Jak ja nie lubię sprzedawać samochodu…

Zanim zaczniesz czytać, wiedz, że to stereotypy, jedna strona medalu, która dzieli Kupujących i Sprzedających, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. HA!

Tak już mam. Sprzedaż auta to dla mnie męka i nie chodzi mi o łzy w oczach podczas spisywania umowy bo życie to życie. Life is brutal, musisz przetrwać w dżungli. Nie, nie o to chodzi. Wręcz przeciwnie! Jeśli kupiłeś auto – mowa o starociach jak na stronę o tej tematyce przystało – za X czasu przyjdzie moment znudzenia, wypalenia się czy może chęć posiadania innego „super klasyka”. Wykonasz fotki, ułożysz tekst, wrzucisz ogłoszenie w internety, czekając na moment podjechania mitycznej lawety z Niemiec (Jechały cztery ale któraś musiała być pierwsza), oraz gościa który już rezerwuje samochód i będzie jutro. Swoją drogą miałem tak, że ktoś rezerwował ale do dzisiaj nie przyjechał – może jeszcze jedzie.

Jak dziś pamiętam kiedy sprzedawałem poprzedni wóz. Dwudrzwiowa beczka z M102 pod maską. Co ważne, bez zbędnych udziwnień typu: własny kierunkowskaz na błotniku lub „hej, może spróbujemy sami obszyć siedzenia jakąś tandetną skórą?”, fajny klasyk w oryginale do codziennej jazdy za (moim zdaniem) rozsądną kapustę. Problem polega na tym, że zanim przyjdzie człowiek, który rzeczywiście chce taki samochód kupić i prowadzisz z nim konkretną wymianę zdań, trzeba znieść różnych cwaniaków, mistrzów negocjacji, którzy chcą pisać umowę za pół darmo bo więcej na pewno nie dostaniesz. Nie chcę nikogo obrażać – to normalne, że oglądając auto możemy powiedzieć: kurczę to nie to, myślałem, że zastanę coś innego. Sorry ale to nie dla mnie, do widzenia. I ok. Pogadali, pożegnali się i jest fajnie. No może jedna strona się wkurzyła bo sprzedający wystawił taką fotkę.

 

porsche

 

A zastał to:

Na chodzie do lekkich poprawek. Zapraszam zdecydowanych.

porsche02

 

Choć tutaj pojawia się jeszcze kwestia pieniądza za który dany klasyk został wystawiony, bo jeśli za tyle, że mówimy „sporo” no to spodziewamy się IGŁY od Niemca, który jest lekarzem urodzonym w 1892 roku, a auto kupił tylko po to by stało i czekało WŁAŚNIE na Ciebie.

Kiedy sprzedajesz samochód i masz trochę szczęścia, otrzymujesz ciekawe maile na które 90% Sprzedających nawet nie odpisuje. Ja niestety zawsze staram się być kulturalny i coś tam grzecznie odpiszę. Najfajniejsze są te w których ktoś podaje swoją cenę i chce się umówić jakieś 300km od miejsca postoju auta. Oczywiście to są takie żartownisie. Wiecie, pośmiać się i takie tam. Ale może ktoś tak poważnie?

 

mail02

mail

 

W jednym przypadku korespondowałem z gościem, który wypytał mnie o wszystko, około 30 wymienionych maili. Postanowił przyjechać, zjeździliśmy razem pół miasta lecz na początku około 15 razy przerzucał skrzynię z D na R i z powrotem, niestety tutaj dobrego pretekstu do negocjacji nie znalazł. Jeśli chodzi o jazdę to byłem nawet w miejscach gdzie nie zawitałem od jakichś 10 miesięcy. Auto oglądał około… uwierzcie mi długo (ale to plus i zawsze trzeba obejrzeć dokładnie!) po czym zapodał propozycje cenową, a na końcu uznał, że auto jest szpachlowane i pożegnał się… telefonicznie – odszedł na bok by przemyśleć sprawę. „Odejście na bok” to rzecz obowiązkowa podczas kupna. Ochłoń, odejdź na bok i wróć. Ale ok, to nie jest jeszcze miszcz. Facet po prostu potrzebował dłuższego czasu na obejrzenie i zastanowienie się, a następnie powiedział, że potrzebuje chwilę na przemyślenie i telefonicznie poinformował, że już sobie poszedł. Ja to rozumiem! Choć z drugiej strony nie rozumiem osób, które do kupna starego auta podchodzą jak do zakupu nowego lub dwuletniego pojazdu. Warto napisać: Auta również się zużywają jak każda inna rzecz, naprawdę. Te drogie egzemplarze rzeczywiście – może / w większości – wyglądają jak nówki sztuki.

Kolejny człowiek to ktoś, kogo nigdy nie widziałem i nie zobaczyłem. Taki kupiec widmo w pelerynie. W tym przypadku wymieniliśmy się telefonami: – Ten mercedes aktualny? – Tak jest nadal na sprzedaż. – Dobra bo wie Pan szukam czegoś takiego, on ładny? Bo wie Pan ja chce takiego co mógłbym go sobie postawić i na niego patrzeć. Od słowa do słowa – Przyjadę pociągiem w sobotę do Pana, będę o 8 – Dobrze, nie ma problemu, mogę po Pana przyjechać na dworzec. Pomyślałem, że zadzwonię w czwartek i spytam czy rzeczywiście będzie i to jest błąd – Pamiętajcie! Wy nie dzwonicie, oni dzwonią! Ale, że miał się pojawić rano na dworcu, a mi wstawanie o wczesnych porach i to w weekend nie idzie najlepiej postanowiłem zadzwonić. JEDNAKŻE TUM TURUM! Zanim mogłem się odezwać on sam zadzwonił: – Będę jutro, już mam bilet. Głos w słuchawce człowieka w wieku ok 45 – 50 (jakby to miało w czymś wam pomóc) – Ok będę czekał na telefon rano. Mamy piękny słoneczny ranek, wstawać mi się za cholerę nie chciało lecz prognoza gotówki w moim portfelu i zakup już upatrzonego wozu była silniejsza. Mamy 8, dalej 8:20, pomyślałem zadzwonię: – Ja niestety nie jechałem, dziecko mi się rozchorowało, proszę się nie gniewać. – Aha, rozumiem. Ale ok, dziecko mogło się rozchorować nagle, mógł mieć zablokowany telefon – rzeczy o których mówimy: „różne są sytuacje”. Lecz to jeszcze nie jest miszcz pierwszego planu.

Ostatnim oglądającym (przed tym, który kupił) była gwiazda pierwszego planu. Ale spokojnie – wpis nie ma na celu obrażania, sprawa miała miejsce dawno temu. No może nie tak bardzo dawno temu ale już trochę czasu minęło. Konkretnie obejrzał, pobawił się miernikiem lakieru, czas na przejażdżkę! Jakież było moje zaskoczenie, że tym razem również zawitałem w miejsca, których dawno nie widziałem ale to było poza miastem. Wiecie jak to jest, chcemy wypróbować maszynę na trasie! Wróciliśmy, znowu, po dłuższym czasie. Powiedział: no to czas się dogadać! Niestety jego propozycja była nie do przyjęcia i postanowiłem walić prosto z mostu: – jest gość, który tutaj na miejscu oferuje tyle i tyle. Jeśli Pan chce może Pan coś dorzucić i auto jest Pańskie. W tej chwili nie było dużej logiki w wypowiadanych słowach potencjalnego Kupującego bo zaoferował jakieś 1500 mniej. Po jakimś czasie zrozumiał przedstawioną sytuację i postanowił… no zgadnijcie! Odejść na bok.

Po chwili wrócił i mówi: – no dobra, biorę go! ALE muszę podjechać do banku po kasę ponieważ nie mam przy sobie i za chwilę wrócę. Myślę sobie: Po co mi zawraca gitarę jak nie ma przy sobie kapusty? Ale mówię mu ok i będę czekał. Mija ok 30 minut aż nagle dzwoni telefon. Widzę po numerze, że to nowy nabywca auta, które mi zawadza na miejscu parkingowym. Mówi: – Jednak nie zdecyduje się na ten samochód. – Aha, rozumiem.

 

article-1320724-0B9FA152000005DC-52_468x424

 

Trzymajcie auto do końca! Nawet dla takiego pasjonaty jak ja, prowadzenie komisu ze starymi autami byłoby czymś co doprowadziłoby do trzymania strzelby pod biurkiem i nie chodzi o zły stan pojazdów czy świetne okazy. Telefony w których człowiek tłumaczy ci dlaczego coś jest źle lub zna historię twojego auta lepiej od Ciebie powoduje na początku uśmiech na twarzy ale przy kolejnych takich gadkach chcesz jak Bill Cosby w filmie, gdzie był duchem, złapać rozmówcę za gardło, wkładając rękę do słuchawki.

Za to śmiać mi się chce kiedy słyszę o kimś kto ogląda auto za 2 tysiące i oczekuje stanu jak w egzemplarzu za dychę lub nawet dwie. Śmieszki i fajne chłopy. Pamiętam jak dziś kiedy na którymś z forum czytałem opowieść człowieka, który oglądał stare BMW (modelu nie pamiętam). Jechał po nim na full. Wdeptywał go w ziemię z każdym napisanym zdaniem, że takiego czegoś to jeszcze nie widział. Biorąc pod uwagę, że już wtedy ten konkretny model chodził za więcej niż 10 tysięcy, ktoś go spytał za ile auto było wystawione. Okazało się, że był to egzemplarz za 3500zł. PANIE! Po coś Pan tam jechał przez pół Polski jak się szukało stanu 5+. Okazji ni ma. Za ładny stan trzeba zapłacić i tylko głupiec będzie jechał z nastawieniem, że znajdzie super furę za 1/5 jej aktualnej wartości.

Ostatnio też sprzedawałem auto – w tej chwili widzę trend negocjacji ceny przez telefon co argumentują tym, że nie mają pieniędzy na dojazd i nie będą robić kilometrów na darmo…

Z drugiej strony, dzisiaj jest masa ofert w internecie starych aut, które są tak absurdalne, że nie wiadomo czy to żart czy o co chodzi. Ja wam życzę, żebyście zawsze trafiali na auta w stanie adekwatnym do ceny i przy sprzedaży nie musieli prowadzić rozmów z ludźmi co to 4 lata szukają auta ale jakoś kurczę znaleźć nie mogą wśród 60 aktualnych ogłoszeń.

A już niedługo kolejny wpis pod tytułem “Jak ja nie lubię kupować samochodu”, czyli coś z drugiej strony dla osób, które uważają, że bzdury piszę.

 

Dzwonił jakiś miastowy cwaniak – negocjator, że przyjeżdża oglądać auto. Usiądę i sobie na niego poczekam.

1432_20

Komentarz

  1. Dlatego ja zdecydowałem się powierzyć tę sprawę stronie otosfera.pl i miałem z głowy. Deenerwują mnie ludzie, którzy nie wiedzą czrgo chcą, dzwonią, oglądają sto razy, zeby później powiedziec, że aaa ja tak naprawdę to szukam innej marki. SERIO?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *