Mały wielki klasyk!

Zdjęcia Mini Morrisa można obejrzeć tutaj.

W sytuacji gdy siedzisz na fotelu pasażera, masz prawie 2 metry wzrostu, a w zakręcie „lecicie” około 90km/h masz mieszane uczucia… może życie nie przelatuje ci przed oczami jednak serce zaczyna bić szybciej. Ale to wszystko dzieje się na pierwszym zakręcie. Na drugim i kolejnym zaczynasz sobie uzmysławiać o co chodzi z tym pasmem pozytywnych opinii na temat jazdy, zapewne też prowadzenia, co było kluczem do sukcesu Mini w rajdach.

Czułem się w nim jak w najmniejszym samochodzie świata, który wręcz cieszy się z każdego pokonanego metra drogi. Moment! Jak samochód może się cieszyć? Tego nie wiem ale Miniak powoduje uśmiech u każdego i sam się uśmiecha. Z Mercedesami, BMW, Jaguarami tego nie doświadczycie. Jasne, radość z jazdy autami tych marek to niewyobrażalna kompozycja najlepszych emocji jakie może wzbudzać w nas przejażdżka samochodem ale są to raczej poważni Panowie. Mini jest zupełnie inny! Kiedy pierwszy raz usiadłem w środku – choć nie było zbyt dużo miejsca – odniosłem wrażenie jakby w ułamku sekundy kabina się powiększyła. Stojąc obok ma się wrażenie, że jest znacznie ciaśniej, gorzej niż w rzeczywistości. Czy jest komfortowo? Napiszę tak: na weekendową przejażdżkę to świetny wóz. Dalsze trasy lub użytkowanie go na co dzień? Wybrałbym coś innego.

Pod maską tego konkretnego Miniaka ze zdjęć, pracuje silnik o pojemności 1 litra. Uuu malusio… ale wóz wcale nie jest wolny. Nie jest też rasową wyścigówką jednak radzi sobie bardzo dobrze, a jego asem w rękawie to jazda w zakrętach. Przy wyższych obrotach nie ma sensu włączać radia. Ten instrument pod maską wydaje ciekawy, charakterystyczny dźwięk i w sumie nie jest cichy. Kiedy mogliśmy go wkręcić na konkretne obroty, powiedzieć można tylko jedno: jest fajnie! Też dlatego, że drogę łykamy jak w żadnym innym klasycznym wozie. Maska jest długości ramienia, od szyby dzielą cię centymetry, czujesz prędkość, którą dodatkowo kumulują rozmiary auta.

 

Początek jednej z najlepszych konstrukcji w historii motoryzacji miał miejsce w kwietniu 1959 roku. Właśnie wtedy świat ujrzał Morrisa. Na początku samochód nazywał się Austin Seven ale i Morris Seven – znany był pod dwiema nazwami podobnie jak później Cooper. Założenie było proste: stworzyć małe, ekonomiczne auto do którego wejdą cztery osoby i dojadą z punktu A do punktu B. Na dokładkę w latach pięćdziesiątych pojawił się kryzys paliwowy (który był głównym powodem zbudowania Mini) i trzeba było główkować nad zbudowaniem tańszego pojazdu. W efekcie powstał najlepszy samochód małych rozmiarów, którego można śmiało nazwać prekursorem dla wszystkich małych limuzyn. Serio – limuzyn. Błędem byłoby porównywać ten samochód do naszego Fiata 126p. Jeśli kiedyś mieliście okazje przejechać się Maluchem, to przesiadając się do tego małego Anglika poczujecie się jak w aucie klasy wyższej. Jedyne co może łączyć pierwsze egzemplarze i 126p to mizerne osiągi. Kto by wtedy pomyślał, że Mini może stać się malutkim sportowym autem? Był jeden gość, który zauważył niebywałą przyczepność Morrisa! John Cooper, człowiek który był konstruktorem formuły I, dostrzegł drzemiący potencjał w tym małym autku. Jakby się tak zastanowić to Mini samo prosiło się o jakiekolwiek udoskonalenia – pod maską mieliśmy 34 konie, które rozpędzały Miniaka do zawrotnych 115km/h, a i z górki osiągnąłby może 120. Na dokładkę aby stówa pojawiła się na liczniku, potrzeba było… pół minuty. Cooper przy współpracy z projektantem Mini – Alec Issigonis, który otrzymał za Mini tytuł szlachecki – stworzył sportową wersję, później nazwaną Mini Cooper. Sam Issigonis widział w Mini jedynie małe rodzinne autko, dlatego pomysł został przedstawiony wyżej w BMC. Sir George Harriman – dyrektor wykonawczy – również nie był przekonany co do sukcesu projektu. Wątpliwości miał nawet do tego czy uda się sprzedać 1000 sztuk potrzebnych do uzyskania homologacji ale ostatecznie Harriman zgodził się na podjęcie produkcji. Popyt okazał się ogromny, a Mini-Cooper był strzałem w dziesiątkę.

 

 

Stare spotyka się z nowym. W 2001 roku pojawiło się nowe, odświeżone Mini. Ciężko mi porównywać oba auta. To zupełnie dwa różne światy. Ja osobiście w starym Mini widzę faceta, który pędzi w tym małym pudełku. A w nowym Mini? Młodą kobiete malującą rzęsy, rozmawiającą przez telefon szukając odpowiedniej muzyki do jazdy. Zupełnie inne klimaty…

IMG_7152
IMG_7232

Własny pomysł na wnętrze wcale nie musi oszpecić klasyka. Tutaj kratka rodem z Golfa GTI. Moim zdaniem pasuje, a same fotele są genialne. Mógłbym je wstawić u siebie do pokoju, a jeśli już mają być w aucie to musicie wiedzieć, że świetnie trzymają w zakrętach. Zwróćcie uwagę na kąt pochylenia kierownicy.

Jego pojemność to niecały jeden litr. Demonem prędkości nie jest ale i tak przy wadze 650 kilogramów samochód jest żwawy. Prędkość maksymalna to 129 km/h. Z drugiej strony w takim aucie nieważne jak szybko i w ile sekund. Tutaj istotne jest w jaki sposób i czego doświadczamy, a doświadczenia są mocno pozytywne powodujące lekki strach z jednoczesnym uśmiechem na twarzy. Charakterystyczny dźwięk przy wyższych obrotach będę pamiętał długi czas. Szalone 55 koni mechanicznych!

IMG_7239

W latach 60. Morris startował w Rajdach Monte Carlo – wygrywało w 1964, 1965 i 1967. Był to model Mini-Cooper S, który podobnie jak Cooper różnił się od zwykłego Mini nie tylko osiągami ale i prowadzeniem, sterowaniem. Był to idealny samochód, który mógł być użytkowany jako “zwykły mieszczuch” i równie dobrze, jeśli droga nie była długa i prosta, mógł pokonać większość dużych maszyn. Podobno odróżnienie zwykłego Mini od Coopera w niektórych przypadkach może być wręcz niemożliwe z powodu różnic, które siedzą głęboko w aucie i często jedynie wprawne oko dostrzeże różnice. W Cooperze S montowano trzy silniki: 1071cm3, 970cm3, 1275cm3. Ten ostatni był produkowany najdłużej i najlepiej się sprzedawał. Mini z tym konkretnym silnikiem rozpędzało się do około 160km/h, setkę osiągał w 11 sekund. To właśnie z pojemnością 1275, Cooper S miał na koncie największe sukcesy w rajdach. Standardowo posiadał 76KM ale przy odpowiednich modyfikacjach można było osiągnąć aż 130KM. W tak małym aucie taka moc to więcej niż dużo :).

Produkcja rozpoczęła się 1959, a zakończono ją w 2000 roku. Po drodze była przerwa ale popyt na ten samochód był ogromny – warto dodać, że w momencie zakończenia produkcji Coopera na początku lat 70, sprzedawał się tak samo dobrze jak na początku produkcji.

W swojej historii Mini miał wiele wersji specjalnych. Pojawiały się wersje Cabrio, Pickup’y i  inne. Na zdjęciach prezentowany jest Mini Morris Red Hot, wyprodukowany w 1988 roku. W sumie wyprodukowano 3000 egzemplarzy z czego 2/3 tych aut posiada kierownice po właściwej stronie, czyli lewej. Samochód jest po profesjonalnej renowacji, która odbyła się w 2016r. Zobaczyć, wsiąść i do tego przejechać się czymś takim to wielka przyjemność.

W miejscu gdzie miałem dużą przyjemność fotografować to auta, biegnie krótka ale ciekawa trasa przez las. Do tego polska jesień i Mini Morris – idealne połączenie. Pan Michał, właściciel miniaka, zafundował mi przejażdżkę, którą myślę, że będę pamiętał długo :). Ten samochód jest stworzony do trochę szybszej jazdy – z tym autem nie można się nudzić. Nie da się! Tutaj jedyne co może przyjść w pewnym momencie to nie nuda, a zmęczenie. Czy chciałbym mieć Mini Morrisa! Ciężkie pytanie. Zapewne rzadko bym jeździł ale z pewnością takiego śmiechu nie dałoby mi wiele aut. Na sto procent, Mini to najbardziej optymistyczny wóz w historii motoryzacji. Idealne lekarstwo na depresję 😉

IMG_7335

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *