w Citroenie nie poszedł.

A jak się prezentuje środek auta? Również pozytywnie. Tworzywa z których jest wykonane wnętrze jest dobrej jakości i nie jest jakimś tanim plastikiem, który miałby się zacząć w rękach sypać. Przy ruszeniu autem i pierwszym skręcie kołami uwagę zwraca kierownica z nieruchomym środkiem. Jedynie obręcz kierownicy się kręci. Fajny gadżet, który bardzo mi się spodobał. Jednak jeśli jesteś amatorem skręcania jedną ręką (nie, to nie jest dobry nawyk) no to będziesz miał problem bo to przeszkadza. Uuu mamy pierwszy konkret – w Citroenie jednoręcznym bandytą nie będziesz. Bardzo dobrze wyglądają również fotele – wyczuwam zacięcie sportowe. Można nawet rzec, że wyglądają jak wypasione siedziska.

Problem w tym, że są niewygodne. Po przejechaniu zaledwie 10 km zacząłem się wiercić, tyłek zaczął boleć i jakoś tak nie było fajnie. Nie zrozumcie mnie źle, nadal mógłbym być posiadaczem Citroena ale jeździłem wygodniejszymi auta. Jest to minus C5 – mogłaby być trochę wygodniejsza. Jeśli już mówimy o siedzeniu w środku, wspomnę o pozycji za kierownicą. Podczas jazdy nie widziałem górnej części zegarów, musiałem się schylić żeby móc wszystko zobaczyć. Może to dlatego, że jestem wysoki ale wysocy też mają swoje prawa!

Pamiętam jak pierwszy raz wsiadłem. Uruchamiam silnik, wrzucam bieg i… i… stoję. Nie jadę, a wtedy jest coś nie tak jak my chcemy jechać, a auto się z nas śmieje. Na zegarach świeci lampka – zaciągnięty hamulec ręczny. Na próżno szukam tradycyjnej wajchy do zaciągnięcia ręcznego, może hamulec nożny jak w Mercedesie? BRAK. Jak tu wyłączyć hamulec? Od razu pomyślałem, że tyle tu elektroniki, że i ten hamulec jest elektryczny. No i był, ale chyba elektronika i ja nie idziemy w parze bo dopiero po 15 min ruszyłem z miejsca. Przyznaje się do tego, nie ogarnąłem. Pomijam fakt, że guzik, który wyłącza i włącza hamulec przez 5 min naciskałem i później uświadomiłem sobie, że może zamiast go naciskać trzeba go… no wiecie w drugą stronę, pociągnąć.

A więc jak się jedzie?

Układ kierowniczy jest super. Kierownica luźno i swobodnie się kręci, jak nie masz totalnie sił to jest to dla ciebie – palcem możesz kierować i wchodzić w zakręty na pełnej pompie. Jeśli oglądaliście kiedykolwiek The Simpsons, pamiętacie na pewno postać Pana Burnsa, któremu brakowało siły, nie mógł nawet zgnieść papierowego kubeczka. Jakby wsiadł do C5 kręciłby kierownicą jak szalony, słowo harcerza.

Silnik akurat w tym egzemplarzu to 2 litrowy benzyniak o mocy 165 KM. Jest naprawdę żwawy, zbiera się bardzo dobrze i możemy komfortowo jechać przy nieco większych prędkościach. Lekkie naciśniecie pedału gazu, a już jedziemy o 30 km więcej niż chwilę wcześniej. Auto jest super wyciszone i nawet jadąc powyżej 100km (w teorii piszę, 90 dopuszczalna) mamy komfort jazdy i nie musimy krzyczeć do osoby siedzącej obok, a radio to nie bełkot z którego nic nie rozumiemy. Za to nie spodobała mi się praca automatu w tym aucie. Cały czas chciałem aby skrzynia trochę szybciej myślała, tzn. w momencie kiedy depczę gaz do podłogi ma od razu reagować. Miałem wrażenie, że przez chwilę zastanawiała się co ma zrobić i po chwili zapalała się żarówka „aha, ma być agresja i szybkość”. Również nie spodobała mi się zmiana biegów co także wydawało się opóźnione. Może to kwestia tego konkretnego auta ale było to nieco irytujące.

Przyznam, że w tym aucie nie czułem się pewnie na zakrętach. Może to przez tą luźną kierownicę bo osobiście wolę kiedy jednak trzeba mocniej kręcić, a może dlatego, że to kombi. Bałem się, że auto zaraz zacznie żyć własnym życiem w postaci poślizgu. Puszczałem gaz na każdym zakręcie. Zapewne nic takiego by się nie stało ale miałem w sobie blokadę, która uniemożliwiała mi szybsze pokonywanie zakrętów.

A jak tam bagażnik? Całkiem ok, załadujesz wszystko. Ostatnio czytałem wpis nt. tego auta na jednym z blogów i muszę się zgodzić z tym co autor tam pisał – rzeczywiście obudowy boczne zabierają sporą przestrzeń bagażnika. Jest długi ale nieco wąski. Na papierze to spora paka, ale w rzeczywistości może wydać się mniejszy.

Pitu, pitu, ale może przejdę do konkretów czyli pieniędzy. Ile kosztuje? Wchodzę na stronę Citroena, i w pierwszym momencie oczy mi się szerzej otworzyły bo nie wiedziałem, że tyle może kosztować. Wersja podstawowa z tym silnikiem i automatem to 138 500 zł. Ten konkretny wóz z tym co miał to 149 400zł. Kosmos! Dużo. 149 tysięcy to kwota z dodatkami. Skonfigurowałem na stronie. Przyznaj się, też czasami wchodzisz na strony Mercedesa i klikamy Konfigurejszyn – S CLASSE…

Co jeśli nadal bardzo chcemy taką C5 bo tak bardzo nam się spodobała. Wchodzimy w ogłoszenia używanych aut. Co my tu mamy. Na pierwszy rzut oka nie jest tak źle, wręcz przeciwnie bardzo dobrze. Mając 40 tysięcy możemy znaleźć ciekawy egzemplarz i myślę, że za taką kasę można dostać coś naprawdę ładnego. A jak się zagłębimy w temat to i może znajdziemy bezwypadkowe auto z licznikiem, który pokazuje prawdziwy stan. Żartuje, nie będę takiego fermentu rozpowiadał.

Biorąc pod uwagę wszystkie wady i zalety – byłby moim faworytem w tej cenie. Jest przepiękny, w miarę komfortowy jeśli zapomnimy o trochę niewygodnych fotelach, dynamiczny i co ważne – nie pali zbyt dużo. No WŁAŚNIE! Zapomniałem o tym wspomnieć, a jakie to ważne dzisiaj. Spalanie tego konkretnego egzemplarza wynosiło w mieście ok. 9-10 litrów, poza miastem poniżej 6. Myślę, że to niezły wynik dla samochodu, który ma 163 konie i rozpędza się do setki w ciągu 10 sekund.

IMG_4445

[/cherry_col]

[cherry_col size_md=”2″ size_xs=”none” size_sm=”none” size_lg=”none” offset_xs=”none” offset_sm=”none” offset_md=”none” offset_lg=”none” pull_xs=”none” pull_sm=”none” pull_md=”none” pull_lg=”none” push_xs=”none” push_sm=”none” push_md=”none” push_lg=”none” collapse=”no” bg_type=”none” bg_position=”center” bg_repeat=”no-repeat” bg_attachment=”scroll” bg_size=”auto”]

[cherry_title_box icon_size=”20″ align=”left” title_priority=”title_subtitle” title_size=”big”]

[/cherry_col]

[/cherry_row]