Klasykami.pl

27 Czerwca 2018

Lamborghini

Miura SVR

Kultowy Klasyk

Lamborghini Miura SVR: Włoch, który został Japończykiem

Nasz bohater jest nie tylko wyjątkowy, bo to tyczy się każdej Miury, jest wręcz bezcennym świętym graalem włoskiej motoryzacji. Na stałe wyprowadził się do kraju kwitnącej wiśni, aby tam stać się kultowym autem. Pokażcie mi drugi (pojedynczy) samochód, który dorobił się własnego modelu (który również jest kultowy) w skali 1:18 lub na stałe zapisał się w japońskich komiksach, czyli mandze. Na świecie jest tylko jeden taki samochód. Niedawno dostał drugie życie.

W pierwszej połowie lat 60. nikt nie wierzył Ferrucciemu Lamborghini, kiedy ten obiecywał, że nowy samochód, skonstruowany przez Dallarę i Stanzaniego, wejdzie do produkcji. W 1965 roku, kiedy zaprezentowano jeżdżące podwozie, konstrukcja wydawała się niewykonalna. Zamontowanie silnika V12, który umieszczono centralnie było sensacją. Ten samochód był jak kosmita, który wylądował na dachu włoskiej rodziny. Udało się i dzięki odwadze konstruktorów, Miura jest jednym z najbardziej pożądanych klasyków na świecie.

Choć produkcja nie osiągnęła nawet 800 egzemplarzy, Miura może pochwalić się kilkoma wersjami specjalnymi. Tak naprawdę wszystko zaczęło się od gościa, który nazywał się Bob Wallace – kierowca testowy Lamborghini. W 1970 roku wziął na warsztat fabryczną Miure i chyba uznał, że Miura S jest zbyt zwyczajna. W końcu super-samochód, to taki twór, którego każdy powinien się bać – nawet kierowca. Jak rozpoznać czy zbudowałeś super-car? Jeśli większość osób krzyczy i zamyka oczy podczas jazdy, to oznacza, że zadanie zostało wykonane. Reszta osób to prawdopodobnie samobójcy lub osoby, które nie wiedzą co to strach. Wracając do tematu, Wallace zbudował zwariowane Lambo Miura, które nazwano wersją Jota. Samochód był szalony, miał 400 koni i był nieco lżejszy od fabrycznego modelu. Niestety nie przetrwał do dzisiaj. Tak naprawdę bardzo szybko się rozbił i spłonął doszczętnie. Na szczęście całe przedsięwzięcie było inspiracją dla Włochów, którzy stworzyli kilka wersji SVJ oraz jedną Miurę o oznaczeniu SVR. Ale żeby była jasność – SVR w 1968 roku, opuścił fabrykę jako standardowa Miura S z jasnozielonym lakierem na karoserii. Po jakimś czasie samochód odkupił niemiecki kolekcjoner, który namówił Lamborghini do stworzenia Miury z piekła rodem. Przerobienie samochodu na SVR trwało 18 miesięcy. Dla właściciela w Niemczech problemem była rejestracja samochodu. Początkowo samochód znajdował się w tym kraju, ale był zarejestrowany we Włoszech, z czym wiązały się problemy prawne. Kiedy właściciel chciał przerejestrować samochód, niemiecki TUV nie zgodził się na to, ponieważ auto było niebezpieczne i prawdopodobnie zabrakło tutaj ducha niemieckiej poprawności. W 1976 roku samochód trafił w ręce Hiromitsu Ito i tak oto Miura trafiła do Japonii, gdzie zyskała status auta kultowego.

Samochód niedawno przeszedł renowację i w tym celu trafił do Lamborghini. Cały proces trwał 19 miesięcy i opierał się na ogólnej dokumentacji sporządzonej w 1974 roku. Dodatkowo okazało się, że samochód jest w beznadziejnym stanie i do Włoch trafił w kawałkach. Praca przy tym aucie była ogromnym wyzwaniem dla zespołu Lamborghini, ale udało się, a satysfakcja z tego projektu musi być ogromna.

Niezwykły wóz otrzymał drugie życie, co oglądacie na załączonych zdjęciach – prawda, że jest obłędny!? Być może to nie jest najładniejsza Miura, ale jest chyba najlepszym egzemplarzem. Na szczęście ten bezcenny klasyk jest użytkowany przez obecnego właściciela podczas imprez motoryzacyjnych, dlatego będzie nam dane zobaczyć jeszcze nieraz SVR w akcji.

Artykuły

IV Brodnicki Zlot Pojazdów Zabytkowych

klasykami.pl 28 czerwca 2018 Zlot pojazdów w Brodnicy jest imprezą, która nieraz potrafiła zaskoczyć frekwencją oraz samymi pojazdami. W tym roku wybrałem się na tą małą imprezę z aparatem, aby zobaczyć co tam jest pokazywane. Z racji tego, że jestem fanem małych...

Sierpień w Monterey: aukcja RM Sotheby’s

klasykami.pl 22 czerwca 2018 Mając gruby portfel przeznaczony na inwestycje i głowę tak mocno zakręconą na punkcie klasyków jak teraz, Monterey (miejsce sierpniowej aukcji) byłby puntem obowiązkowym. Duże prawdopodobieństwo, że nawet śmierć by mnie nie zatrzymała. RM...